Kandydatka PSL bije w… Górnego i PSL

Justyna Manasterska-Raszka, kandydująca z PSL na prezydenta, wbiła szpilkę… samemu prezesowi ludowców Józefowi Górnemu. Według niej drogi w mieście i ścieżki rowerowe pozostawiają wiele do życzenia, a przecież infrastruktura znajduje się w pionie wiceprezydenta… Górnego. Stwierdziła też, że poglądy bądź przynależność nie powinny decydować o tym, kto dostanie pracę. Tymczasem w urzędzie, spółkach i jednostkach aż roi się od osób z peeselowską legitymacją. W partii zawrzało!

Justyna Manasterska-Raszka w ubiegły wtorek 28 sierpnia na dobre rozpoczęła kampanię wyborczą. I od razu pojechała po bandzie. Kandydatka Polskiego Stronnictwa Ludowego na prezydenta najpierw uderzyła w… samego prezesa ludowców, Józefa Górnego, a potem w członków partii zatrudnionych w urzędzie miasta i podległych mu jednostkach oraz spółkach!

Kilka dni wcześniej na portalu społecznościowym zamieściła wpis, że jakość wykonania infrastruktury rowerowej oraz jej rozplanowanie pozostawiają wiele do życzenia. To nie wszystko. Manasterska-Raszka na wtorkowym spotkaniu z mieszkańcami, którego uczestnikami w zdecydowanej większości były osoby związane lub kojarzone z PSL, stwierdziła, iż drogi w mieście pozostawiają wiele do życzenia, a każdy z nas niejednokrotnie martwi się, że wpadnie w jakąś dziurę. Sęk w tym, że cała infrastruktura, inwestycje drogowe od niemal 12 lat znajdują się w pionie pierwszego zastępcy prezydenta Chełma… Józefa Górnego, szefa miejskiego PSL. Co by nie powiedzieć, Górny osobiście nadzorował budowę ścieżki rowerowej nad rzeką Uherką, będąc wielokrotnie na miejscu budowy.

Józef Górny albo nie dostrzega ataku ze strony popieranej przez niego kandydatki, albo udaje, że wypowiedź nie była adresowana w jego kierunku. Uważa, że kandydatka zupełnie co innego miała na myśli. – Brakuje nam odcinka ścieżki, która łączyłaby się z gminną trasą rowerową w Kumowej Dolinie – komentuje. – Rowerzyści narzekają też, że gdzieniegdzie są za wysokie krawężniki. Jest projektowana ścieżka rowerowa do Kamienia. Na Hrubieszowskiej mamy problem z usytuowaniem przejazdu z jednej strony ulicy na drugą. Dostajemy sygnały od osób z innych województw, korzystających z trasy Green Velo, że w Chełmie nie ma miejsc przy ścieżce, by rozstawić namioty. Co do dróg, remontujemy je, ale po jakimś czasie znów trzeba je poprawiać, jak wszędzie.

Jednak Manasterska-Raszka nie mówiła nic o brakującym odcinku ścieżki w Kumowej Dolinie, tylko o jakości realizacji tras rowerowych. Ale najlepsze kandydatka PSL zostawiła na koniec swojego wystąpienia. Stwierdziła, że nie powinno być tak, iż poglądy bądź przynależność decydują, że ktoś dostaje pracę. Dodała, że w Chełmie zaszczytem jest dostać pracę. Tymczasem w urzędzie miasta, instytucjach podległych samorządowi, spółkach miejskich, aż roi się od pracowników, będących członkami, czy też sympatykami… Polskiego Stronnictwa Ludowego, którzy w dużej mierze zostali zatrudnieni w ciągu ostatnich 12 lat, czyli od kiedy PSL jest koalicjantem „Postaw na Chełm”. Monika Zaborek-Turewicz – dyrektor Wydziału Komunikacji, Marcin Dudek – dyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego, Bogdan Drygasiewicz – prezes Chełmskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego, Dorota Michalska – dyrektor Zespołu Szkół Budowlanych i Geodezyjnych, Jarosław Wójcicki – dyrektor Zespołu Szkół Zawodowych nr 5, czy Artur Juszczak – były dyrektor MOPR – to osoby, które na kierownicze stanowiska rekomendowało PSL.

Wypowiedź Justyny Manasterskiej-Raszki, mieniącej się bezpartyjną kandydatką, mocno uderzyła w ludowców. W samej partii jest oburzenie zwłaszcza doświadczonych działaczy. – Od samego początku kandydatura pani Manasterskiej-Raszki była dla wielu z nas kontrowersyjna. Jest spoza PSL, uważa się za bezpartyjną, ale przecież kandyduje z komitetu naszej partii! To jest niedorzeczne. Albo jesteś w PSL, albo cię nie ma! Wielu z nas mówiło to prezesowi Górnemu, ostrzegaliśmy go, jednak nie posłuchał. Lepszym wyjściem byłoby, gdyby sam wystartował, bądź osoba będąca członkiem partii. Wiem, że są osoby w PSL, które po tym wystąpieniu kandydatki zastanawiają się nad sensem kandydowania do rady miasta – mówi jeden z działaczy, proszący o anonimowość.

Sama Manasterska-Raszka twierdzi jednak, że ktoś źle odczytał jej intencje. – Zarówno moje intencje, jak i przekaz, były zupełnie inne – przekonuje. – Chodziło mi o to, że każdorazowo przy zatrudnianiu pracowników powinny liczyć się wyłącznie kompetencje i wykształcenie, niezbędne do wykonywania określonej pracy, a nie przynależność czy poglądy. Nowych pracowników, gdy zostanę prezydentem, będę zatrudniać wyłącznie na stanowiska zwolnione np. w związku z odejściem pracownika na emeryturę, albo nowo tworzone, w związku z powierzeniem miastu nowego zadania ustawowego. Dlatego pracownicy chełmskiego samorządu nie powinni się obawiać o swoją pracę. W każdej swobodnie wygłoszonej, a nieprzeczytanej z kartki wypowiedzi, można znaleźć coś negatywnego i zinterpretować to na swój sposób – uważa kandydatka PSL na prezydenta Chełma. (s)