„Kongres futurologiczny”

fot. Maciej Rukasz

Wydarzenie, które odbędzie się w 2098 roku prześledził lubelski reżyser Daniel Adamczyk w inscenizacji pod tymże tytułem. Premiera sztuki według powieści Stanisława Lema miała miejsce 25 lutego w lubelskim Centrum Kultury. Nawet jeśli wizja przyszłości nie jest w niej zbyt pociągająca, to i tak warto znać skalę wyobraźni twórcy.


Bohater kilku znanych powieści Lema futurysta Ijon Tichy trafia tym razem na światowy zjazd naukowców zajmujących się prognozowaniem przyszłości. Problem w tym, że nie bardzo wie czemu to wydarzenie służy i co w ogóle tam robi – gdyż jest pod wpływem… Tichy relacjonuje kongres w dynamicznej debacie z innymi uczestnikami. Wszyscy oni zażywają środki odurzające, które wówczas łyka się, jak dziś suplementy diety. Reżyser celowo nie wprowadza tu nazwisk (w powieści to m.in. Symington i Trotterlainer) tylko ustawia jako rozmówców Tichego. Całą salę spowija mgła sceniczna. Muzyka tria smyczkowego plus elektronika sugestywnie wprowadzają widza w klimat S-F.

VIII Kongres Futurologiczny obraduje w absurdalnym świecie, do którego dziś powoli dorastamy. Na Ziemi bowiem od lat jest skrajnie gorąco i coraz ciaśniej. – Filar cywilizacji stanowią psychochemikalia – zgodnie twierdzą ówcześni naukowcy – bo tym samym dajemy ludzkości narkozę, inaczej by siebie nie zniosła. I dlatego nie wolno świata z niej wybudzać. – Nawet jeśli ludzkość powoli ginie, niechaj przynajmniej nie cierpi. Skoro nie da się prawdy odmienić, trzeba ją zasłaniać – postulują futurolodzy. – To jest nasz humanitarny, ostatni ludzki obowiązek. Nic nam nie grozi, to jest wszak nie tylko bezbolesne, ale i miłe. Farmakologia przynosi ulgę, pogodę ducha i spokój. Zupełnie jak w dzisiejszych reklamach!

Na Ziemi mamy rok 2098

Żyje tutaj 69 miliardów ludzi – legalnie, bo zapewne jakieś 26 miliardów zatajonych.

Średnia temperatura roczna wzrosła o cztery stopnie, więc ludzie chronią się w budowlach. Monstrualnych, gdyż 800-piętrowe wieżowce sięgają stratosfery, a mieszkańcy nie wychodzą z nich przez całe życie. Gmachy te gwarantują spełnianie wszystkich potrzeb w egzystencji człowieka, w obiegu zamkniętym. To skutek dokuczliwego braku miejsca na planecie. Istny wzorzec dla dzisiejszych urbanistów.

Lem pokazuje, że przyszłość można analizować na milion sposobów, w ramach „odjechanej” futurologii. Profesorowie kongresu referują plan, ażeby powszechny brak miejsca zastępować… wyhalucynowaną przestrzenią wewnętrzną – a więc w umyśle, gdzie metraż jest nieograniczony! Wystarczy połknąć pigułkę. Ta obsługuje również inny projekt: w nim zooforminy sprawiają, że człowiek może czasowo stać się i czuć się „żółwiem, mrówką, a nawet jaśminem” – nawet jeśli subiektywnie. Można też zafundować sobie rozszczepienie osobowości na dwie lub kilka części. A także zbiorowo – wówczas powstaje efekt ciżbinowy, a jaźń przechodzi w myźń – wielość jaźni w jednym ciele. Warto połknąć czasem dojaźniacz, by spotęgowane i intensywne życie wewnętrzne górowało nad postrzeganiem tego, co z zewnątrz.

Świat farmakokracji przynosi też rewolucję w dziedzinie poznawczej. Można kupić specyfiki serwujące do mózgu konkretne informacje. Króluje forma najsmaczniejsza: lizaki z doniesieniami mediów. W tym czasie furorę robi freudylka – pastylka szczęścia, ale i zapomnienia – amnestan. Te psychotropy Tichy i jego kompan używają z pasją.

Kongres jest po części tajny

Omawia np. problem krypto-militariów. Wystarczy nad krajem w stanie wojny rozpylić odpowiedni maskon… Wówczas przeciwnik będzie widzieć całe jednostki wojsk, lądujące samoloty, czołgi, desant spadochronowy i piechotę morską. – Prawdziwy porządny czołg kosztuje teraz prawie milion dolarów. Poza tym, cały arsenał USA dzięki maskonom można dziś zapakować do jednej ciężarówki – przekonuje Tichy. Być może czuł się już generałem, jeśli zażył odpowiedni optymiston.

Kongres ma też kontrofertę dla agresora-psychopaty: to aerozol, po rozpyleniu którego widzi się np. grzyb wybuchu jądrowego. Dyktator nie musi kryć się w swym atomowym bunkrze, a wcześniej zlecać kosztownych prób nuklearnych – każe to wszystko wyhalucynować. Jest w tej sztuce sporo wyzwań dla ekologów. Opisywany przez Lema system, pod pozorem uszczęśliwiania obywateli, niszczy nieodwracalnie środowisko. Sprzyja temu fakt, że społeczeństwo, nie dbając o naturalny cykl i rytm Ziemi, samo planuje pogodę podejmując decyzje w głosowaniu. Ludzie unicestwili liczne gatunki zwierząt, zrujnowali naturalną przyrodę, preferują wokół siebie beton i tworzywa sztuczne.

