Krwawy mord w piwnicy

W piwnicach kamienicy przy ul. Królewskiej w Lublinie znaleziono zmasakrowane zwłoki 19-letniej Marleny. O zabójstwo oskarżony został jej przyjaciel ze szkolnej ławy – 20-letni Jan W. Proces mężczyzny właśnie rozpoczął się przed Sądem Okręgowym.


Krwawy dramat rozegrał się w listopadzie ubiegłego roku. Dziewczyna została zwabiona na

spotkanie. W podziemiach otrzymała kilkanaście ciosów nożem. Dwa ciosy – w szyję i brzuch, były śmiertelne. Prokuratura nie wyjawia, co było powodem zbrodni. Co mówi oskarżony? Tego nie wiadomo, bo proces toczył się za zamkniętymi drzwiami.

Jak wcześniej informowała prokuratura, Jan W. podczas przesłuchania przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia. Z opinii biegłych wynika, że jest w pełni poczytalny.

Zamordowana Marlena pochodziła z Podkarpacia, ale od czterech lat mieszkała w Lublinie, gdzie uczyła się w technikum hotelarskim. Wynajmowała stancję przy ul. Śliwińskiego na Czechowie. Wyszła z domu 2 listopada, w czwartek, po południu. Nawet nie zabrała ze sobą komórki. Spotkała się ze swoim przyjacielem – Janem W. (20 l.). Znała chłopaka od dwóch miesięcy. Młodzieniec powtarzał klasę. Oboje siedzieli w jednej ławce, ostatnio trzymali się za ręce i wszyscy myśleli, że są parą.

Chłopak pochodzi z tzw. dobrego domu. Od swojego kolegi pożyczył klucze do piwnicy przy ul. Królewskiej i tam spotkał się z Marleną. Po zabójstwie młodzieniec włóczył się po mieście, wrócił do domu i następnego dnia sam zgłosił się na policję. W tym czasie Marlena była już poszukiwana. Zaginięcie zgłosiła matka po tym jak nie mogła dodzwonić się do córki.

Szkoła, znajomi, rodzina – wszyscy byli w szoku. Nikt nie zna powodów potwornego zabójstwa. Marlena maju miała zdawać maturę. Była cicha, spokojna, interesowała się mroczną literaturą. Traktowała to tylko jako rozrywkę. Prawdopodobnie wspólne zainteresowania połączyły nastolatków, tylko, że młodzieniec pomylił rzeczywistości i sam stał się sprawcą prawdziwego horroru. Teraz grozi mu dożywocie. LL