Kłos sprawił niespodziankę

WŁODAWIANKA WŁODAWA – KŁOS GMINA CHEŁM 1:2 (0:1)
0:1 – Omelko (26), 0:2 – P. Gierczak (82), 1:2 – Soroka (90+2).
WŁODAWIANKA: Polak – Bartnik, Więcaszek, Błaszczuk, Borodijuk, Drachanczuk (82 Leszczyński), Nielipiuk, Zdolski (82 Aftyka), Soroka, Gawroński, Szmytki.
KŁOS: Porzyc – Omelko, E. Poznański, Kowalski, Siatka, Flis, S. Wyrostek (86 Ciechoński), Bala, Olęder (63 Wojtal), Drzewicki (90 Skubisz), P. Gierczak (89 K. Gierczak).
Faworytem meczu byli gospodarze, ale Kłos miał swoją taktykę na to spotkanie i po cichu liczył na punktową zdobycz. Włodawianka przez pierwsze 20 minut zepchnęła gości na ich połowę. – Miała sporą przewagę, grała ładnie dla oka, kombinacyjnie, ale przeczekaliśmy napór rywala i w 26 min. zdobyliśmy prowadzenie. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Damiana Flisa piłka spadła pod nogi Konrada Omelko i było 1:0 dla nas – relacjonuje Robert Tarnowski, trener Kłosa.
Marek Drob szkoleniowiec Włodawianki, po meczu nie ukrywał złości ze straconej bramki. – Mieliśmy przewagę i wydawało się, że gol dla nas, to tylko kwestia czasu – mówi trener Drob. – Nie miałem w kadrze Michała Kuczyńskiego, który u nas trzyma grę w środku pola. Dziś gra w środkowej strefie boiska nie wyglądała tak, jakbyśmy sobie tego życzyli.
Kilka minut po stracie gola Włodawianka stanęła przed szansą na wyrównanie. Adrian Szmytki, były gracz Kłosa, w dogodnej sytuacji trafił w spojenie słupka z poprzeczką. Tuż przed przerwą, jak mówi trener gości, dwie okazje strzeleckie miał Kłos. W jednej po strzale Łukasza Drzewickiego piłkę z linii bramkowej wybił Paweł Soroka.
Po zmianie stron Włodawianka prowadziła grę, Kłos bronił się i czyhał na kontrataki. –Staraliśmy się obronić to, co mamy i próbować podwyższyć wynik – mówił Tarnowski.
Tymczasem gospodarze byli coraz groźniejsi i mieli okazje, by strzelić wyrównującego gola. Raz piłkę z linii bramkowej wybijali obrońcy Kłosa.
– Dwie świetne sytuacje strzeleckie miał Daniel Gawroński. W obu przypadkach dostał piłki, które powinien umieścić w bramce – mówi Marek Drob. – Takie sytuacje musimy wykorzystywać, jeśli chcemy zdobywać punkty. W przerwie powiedzieliśmy sobie, że ten mecz jeszcze można wygrać i dążyliśmy do zmiany wyniku. Nasza gra posypała się w 77 min. gdy drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną, ujrzał Wojciech Więcaszek. Musieliśmy zaryzykować, zagrać trójką w obronie i pięć minut później po szybkiej kontrze straciliśmy drugiego gola – dodaje szkoleniowiec Włodawianki.
Szybką akcję Michała Siatki sfinalizował Patryk Gierczak. – Patryk dostał idealną piłkę, musiał trafić, bo miał przed sobą pustą bramkę – opowiada R. Tarnowski. W doliczonym czasie gry Włodawianka w końcu strzeliła bramkę. – Zamiast bronić 2:0, cały zespół zapędził się do przodu, wszyscy chcieli strzelić trzeciego gola. Wykorzystał to rywal, Paweł Soroka wyszedł sam na sam z Bartkiem Porzycem i zdobył kontaktową bramkę – mówi trener gości. – Po tym golu sędzia zakończył mecz.
– Szkoda, że tak późno trafiliśmy do siatki, bo nie było już czasu, by doprowadzić do remisu – zakończył Marek Drob. Po meczu piłkarze Włodawianki nie ukrywali swojej sportowej złości. W szatni gospodarzy było gorąco…
W środę 31 bm. Włodawianka zagra na wyjeździe z Górnikiem II Łęczna, a Kłos o 17.00 u siebie zmierzy się z innym beniaminkiem – Ładą Biłgoraj. W weekend natomiast piłkarze z Włodawy będą gościć Hetmana Zamość, natomiast zespół z gminy Chełm uda się na pojedynek z Lutnią Piszczac.(red)