Kary za kury

Najmniejsze wynosiły 800 zł, najwyższa 5 tys. zł. Takie kary musieli płacić rolnicy z powiatu chełmskiego przyłapani na tym, że w czasie zagrożenia ptasią grypą ich kury zamiast w kurniku biegały po podwórzu. Prawie wszyscy odwołali się od decyzji inspektorów weterynaryjnych. Są już finały tych postępowań.

– Wirus afrykańskiego pomoru świń powoduje kolejne kontrole, zakazy i nakazy, a tymczasem jeszcze nie zakończyły się sprawy odwoławcze dotyczące kar nałożonych na rolników za złamanie zakazu wypuszczania drobiu, gdy istniało zagrożenie ptasią grypą – mówi jeden z mieszkańców powiatu chełmskiego. – Tyle w ostatnim czasie restrykcji ciąży na rolnikach, że ludzie mają już dość.

Półtora roku temu podobne emocje, co obecnie ASF, budziło zagrożenie wirusem ptasiej grypy. Rolnicy musieli się dostosować do wydanego wówczas przez ministra rolnictwa i rozwoju wsi oraz głównego lekarza weterynarii zakazu wypuszczania drobiu. Musieli przechowywać go w przeznaczonych do tego pomieszczeniach, uniemożliwiając mu swobodne poruszanie się po otwartym wybiegu. Nie wolno było karmić drobiu na zewnątrz budynków ani poić go wodą ze zbiorników, do których dostęp mają dzikie ptaki. Brak zastosowania się do tych wytycznych był podstawą do nakładania kar administracyjnych przez inspektorów weterynarii. Kary były dotkliwe. Wynosiły od 0,2 średniej krajowej do dwukrotnej jej wielkości. Inspektorzy, jeśli już musieli, najczęściej nakładali kary w minimalnej wysokości – 800 zł. Ale i ta kwota mocno biła po kieszeni rolników powiatu chełmskiego. Najwyższa kara nałożona na hodowcę drobiu w naszym powiecie wyniosła 5 tys. zł. Większość osób, na których nałożono te kary, odwołała się do Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii. Arnold Sawicki, zastępca powiatowego lekarza weterynarii w Chełmie, informuje, że takich odwołań było 24. Większość z nich dotyczyła złamania zakazu wypuszczania drobiu, ale część także kar nałożonych na hodowców trzody chlewnej.

– W uzasadnionych przepisami przypadkach zobligowani jesteśmy do nałożenia kary administracyjnej – mówi Arnold Sawicki. – Jeśli chodzi o złamanie wytycznych w kwestii hodowli drobiu te kary były wyjątkowo dotkliwe, dlatego prawie wszystkie ukarane osoby składały w tej sprawie odwołania. W większości przypadków nasze decyzje były podtrzymywane. Zdarzało się też, że kierowano je do ponownego rozpatrzenia, a postępowanie kończyło się ponownie wydaniem decyzji nakładającej kary. Z moich informacji wynika, że żadna ze spraw nie miała swojego finału w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Lublinie. (mo)