Jezioro pełne truchła

Kilkaset kilogramów śniętych ryb wypłynęło na powierzchnię Jeziora Glinki w Orchówku (gm. Włodawa). To efekt przyduchy spowodowanej najprawdopodobniej przez gnijące resztki roślin, a być może także przez fakt, że do zasilajacej jezioro rzeki Tarasieńki dostały się ścieki z szamb.

W ostatnim czasie to już druga katastrofa ekologiczna na wodach okręgu PZW w Chełmie. Wcześniej wytruto kilka ton ryb w zalewie Żółtańce, teraz przyszła kolej na Glinki. Pracownicy okręgu, strażnicy społeczni, zwykli wędkarze i strażacy z włodawskiej OSP od piątku usiłują walczyć z kataklizmem. Próbują natleniać wodę pływając po jeziorze łodziami napędzanymi silnikami, ale niewiele to daje.

Większe efekty daje wyłapywanie jeszcze żywych ryb i przewożenie ich do nieodległego Jeziora Białego. W ten sposób uratowano ok. 300 kilogramów sandaczy. Niestety, o wiele więcej ryb zdechło. Tylko w sobotę (4 lipca) do utylizacji oddano 540 kg. Katastrofę spowodowała tzw. przyducha, czyli brak tlenu w wodzie. To naturalne zjawisko, do którego dochodzi w ciepłych miesiącach, szczególnie po wylewach rzek.

W tym przypadku do tak masowego śnięcia mogły także przyczynić się ścieki, które trafiły do jeziora. Otóż rzeczka Tarasienka, która zasila wody akwenu, zalała pobliskie Tarasiuki. Pod wodą znalazły się nie tylko przepompownie, ale też przydomowe oczyszczalnie ścieków i szamba.

Czy tak było, zapewne potwierdzą specjalistyczne badania. Próbki wody zostały pobrane przez inspektorów Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Chełmie i już trafiły do laboratorium. Krzysztof Daniłów, dyrektor biura okręgu PZW w Chełmie przypomina, że w związku z katastrofą na Jeziorze Glniki obowiązuje całkowity zakaz połowu. Dziękuje też wszystkim, którzy w wielkiej mierze społecznie ratowali ryby i pracowali przy ich wyławianiu. (bm, fot. Sebastian Miącz)