Krakowski kontra Franaszek

Dyrektor Marek Krakowski prezentuje raport z przeprowadzonego w CSK audytu

– To był prywatny folwark Piotra Franaszka – w taki sposób funkcjonowanie Centrum Spotkania Kultur w Lublinie za kadencji swojego poprzednika ocenia Marek Krakowski, obecny dyrektor instytucji. Sporządzony audyt wykazał szereg nieprawidłowości, dlatego sprawą ma się zająć prokuratura. Franaszek odpiera zarzuty, nazywając je bezpodstawnymi kłamstwami i zapowiada, że pozwie swojego następcę do sądu.


Audyt, który sporządziła zewnętrzna firma, dotyczył 2018 r. i pierwszych dwóch miesięcy 2019 roku. Na początku marca Piotr Franaszek przestał już pełnić funkcję dyrektora CSK. Eksperci analizowali m.in. zawierane przez CSK umowy pod kątem formalno-prawnym. W ubiegłym tygodniu Marek Krakowski, obecny dyrektor instytucji, poinformował o wynikach. – Wykryto szereg nieprawidłowości. W wielu przypadkach ówczesny dyrektor Franaszek nie zachowywał procedur. Nagminną rzeczą w umowach było niedookreślenie kwot wydawanych z pieniędzy publicznych.

Część umów zawierana przez CSK nie była kontrasygnowana przez główną księgową. To był prywatny folwark, w którym brał udział Piotr Franaszek. Uważam, że w CSK działał jakiś „układ” – powiedział Krakowski, po czym zaprezentował dziennikarzom nagranie z kamer wewnętrznego monitoringu.

– Jest koniec lutego 2019 roku. Pan Franaszek przy pomocy tragarzy wynosi z budynku fotel i lodówkę, które stanowiły własność CSK. Ktoś może powiedzieć, że to niewielkie przewinienie, ale łączny koszt lodówki i fotela to 8 tysięcy złotych, Wysłaliśmy wezwanie do zwrotu mienia. Lodówka została zwrócona, ale fotel nie. Skierujemy w tej sprawie wniosek do prokuratury – zapowiedział M. Krakowski.

Tropiciele „szkodliwych procederów”

Podał też przykład dwóch umów, które ówczesna dyrekcja zawarła z jedną z firm medialnych. Opiewały na łączną kwotę 180 tysięcy złotych brutto. – Jedna z nich dotyczyła stworzenia specjalnego serwisu informacyjnego, prowadzenia kampanii informacyjnej na niewielkim portalu oraz prowadzenia kampanii promocyjnej w mediach społecznościowych.

W drugiej widniał zapis, że wykonawca w okresie od 15 września do 30 listopada tego roku (w czasie kampanii przed wyborami do parlamentu krajowego – przyp. aut.) jest uprawniony do zaklejania nośników reklamowych z ofertą kulturalną plakatami o charakterze wyborczym. To działania na szkodę CSK. Obie umowy rodzą podejrzenie popełnienia przestępstwa niegospodarności. Ta sprawa też trafi do prokuratury – powiedział M. Krakowski.

Przykładów było więcej. – W okresie, gdy rządził pan Franaszek, CSK zleciło naprawę i holowanie służbowego auta. Sęk w tym, że pojazd był całkowicie sprawny. W okresie, gdy auto „było w naprawie”, tak naprawdę stało na parkingu. Przypuszczalnie za wydaną kwotę 6,5 tys. złotych dokonano naprawy innego pojazdu. Mamy tu podejrzenie poświadczenia nieprawdy w dokumentach i podejrzenie wyłudzenia świadczenia. Sprawa również trafi do prokuratury – zapowiedział Grzegorz Samojluk, obecny zastępca dyrektora CSK, który dodał, że „kwota nie robi wielkiego wrażenia, ale jest to bardzo szkodliwy proceder”.

Marek Krakowski podał też przykład zawartej umowy na wystawienie w całym regionie tzw. standów, na których wywieszony był program CSK na 2019 rok. – CSK zapłaciło 145 tysięcy złotych, a standy wystawiono tylko w grudniu ubiegłego roku. To rozrzutność, dlatego sprawa trafi do prokuratury – punktował działania Franaszka dyrektor Krakowski, który wspomniał również o tzw. układzie zbiorowym, który Franaszek podpisał ze związkami zawodowymi niedługo przed swoim odejściem. – Podpisanie układu zbiorowego samo w sobie nie jest niczym złym, ale ten generował ogromne koszty.

