Koronawirus nie zając

Pacjentce, która trafiła na badanie do chełmskiego szpitala, nie chciało się czekać na wynik testu na koronawirusa. Z dozorowanego oddziału uciekła przez okno i taryfą pojechała do domu. Z powrotem do szpitala przywiozła ją policja.

Młodą kobietę pogotowie przywiozło do szpitala w środę. Miała trafić na oddział psychiatryczny, ale ponieważ stwierdzono u niej podwyższoną temperaturę, skierowana została do tzw. oddziału przejściowego, który tymczasowo wydzielono na ginekologii. Kierowani są tam na obserwację pacjenci z podejrzeniem koronawirusa.

Kobiecie pobrano wymaz do badań. Ale na jego wynik nie chciała czekać. Pokręciła się po oddziale, pokomentowała, że nie zamierza czekać na wyniki badań, a potem po cichu wymknęła na zewnątrz. Nie wiadomo dokładnie którędy, bo oddział teoretycznie powinien być zamknięty. Po szpitalu rozeszła się pogłoska, że uciekinierka weszła na dach budynku.

– Być może wyszła przez okno w łazience na daszek, który jest pod oddziałem ginekologii – mówi Mariusz Kowalczuk, zastępca dyrektora ds. administracyjnych.

A potem wzięła taksówkę i pojechała do domu. A za nią policja. Kobietę odwieziono na oddział psychiatryczny, bo wynik testu okazał się ujemny. Ale aż strach pomyśleć, ile osób mogłaby zarazić, gdyby miała koronawirusa. (reb)