Kto depcze godność, a kto kłamie?

Szkoła w Wierzbicy i skarga na jej dyrektor Marzannę Jakutę znowu zdominowały sesją rady gminy. I zdecydowanie bardziej zostaną zapamiętane niż przygotowane przez wójt podsumowanie dwóch lat rządów. Mimo że faktycznie ma się czym pochwalić.

Ostatnia w minionym roku sesja Rady Gminy w Wierzbicy miała mieć uroczysty charakter. A to za sprawą zaproszonych gości – poseł do Parlamentu Europejskiego, Beaty Mazurek, członka zarządu województwa Lubelskiego – Zdzisława Szweda i starosty chełmskiego – Piotra Deniszczuka. W trakcie sprawozdania z działalności wójt Zdzisława Deniszczuk chwaliła się pozyskanymi przez gminę zewnętrznym funduszami, wymieniała realizowane inwestycję, podsumowując dwa lata swojej kadencji.

– Mówiłam na początku, że będzie to historyczna kadencja i słowa dotrzymaliśmy wspólnie. Mamy wyniki, którymi możemy się pochwalić, poszczycić i powiedzieć sobie, że zrobiliśmy bardzo dużo i będziemy robić więcej. Jesteśmy najlepsi w pozyskiwaniu funduszy ze wszelkich źródeł, jako gmina jesteśmy liderem wśród gmin powiatu chełmskiego w pozyskiwaniu funduszy – podkreślała i wytykała, że w poprzedniej kadencji, kiedy Urząd Marszałkowski dysponował rekordowym budżetem, w Wierzbicy zrealizowano przez cztery lata zaledwie 10 km dróg przy udziale unijnych pieniędzy. – Natomiast w tej kadencji, po dwóch latach, zrobiliśmy już 11 km a przecież jeszcze trzy lata przed nami – mówiła Z. Deniszczuk.

Wójt dziękowała radzie gminy i mówiła, że jest przykładem zgody, która buduje. Dziękowała kołom gospodyń wiejskich, strażakom, pracownikom urzędu i podległych jednostek a także europosłance Mazurek, Z. Szwedowi i staroście. – To dzięki wam i ludziom, którzy was wybrali, gmina Wierzbica zyskała nowe życie i inwestycje – mówiła do gości.

A gdy już goście wyszli…

Ale gdy po przerwie goście opuścili sesję, aura uroczystości szybko prysła. Zaczęło się od głosowania nad uchwałą dotyczącą skargi na Marzannę Jakutę, dyrektor Szkoły Podstawowej w Wierzbicy. – W listopadzie do rady gminy wpłynęła skarga na panią dyrektor, sprawa stawała na komisji skarg i wniosków, która zajęła stanowisko – mówił przewodniczący rady Zdzisław Muszański.

Jedna z nauczycielek poskarżyła się, że dyrektor nie chce wydać jej oceny pracy potrzebnej do awansu zawodowego. Zarzucając jednocześnie sfałszowanie pieczątki na dokumencie. Dyrektor zgłosiła sprawę do prokuratury, jednak ta nie dopatrzyła się żadnego przestępstwa. Ale dyrektor od decyzji prokuratury się odwołała.

– Po wyjaśnieniach pani dyrektor komisja wstrzymała się od rozpatrzenia skargi do czasu rozstrzygnięcia spraw prokuratorskich i sądowych – mówił Roman Michalski, przewodniczący Komisji.

Gdy przewodniczący zarządził głosowanie w tej sprawie, udzielenia głosu domagała się Ewa Suchań, przewodnicząca powiatowego zarządu ZNP w Chełmie. – Jak można podejmować uchwałę, nie znając sprawy? – pytała.

Podobnego zdania byli także radni Bogusław Kulbicki i Krzysztof Czarnecki. Kulbicki przypomniał, że przewodniczący komisji skarg i wniosków jest nauczycielem i jest zależny od dyrektor. K. Czarnecki mówił, że takie sprawy, zamiast trafiać do sądu, powinny być załatwiane w prostszy sposób na miejscu i prosił, aby mediacji podjęła się wójt.