Widniał tam np. zapis, że wszystkim pracownikom zapewnia się telefony służbowe czy nagrody jubileuszowe po 5 latach pracy. „Układ” kosztowałby CSK 300-400 tys. złotych rocznie, ale na szczęście umowa nie weszła w życie. Układ miał nas wydrenować finansowo – uważa M. Krakowski. Obecny dyrektor podsumował, że suma niegospodarnie wydanych za kadencji Franaszka pieniędzy wynosi , jego zadaniem, 418 tysięcy złotych, z czego „w wielu przypadkach miało miejsce rażące naruszenia prawa”.

„Są to bezpodstawne kłamstwa”

Piotr Franaszek odpiera zarzuty stawiane przez Krakowskiego. – Są to bezpodstawne kłamstwa i publiczne szkalowanie mojego imienia (…) Jestem zdruzgotany sytuacją w CSK i bezpardonowym atakiem na moją osobę (….). Przez ostatnie cztery lata zostawiliśmy wiele krwi aby otworzyć teatr w budowie i nie było to proste, oczywiście też nie obyło się bez błędów. (…) Deklarowałem wszystkim, również panu Krakowskiemu pomoc czy wyjaśnienie naszego działania w poprzednich latach, intencji, zasadności i procedury podjętych zobowiązań. Nigdy z tego nie skorzystał, nie zadzwonił, nie dopytał” – czytamy w oświadczeniu, które wysłał do mediów były dyrektor CSK. – Nie kontaktowałem się z Franaszkiem, bo nie jest już pracownikiem CSK – odpowiada M. Krakowski.

Piotr Franaszek kontratakuje. – Wysyłałem sygnały, że dzieje się źle (pod rządami Marka Krakowskiego – przyp. aut.) i część pracowników jest doprowadzana na krawędź wyczerpania nerwowego, płaci zdrowiem, a działanie wobec nich narusza ich prawa. Dostawałem sygnały od oburzonych artystów i partnerów, że umowy są bezpodstawnie podważane, wypowiadane, nie ma kontaktu co do renegocjacji i ewentualnie jakieś podejrzane insynuacje i planują wystąpić na drogę sądową.

Deklarowałem pomoc czy organizację spotkań, próbując nie wchodzić w paradę, ale nikt nie zareagował i mleko się wylało. Działanie pana Marka Krakowskiego – politykierstwo, brak kompetencji, manipulacje, przekupstwo emocjonalne i kłamstwa doprowadziły do kryzysu – uważa P. Franaszek.

Sprawa do sądu i kolejny audyt

Franaszek odpowiedział też na poszczególne zarzuty. – Moje rzeczy wywiozła firma transportowa a ja sukcesywnie byłem proszony o zdawanie rzeczy na moim stanie: kluczy, komputera, telefonu, cesję numeru itp. Lodówka w moim gabinecie według mojej wiedzy nie była własnością CSK, ponieważ instytucja za nią nie zapłaciła, ale żeby nie było wątpliwości zdałem ją również na co mam odpowiedni protokół. Pamiątkowy fotel również nie był na stanie CSK i instytucja za niego nie zapłaciła, dostałem go ja. Nie proszono mnie o jego zwrot, a ja planowałem go przekazać Fundacji Teatr w Budowie za zgodą producenta – przekonuje.

Odniósł się też m.in. do kwestii naprawianego samochodu. – Stary renault trafic, który dostaliśmy od Urzędu Marszałkowskiego z przebiegiem prawie pół miliona kilometrów, psuł się, a kwestiami naprawy zajmowali się pracownicy eksploatacji. Raz na pewno zamawiałem pomoc, bo zepsuł mi się w trasie w sobotę, ale nie wiem jak to jest opisane w dokumentacji.

Nie pamiętam szczegółów wszystkich spraw, było ich tysiące i nie zaglądałem precyzyjne we wszystkie dokumenty bo zajmowali się tym poszczególni pracownicy i działy, czasami nie dopełniając formalności czy popełniając błędy – tłumaczy się były dyrektor. Zapowiedział też, że skieruje sprawę do sądu. Z kolei dyrektor Krakowski zapowiada przeprowadzenie kolejnego audytu, który skupi się wyłącznie na kwestiach finansowych.

Grzegorz Rekiel