Kiedyś pasja, dziś sposób na życie

Jakub Mruk i jego przynęty

Chełm. Mała pracownia w piwnicy przy jednej z głównych ulic. Brak jakiegokolwiek szyldu, czy choćby małej tabliczki. Mało kto wie, że to tu powstają mandule – przynęty, które zdobywają coraz większe grono zagorzałych fanów spinningu z całego kraju. Kolorowe wabiki przeznaczone głównie na okonia i sandacza tworzy od początku do końca Jakub Mruk.

Sandacze uderzają w mandule bardzo zdecydowanie

Jakub przygodę z wędkarstwem zaczął w wieku 8 lat. Pasja trwa już 25 lat i z hobby przeistoczyła się w sposób na życie. Mandula Chełm Hand Made – tak nazywa się jego autorski projekt, który z miesiąca na miesiąc jest coraz bardziej rozpoznawalny i poszukiwany przez amatorów spinningu w całej Polsce. Jego firma nie spoczywa na laurach i chce bardzo poważnie zamieszać na wędkarskim rynku.

Stare japonki na warsztat

Mandula to miękka, segmentowa i pływająca przynęta uzbrojona w dwie kotwiczki dedykowana głównie na okonia i sandacza, choć udokumentowane są przypadki połowów na nią innych ryb – szczupaków, a nawet suma. Jako obciążenie do niej służy tzw. czeburaszka, a jej przeznaczeniem jest głównie opad. Po osiągnięciu dna mandula stoi niemal pionowo, co bardzo ułatwia sandaczom jej pobranie. Poza tym wyklucza tzw. przyklepanie, więc nie ma zacięć na zewnątrz pyska czy za brzuch. Jej porowata struktura nie tylko jest wytrzymała, ale też bardzo dobrze współgra z atraktorami, które skutecznie i długo się na niej utrzymują. Oprócz mnóstwa kolorów każdy wędkarz może ją dowolnie rozbudować o tzw. lift, czyli segment, który również jest w ofercie u Jakuba.

Przynętami z Chełma interesują się piękne okonie

– Od razu mówię, że to nie ja wymyśliłem tę przynętę – zastrzega na początku rozmowy Jakub. – Pomysł na nią przyniósł w 2015 r. mój znajomy, który po rozmowie z wędkarzem z Pomorza, który coś takiego stosował, zapytał mnie, czy nie mógłbym czegoś takiego spróbować zrobić. O takiej przynęcie wtedy było bardzo mało informacji. Po przeszukaniu internetu, ze starych japonek, kleju błyskawicznego i z pomocą noża takierskiego, powstały pierwsze prototypy. Choć były one bardzo toporne, od razu ruszyliśmy na testy do Uchańki i w pierwszym rzucie miałem na nią branie sandacza. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że warto nad tą przynętą popracować. I tak to się zaczęło. Kupiłem pierwszą szlifierkę, więcej półproduktów i na półce zaczęły pojawiać się kolejne wariacje kolorów, wielkości, ilości modułów – mówi Jakub. – Jak w miarę mi to wychodziło, zacząłem coraz poważniej myśleć, że z produkcją mandul chcę powiązać swoją przyszłość nie tylko hobbystyczną, ale i zawodową.

Na podbój wędkarskiego rynku

Mandule Jakuba można kupić w wybranych, dobrych sklepach wędkarskich, ale głównie w sieci za pośrednictwem jego strony internetowej. Wkrótce ruszy też sklep internetowy. W planach Jakub ma ruszenie z produkcją blaszek wahadłowych, głównie pstrągowych. Chce też wejść w kooperację z kolegą, który „ma rękę” do strugania woblerów, które poszerzą ofertę Mandula Chelm Hand Made. W fazie testów jest też zupełnie nowa przynęta tzw. gąsiennica. Jakub jest już po negocjacjach ze znaną firmą wędkarską, która chciała, by produkował mandule tylko dla niej, na wyłączność. – Nie zgodziłem się na takie warunki, ale nie wykluczam, że nasza współpraca będzie się rozwijać. Szczegóły zdradzę dopiero po nowym roku, gdy będę pewny wszystkich szczegółów – mówi Jakub. (bm)