Kłos rozdawał prezenty

LEWART LUBARTÓW – KŁOS GMINA CHEŁM 3:0 (0:0)
1:0 – Bujak (50), 2:0 – Pikul (71), 3:0 – Bujak (85).
KŁOS: Porzyc – Omelko, E. Poznański, Kowalski (75 Kimel), Siatka (85 Korkosz), S. Wyrostek, P. Gierczak (53 Olęder), Żwirbla, Wojtal (58 Ciechoński), Sołtysiuk, Drzewicki.
Już przed meczem wiadomo było, że beniaminkowi bardzo trudno będzie osiągnąć w Lubartowie korzystny rezultat. Zespół Roberta Tarnowskiego na mecz ze spadkowiczem z III ligi pojechał bez pauzującego za żółte kartki Damiana Flisa i chorego Kazimierza Bali. Brak obu środkowych pomocników, w dodatku z trzecioligowym dośwaidczeniem, miał niemały wpływ na grę Kłosa. Poza tym trener Tarnowski w dalszym ciągu nie może liczyć na Tomasza Janasa. Goście rozpoczęli mecz aż czterema młodzieżowcami w składzie, co do tej pory nie miało miejsca.
– Tak jak przypuszczaliśmy, Lewart przez cały mecz miał optyczną przewagę. Biorąc pod uwagę nasz skład i fakt, że gramy z wymagającym przeciwnikiem, nie mogliśmy pójść na wymianę ciosów, bo skończyłoby się to dla nas bardzo źle – mówi Robert Tarnowski, trener Kłosa. – Nasza taktyka była prosta. Graliśmy na swojej połowie, pilnując dostępu do własnej bramki i gdy nadarzyła się okazja, przechodziliśmy do kontrataku. W pierwszej połowie mieliśmy jedną sytuację, po której powinna paść bramka. W 43 min. po dośrodkowaniu Pawła Żwirbli z rzutu wolnego piłka spadła na piąty metr pod nogi Emila Poznańskiego. Nasz stoper nie skorzystał jednak z okazji. Futbolówka odbiła się od niego i wyszła za boisko. Mam wrażenie, że Emil chyba myślał, iż jest na spalonym, dlatego też nie próbował jej nawet opanować, czy też strzelać – opowiada trener Tarnowski.
W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie. Gospodarze dyktowali warunki na boisku, Kłos bronił się, ale zaczął też popełniać proste błędy. – Straciliśmy dwa gole w kuriozalnych sytuacjach – mówi szkoleniowiec gości. – Można powiedzieć, że zrobiliśmy Lewartowi dwa prezenty. Najpierw Konrad Omelko zagrał pod nogi nieatakowanego napastnika, rywale przejęli piłkę i w sytuacji trzech na jednego zdobyli bramkę. Drugi gol to nienajlepsze zachowanie Poznańskiego, który mając obok siebie dwóch napastników nie potrafił skutecznie zażegnać niebezpieczeństwa.
Po stracie drugiej bramki Kłos ruszył odrabiać straty, ale sytuacji nie stworzył. – Odkryliśmy się i Lewart dopadł nas, i strzelił trzeciego gola. Piłkarsko rywal był lepszy, miał więcej z gry, ale gdyby nie nasze prezenty, ten mecz mógł się różnie ułożyć – podsumował Robert Tarnowski.
W kolejnym spotkaniu Kłos Gmina Chełm zagra u siebie z Lublinianką.(red)