Jest czyn i jest kara w tysiącach

24 lutego jeden ze współdzierżawców terenu przy ul. Chełmskiej we Włodawie dokonał okaleczenia drzew przez przycinkę, która pozostawiła tylko kikuty. Po ponad trzech miesiącach burmistrz nałożył na sprawcę karę finansową. Bolesną – kilkanaście tysięcy złotych.

O sprawie pisaliśmy na początku marca. Zawiadomienie w tej sprawie zgłosiła włodawska Inicjatywa Lokalna Między Drzewami. Burmistrz wszczął postępowanie.

W lutym br. jednemu z użytkowników działek przy ul. Chełmskiej przeszkadzały gałęzie dwóch rosnących przy jego działce topoli. Uzyskał więc ustną zgodę na delikatną ich przycinkę. Użytkownik jednak albo nie zrozumiał, co to znaczy delikatne, albo też z premedytacją ogołocił drzewa zupełnie z gałęzi, pozostawiając kikuty. Sprawą szybko zainteresowała się Inicjatywa Lokalna Między Drzewami.

Napisała do burmistrza wniosek o wszczęcie postepowania administracyjnego. Burmistrz oczywiście wszczął postępowanie. – W wyniku wykonywanych prac pielęgnacyjnych w obrębie korony drzew stwierdzono usunięcie gałęzi w wymiarze przekraczającym 50% korony, która rozwinęła się w całym okresie ich rozwoju, co z godnie z art. 87a, ust. 5 ustawy o ochronie przyrody stanowi zniszczenie i zagrożone jest administracyjną karą pieniężną.

Po przeprowadzonym postępowaniu wyjaśniającym burmistrz nałożył karę administracyjną na Roberta K. w kwocie 13 200 zł, z czego 30% tej kary ma wpłacić w ciągu 14 dni, zaś pozostałą część, jeśli w ciągu 5 lat drzew nie da się uratować. (pk)