Koronawirus spowolnił?

(28 maja) Jerzy Łagodziński, włodawski radny miejski, czekał 56 dni na odpowiedź na swoją interpelację złożoną na piśmie. Może czekałby jeszcze dłużej, gdyby nie to, że złożył zażalenie na brak odpowiedzi…

Radny Jerzy Łagodziński złożył do burmistrza Włodawy, w imieniu mieszkańców trzech wspólnot przy ul. Chełmskiej, interpelację w sprawie ustawienia słupków, uniemożliwiających dojazd na drodze wewnętrznej łączącej ul. Jana Pawła II i Chełmską. Interpelację złożył 24 lutego.

Termin odpowiedzi na nią wynosi 14 dni. Jednak nie tylko przez cały marzec nie mógł się jej doczekać, ale nawet przez połowę kwietnia. 16 kwietnia złożył do biura rady zażalenie na opieszałość i, o dziwo, już następnego dnia otrzymał odpowiedź na to pismo z lutego. Czekał zatem na odpowiedź 56 dni, czyli dokładnie 4 razy dłużej niż ustawa dopuszcza.

Odpowiadając, burmistrz Wiesław Muszyński próbował zrzucić winę przede wszystkim na pandemię. Jego zdaniem przepisy, które weszły w życie w związku z ogłoszonym w kraju stanem epidemii, zawiesiły bieg terminów administracyjnych. Choć stan zagrożenia epidemią ogłoszono dopiero 14 marca, stan epidemii 20 marca, zaś sam ustawa weszła w życie dopiero 31 marca. Ponadto zwrócił uwagę na fakt, że personalnie winny jest pracownik biura rady. A pracownik biura rady podlega merytorycznie radzie miejskiej, więc radni mogą się domagać ukarania tej osoby.

J. Łagodziński podnosił jednak, że epidemia w kraju wystąpiła znacznie po terminie na odpowiedź. Dodał przy okazji, że jakoś pandemia nie przeszkodziła urzędnikom, by dzień po jego zażaleniu „przypomniano” sobie o jego piśmie z lutego.

Ostatecznie jednak trwają już ostatnie uzgodnienia ze starostwa dotyczące postawienia słupków, które uniemożliwią wjazd samochodów na drogę wewnętrzną. (pk)