Jak trwoga, to do…

– Tylko upaństwowienie Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej może przynieść ratunek temu szpitalowi! – przekonywała na antenie Radia Maryja była dyrektorka placówki, Elżbieta Starosławska. I byłby to pomysł z gatunku personalno-polityczno-fantastycznych, gdyby takiej samej opinii nie wyraził też niemal jednocześnie nowy minister zdrowia, Łukasz Szumowski.


Wygląda więc na to, że mamy do czynienia ze zorganizowaną akcją, co jednak wcale nie musi do niej nastawiać życzliwie władz województwa.

Minister nie ocenia, ale chętnie przejmie

– Lubelskie Centrum może być jednym z filarów Narodowego Instytutu Onkologii, którego powstanie zapowiedział już premier Mateusz Morawiecki – podkreślił minister Szumowski. Plany resortu obejmują zintegrowaną opiekę onkologiczną prowadzoną w całym kraju pod nadzorem ministerstwa, przez wskazane w poszczególnych regionach ośrodki i instytuty. Taką rolę na Lubelszczyźnie mogłoby właśnie pełnić COZL. – Pacjent nie może w sytuacji zagrożenia życia wahać się, do którego szpitala powinien trafić, a powinien jak za rękę być podtrzymywany przez specjalistów i uzyskiwać optymalną opiekę według przyjętych, wysokich standardów – tłumaczył min. Szumowski. Cały proces diagnostyczny, terapeutyczny i rehabilitacyjny miałby być spersonalizowany, przy gwarancjach odpowiednich środków finansowych.
Pod opiekę ministerstwa chętnie oddałyby się działające w Centrum związki zawodowe, na czele z „Solidarnością”, która od czasu odejścia dyr. Starosławskiej krytykuje działania (a raczej ich brak…) samorządu województwa, zarzucając marszałkom i kolejnym nowym dyrektorom działanie na szkodę szpitala, ograniczanie jego działalności (m.in. przez zamykanie poradni i cięcia finansowe). – Nie chcę komentować sytuacji w COZL, zwłaszcza, że to nie nasza placówka, ale być może jeśli zarzuty są tak poważne właściwym organem kontroli mógłby być w tym zakresie Narodowy Fundusz Zdrowia. Z pewnością jednak znana jest znakomita opinia o Centrum i jego kadrze, a to mogłoby stanowić podstawę do włączenia tej jednostki w skład Narodowego Instytutu Onkologii – zaznacza mi. Szumowski.

Proces od początku

Oczywiście eksdyrektor Starosławska już tak wstrzemięźliwa nie jest. – Ratunkiem dla pacjenta i pracownika jest na pewno zmiana właściciela. Obecnie właścicielem jest samorząd województwa, a są to ludzie, którzy nie mają żadnej styczności z medycyną, poza tym, że na pewno korzystają z pomocy lekarskiej. Zmiana właściciela i przejście pod zarządzanie Ministerstwa Zdrowia pod Narodowy Instytut Onkologiczny jest ratunkiem dla tych dużych centrów specjalistycznych, również i naszego centrum. Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej zostało zaprojektowane i jest w trakcie rozbudowy, więc teraz należy dokończyć jej drugi i trzeci etap – punktowała Starosławska i trudno jej się dziwić.
Walczy w końcu przed sądem o odszkodowanie (w wysokości trzykrotnych miesięcznych poborów tj. 37,5 tys. zł). Sąd I instancji zważył, że zwalniając dyrektor z pracy – dyscyplinarnie – pod zarzutem prywatnej współpracy z firmą wygrywającą jednocześnie przetargi dla COZL, Zarząd Województwa… pomylił podmioty, z którymi kooperowała zwalniana dyrektorka. Sąd apelacyjny uznał jednak, że orzeczenie to jest wadliwe, a istoty sprawy nie rozpoznano, proces zacznie się więc od początku.

Co z długami?

Oprócz szpitalnej „Solidarności” i Radia Maryja – Starosławską (wcześniej blisko zaprzyjaźnioną minister z Platformy Obywatelskiej i premier Ewą Kopacz) w sporze z marszałkami mocno wspierają posłowie i radni PiS oraz wojewoda Przemysław Czarnek, kibicujący także pomysłowi upaństwowienia Centrum. Łatwo można się też domyślić kto w takiej nowej sytuacji zostałby jego dyrektorem – czy raczej dyrektorką…
Kolejni marszałkowie w przeszłości rozważali już pozbycie się kłopotu w postaci nadmiernie rozbudowanego szpitala onkologicznego, w dodatku borykającego się z konkurencją wyspecjalizowanych oddziałów w placówkach klinicznych. Naturalnym rozwiązaniem wydawało się wówczas przekazanie COZL do prowadzenia Uniwersytetowi Medycznemu, czemu rektor prof. dr hab. Andrzej Drop nie był bynajmniej przeciwny. Początkowo największą oponentką takiego rozwiązania była… sama dyr. Starosławska, mocno skłócona ze środowiskiem medycznym, a zwłaszcza akademickim Lublina. Następnie zaś na przeszkodzie stanęła kwestia rosnącego lawinowo zadłużenia szpitala (ok. 60 mln zł), a także kwestia kontynuowania rozgrzebanej, a wstrzymanej przeszło półtora roku temu rozbudowy placówki. Marszałkowie Centrum chętnie by oddali – ale razem z długiem, na to jednak chętnego nie znaleźli. Czy oferta ministerialna okaże się więc dla nich atrakcyjniejsza? Na te pytanie na razie nie dostaliśmy odpowiedzi urzędu marszałkowskiego. TAK