Jelitówka nie odpuszcza

Atakuje znienacka, trzyma nawet kilka dni i wycieńcza organizm. Jelitówka. Zmora chełmian w ostatnich tygodniach.

Grypa trochę odpuściła. W chełmskich przychodniach odnotowują już mniej zachorowań grypopochodnych. Zamiast tego pojawił się inny wirus – o równie, a może jeszcze bardziej niż grypa nieprzyjemnych objawach. Chodzi o jelitówkę. Zaniepokojeni rodzice zgłaszają się do lekarzy rodzinnych z dziećmi z bólem brzucha i biegunką. W chełmskich szkołach i przedszkolach słychać było głosy zaniepokojonych rodziców.

– W klasie mojego ośmiolatka było dziś zaledwie trzynaścioro dzieci – mówi mama ucznia jednej z chełmskich podstawówek na początku ubiegłego tygodnia. – Gdy rozmawiam z innymi rodzicami, to mówią, że ta „wirusówka” pojawiła się już w ferie i tak krąży po mieście.

Ale są też pacjenci, u których występuje wysoka gorączka, którą trudno zbić lekami przeciwgorączkowymi. U niektórych pojawiają się wysypki. Po mieście chodzą słuchy, że wróciła choroba bostońska. Elżbieta Kuryk, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Chełmie, uspokaja, że o żadnej epidemii nie ma mowy.

– W okresie przedwiosennym tego typu zachorowania się zdarzają, sytuacja nie jest jeszcze alarmująca – mówi dyrektor Kuryk.

Infekcja wirusowa dotarła też do chełmskiego szpitala. Odwiedzający zarazili pacjentów oddziału psychiatrycznego. Z tego powodu dyrekcja placówki wstrzymała odwiedziny na tym oddziale. Początkowo zakaz ten miał obowiązywać tylko przez dwa dni od 4 do 6 marca, ale ostatecznie przedłużono go do poniedziałku, 11 marca.

Infekcja wirusowa dopadła pacjentów, ale też niektórych pracowników lecznicy. Nie oszczędziła m.in. Mariusza Kowalczuka, zastępcy dyrektora chełmskiego szpitala, a zarazem miejskiego radnego. Na szczęście choroba miała u niego łagodne objawy. (mo)