Jarmark okiem widza

Tegoroczny jarmark zaskoczył jeszcze bardziej różnorodną i bogatą ofertą kramów

Wobec Jarmarku Jagiellońskiego trudno pozostać obojętnym, zwłaszcza jak już się wie z własnego doświadczenia, jak unikatowe rzeczy można zobaczyć w jego trakcie na straganach.


Po doświadczeniach ubiegłorocznego jarmarku, kiedy to w kramach dominowały skądinąd prześliczne pisanki, byłam przekonana, że tym razem wszędzie będą koronki, a tu miłe zaskoczenie – były drewniane zabawki, rzeźby z drewna – także ze Szwecji (naturalistycznie wyglądające ptaki), ikony, obrazy – także na szkle, wyroby tkackie (dywany, dywaniki, kilimy, pasy), wycinanki, jak zawsze odzież z lnu i ceramika, także o bardzo dużych wymiarach, haftowane serwetki, obrusy i bluzeczki, wyroby z papieru, bibułki, wiórów, wikliny, łusek kukurydzy, słomy – w tym pająki – oraz z korzeni, cudeńka z bursztynu, biżuteria – także z mosiądzu i miedzi – oraz ciekawe wyroby z… drutu jak również… pisanki.

Do tego dołóżmy wyroby kowalskie, ludowe instrumenty muzyczne, wyroby ze skóry z Bułgarii i Szwecji, pierniki ze Słowacji oraz oczywiście koronki, zarówno oprawione w ramki, jak i koronkowe kołnierze, kołnierzyki, serwetki, w tym także wykonana w tej technice biżuteria, a oferta będzie pełna. Co ciekawe, niektórzy artyści uprawiają kilka rodzajów rękodzieła, np. hafciarstwo i koronczarstwo, więc ich oferta była bogatsza.

O opinie na temat jarmarku pytałam znajome osoby pracujące w handlu, także na Starym Mieście. Wynikało z nich, że z sentymentem wspominają dawne edycje, kiedy stragany zajmowały każdy skrawek powierzchni staromiejskich uliczek, a oferta była bardziej różnorodna niż ostatnimi laty – mniej etnograficzna, a bardziej użytkowa. Statystycznym lublinianom najwyraźniej bliska jest idea targu jako miejsca robienia różnorodnych zakupów, podczas gdy organizatorzy z Warsztatów Kultury preferują ideę jarmarku rękodzielniczego.

Wydaje się jednak, że w tym roku zrobili ukłon w stronę publiczności – oferta była urozmaicona, pojawiły się, co prawda nieliczne, stoiska z jedzeniem, jak oferujący chleb ze smalcem wóz „baby z wozu”, stragan z wypiekami z Lubartowa czy inny z lokalnymi pirogami, pierogami i szarlotką. Mała rzecz, a cieszy. Dla ekologicznych łasuchów przygotowano stoiska z miodami. Można było też na nich kupić woskowe świece. Na deptaku amatorzy trunków mogli znaleźć kram z nalewkami. Nie do spełnienia będzie zapewne postulat wydłużenia imprezy od środy, co dałoby w sumie pięć dni handlowych i może pomogłoby kupcom, którzy przybywali nieraz z daleka, sprzedać ich towary. Zyskałyby na tym także inne placówki zlokalizowane w śródmieściu, jak restauracje, kawiarnie i lodziarnie, które przeżywały prawdziwe oblężenie. Z pogranicza marzeń jest pomysł zainstalowania jakiegoś zadaszenia, które chroniłoby ludowych artystów, osoby niekiedy wiekowe, nieraz ubrane w tradycyjne, nie zawsze dopasowane do upałów stroje, przed słońcem.

Joanna Dudziak