Kopalnia patykiem po wodzie pisana

Przed wyborami kandydat na posła Jacek Sasin (po wyborach wicepremier i minister aktywów państwowych) obiecywał rozpoczęcie budowy kopalni węgla pod Chełmem w ciągu dwóch lat. Wkrótce minie rok od tych obietnic a Jastrzębska Spółka Węglowa, która ma koncesję na ten teren, wcale tak szybko nie zamierza zabierać się do pracy.

Nasz niedawny temat o gigantycznych roszczeniach australijskiej spółki Prairie Mining wobec Polski podchwyciły i lokalne, i regionalne media. Jako pierwsi pisaliśmy, że inwestorzy z antypodów będą domagać się przed międzynarodowym arbitrażem nawet 12 mld zł odszkodowania za zablokowanie im możliwości realizacji dwóch projektów wydobywczych w Polsce – kopalni Jan Karski w Kuliku pod Siedliszczem i drugiej kopalni na Śląsku.

O tym, że projekt Jan Karski, na który wszyscy liczyliśmy, który miał dać nam „gospodarczego kopa”, tysiące nowych miejsc pracy i podatki dla lokalnych samorządów, został pogrzebany, wiadomo było już w ubiegłym roku. Bo gdy Australijczykom wygasła koncesja rozpoznawcza na złoża w okolicach Cycowa i Siedliszcza, a z powodów formalnych nie mogli wystąpić o koncesję wydobywczą, zgodę na eksplorację węgla w tym miejscu dostała Bogdanka.

Australijczycy oficjalnie nie chcą komentować swoich planów. Ale wiadomo, że mają zarzuty pod adresem polskich urzędników. Ministerstwu Środowiska zarzucają, że nie zawarło z nimi umowy na użytkowanie górnicze terenu a Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska z Lublina – że od miesięcy zwlekała z wydaniem decyzji środowiskowej dla przedsięwzięcia.

Bez tych dwóch dokumentów firma nie mogła wystąpić o koncesję na wydobycie węgla, którą bez problemów otrzymała Bogdanka. O tym, kto ma rację w tym sporze, zdecyduje oczywiście arbitraż. Australijczycy mają szansę na miliardy, Bogdanka ma w zapasie kolejne pokłady węgla, a my pozostaliśmy z niczym. Chociaż najważniejsi politycy w naszym kraju – poczynając od Jarosława Kaczyńskiego, Andrzeja Dudy, Mateusza Morawieckiego, którzy odwiedzali nas przed kolejnym wyborami – obiecywali rozwój Lubelskiego Zagłębia Węglowego i budowę kopalni pod Chełmem.

Ostatnio nadzieję na kopalnię rozbudził na nowo Jacek Sasin. Ale zrobił to także przed wyborami do parlamentu, gdy z okręgu chełmskiego ubiegał się o mandat posła. Obiecywał, że JSW wybuduje kopalnię w okolicach Pawłowa. To projekt, do którego przymierzała się kiedyś poprzedniczka JSW – Kompania Węglowa. J. Sasin przed październikowym wyborami obiecywał, że za dwa lata JSW rozpocznie budowę kopalni pod Rejowcem.

A gdy powątpiewaliśmy, by w tak krótkim czasie udało się załatwić wszystkie procedury, przeprowadzić odwierty rozpoznawcze, zapewniał, że inni potrafią obiecywać, a on jest od tego, by robić. Sasin uzyskał rekordowe poparcie w naszym okręgu. A gdy po wyborach został wicepremierem i ministrem aktywów państwowych, a więc osobą nadzorującą spółki skarbu państwa, w tym JSW, mogłoby się wydawać, że tak drobną obietnicę spełni bez problemu.

Ale mina nam zrzedła, gdy JSW odpowiedziała nam, jak zabiera się do inwestycji. Na pytanie, kiedy zamierza wykonać odwierty rozpoznawcze, otrzymaliśmy odpowiedź: „JSW S.A. posiada koncesję udzieloną na rozpoznawanie części złoża węgla kamiennego Chełm II w wydzielonym obszarze badań Rejowiec. Planujemy odwiercenie pięciu otworów badawczych z powierzchni o głębokości od 890 m do 960 m do spągu warstw lubelskich oraz jednego otworu do głębokości 1300 m, przewiercającego zalegające poniżej warstwy komarowskie dla sprawdzenia występowania pokładów węgli koksowych. Obecnie wykonywanie prac wiertniczych zaplanowane zostało na lata 2021-2023”.

Czyli rozpoznanie złoża rozpocznie się za rok, za dwa a może za trzy lata. Dokładnie wtedy, kiedy miała już trwać budowa kopalni.

Odwierty rozpoznawcze muszą być poprzedzone umowami z właścicielami gruntów. Czy JSW już je podpisała? „JSW posiada wstępne zgody właścicieli gruntów, na terenie których będą prowadzone prace rozpoznawcze”. Ale co oznaczają wstępne umowy? Że rozmawiano z właścicielami np. przez telefon i się zgodzili, czy że podpisali jakieś dokumenty?

Coraz powszechniejsze powątpiewanie w kolejne obietnice nie jest, bynajmniej, złośliwością. Trudno się dziwić ludziom, że już tak entuzjastycznie nie dają się nieść kolejnym obietnicom polityków. Tym bardziej, że osobom ze świecznika coraz łatwiej przychodzi obiecywanie gruszek na wierzbie, które jakoś nie chcą rosnąć. (bf)