Wszechobecne roboty zastępują człowieka. I człowieczeństwo. W nowym ładzie brak miejsca na sumienie, gdyż halucynoza zaburza na równi postrzeganie, zachowanie i uczucia odbierając człowiekowi odpowiedzialność za czyny. I miłość. Skoro nie ma sumienia, nie istnieje dla nas Bóg, nie wiemy co jest dobre, co złe. Wizja takiego świata jest od dawna zaprogramowana w ludzkich umysłach: wystarczy zgłębić Apokalipsę św. Jana czy Kabałę.

Generalnie Lem drwi sobie z przyszłości, jednak w tej sztuce pobrzmiewa profetyzm autora. To, co wewnątrz ludzi tworzy to, co na zewnątrz. Sam człowiek jest kreatorem swego jutra – przypomina nam ta inscenizacja.

Kosmiczna farmakologia

…służy też kreatywnemu i dowcipnemu porozumiewaniu się. Słowo „myśl” przynosi tu takie neologizmy jak „myślarz” albo „myślant”, „myśliny”. A „wszechśmiot” powstał ze „śmieci”. Słowotwórstwo Lema nie zna granic czasu i przestrzeni, gwarantuje tu dobrą zabawę. Rządom halucynogennym towarzyszy nie tylko ludzka pomysłowość. Jest też korupcja i nadużycia. Panosząca się realiza zżera po kolei wszystkie sfery działań rzeczywistych. Ilość ludzi robiących coś realnego spada na łeb na szyję. Nawet w takiej kulturze. Kompozytorzy muzyki biorą honoraria, a publiczności przychodzącej na prawykonanie do filharmonii oferuje się krople do uszu: melotropinę koncertozolową.

Postulowanym rozwiązaniem jest homikria. Z człowieka wypreparowany zostanie mózg – spakowany w eleganckie etui z duroplastu. Moduł mózgowy można by przyłączać do dowolnych kończyn, aparatów, całych robotów itp. Zbędne narządy, np. układy kopulacyjne czy defekacyjne, doczepi się w razie potrzeby. Same mózgi poruszałyby się na specjalnych wózkach. Pomysł ten zlikwiduje problemy schorzeń wielu organów ciała, ale i powszechny tłok wskutek… Przeciałowienia? – autor prowokuje widza do tej semantycznej zabawy.

Uzmysłowiwszy sobie, że czeka go jeszcze drugi dzień obrad Kongresu Tichy popada w szał desperacji. Mamy finałową awanturę z adwersarzem i nieopisany, diaboliczny wybuch śmiechu profesora. Maszynopis z dalszym programem wydarzeń wpada do kanału opodal hotelu Hilton, zaś Kongres czeka, jak słyszymy: „niezbadana przyszłość”.

„Kongres futurologiczny”

…to sztuka w konwencji komedii, groteski, dystopii pisana najlepszym piórem w błyskotliwy sposób. Wchodząc w ten absurdalny świat ktoś, kto jest ‘dzieckiem nowych już czasów’, kto nie czuje estetyki polskiej literatury sprzed pół wieku może być tą narracją znudzony.

Nawet jeśli widz zostanie tu odarty z nadziei na lepszy kiedyś świat, to i tak zyskuje kosmos inteligencji, galaktykę porównań Lema. I wiele z tego, co autor przepowiedział pół wieku temu już się sprawdziło, albo wkrótce będzie mieć miejsce – z opłakanym skutkiem. A wciąż istnieją przesłanki, że pełny scenariusz tego absurdu się ziści.

Dla widzów, którzy przeczytali powieść w oryginale jest to znakomita powtórka wszystkich futurystycznych gagów Lema. Dla tych, którzy jej nie znają to „brik” a jednocześnie przekrój pomysłowości literackiej autora „Solaris”.

Tę 2-godzinną opowieść wzięło na swoje barki dwóch aktorów. Rewelacyjny w kreacji barwnych postaci futurologów jest Jarosław Tomica. Jego rola odlotowego w wizjach naukowca jest tak sugestywna, że mógłby z powodzeniem przekonać Sejm RP do wprowadzenia ustawy o środkach halucynogennych dla ogółu obywateli. Ze swym dynamicznym, wyrazistym aktorstwem Tomica czuje się urodzony do tej fantasmagorii, którą przeżywa każdym nerwem. Szczególnie imponująco aktor wydobywa i interpretuje słowotwórstwo, neologizmy Lema – jak gdyby rozmawiał w ten sposób od urodzenia. Tomica wzbogaca swe portfolio o kolejny wizerunek na kontinuum: mentor-pasjonat-sensat-furiat-despota.

Ijona Tichego, narratora, gra Michał Jóźwik, z urodzenia lublinianin. Młody aktor ambitnie włącza się w tsunami wyzwolone tu przez psychodeliczny warsztat Tomicy. Osobnym aktorem spektaklu jest muzyka, którą wykonują: Jan Jaworski, Szczepan Pospieszalski, Joanna Szczęsnowicz, Jan Tarkowski. Niekiedy swym brzmieniem dominuje nad narracją, ograniczając percepcję słowa. Świadomy zabieg?

Prócz wymienionych osób spektakl tworzą: Daniel Adamczyk – reżyseria; Maciej Gorczyński – dramaturgia; Elbruzda – kostiumy; Miłosz Wójciuk – światło; Dariusz Kociński – dźwięk.

Marek Rybołowicz

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here