Przewodniczący nie udzielił głosu E. Suchań, odsyłając do punktu dotyczącego wolnych wniosków. Radni przyjęli uchwałę z treścią zaproponowaną przez komisję skarg i wniosków.

Dyrektor depcze godność

Gdy doszło do wolnych wniosków, pierwsza głos zabrała radna i nauczyciel Marta Kozak, która od dłuższego czasu jest w otwartym konflikcie z dyrektor. M. Jakuta wręczyła jej naganę m.in. za to, że podczas sesji zabierała głos w sprawie szkoły.

– Chcę się odnieść do zarzutów stawianych mi publicznie przez dyrektor – mówiła. – Jestem już znudzona tematem moich upomnień. Nic takiego nigdy nie otrzymałam ani tym bardziej nie podpisywałam. Nie wiem więc na jakiej podstawie wręczona mi została nagana, jeśli – podkreślę jeszcze raz – tych upomnień nie ma. A stworzyć może sobie upomnienia tak naprawdę każdy i dla każdego w dowolnej ilości. Czy każda rozmowa z panią dyrektor to upomnienie dla mnie czy kogoś innego wręczone kilka tygodni a może kilka miesięcy do tyłu, a może nawet rok do tyłu?

Uważam, że moja godność została zdeptana już wielokrotnie i utrudnia mi się wykonywanie mandatu radnej. Psuje się mój wizerunek jako nauczyciela z 26-letnim stażem z mnóstwem osiągnięć. Nauczyciela, który rokrocznie ma wysokie wyniki egzaminów. W tym zawodzie ważna jest uczciwość, sprawiedliwość, prawdomówność, szacunek do drugiego człowieka. Sama tak postępuję, pielęgnuję te wartości i wpajam je uczniom. Teraz zmuszona jestem bronić tych wartości w sądzie.

Potem wystąpiła radna Anna Flisiuk, która przypominała, że w poprzedniej kadencji walczyła o zmianę poprzedniej dyrektor szkoły, bo uważała, że nie ze wszystkim sobie radzi. Podczas ostatniej sesji radna pytała o niepokojące sygnały płynące ze szkoły, sprawy sądowe wytaczane przez dyrektor i nauczycieli oraz o dokumenty, które miały zaginąć. Do jej słów dyrektor odniosła się na komisji oświaty zarzucając radnej kłamstwo.

Kto kłamie?

– Edukacja to przyszłość, podstawa wychowania naszych dzieci, trzeba budować społeczne zaufanie do szkoły jako instytucji rozwijającej potencjał młodego człowieka, ale nie poprzez kłamstwo i szykanowanie innych – mówiła radna Flisiuk. – Nie miałam na celu obrażać pani dyrektor podczas ostatniej sesji, zadawałam jedynie pytania. A pani podczas mojej nieobecności na komisji oświaty zaatakowała mnie, twierdząc, że kłamię. Uważam, że jest to nieuczciwe.

Radna przypomniała, że dyrektor sama przyznała, że przejęła szkołę bez protokołu, bez inwentaryzacji. A przyjmując stanowisko zdawała sobie sprawę, że staje się osobą publiczną, że będzie podlegać ocenie innych i że inni będą patrzeć jej na ręce i zadawać, nie zawsze wygodne, pytania. Potem przeczytała korespondencję między nauczycielami, z której wynikało, że dokumenty z akt pracowniczych jednak zaginęły. – Mogę zrozumieć, że przejęła pani szkołę bez inwentaryzacji, ale nie jestem w stanie zrozumieć, że gdy toczyły się remonty w pani gabinecie, nie zadbała pani jako kierownik jednostki o spisanie tych dokumentów – mówiła. Radna wytknęła dyrektor mijanie się z prawdą w kilku innych sprawach – nawet chwaleniu się z pozyskania sponsora na źródełko wody do szkoły, które tak naprawdę załatwiło stowarzyszenie z Wierzbicy. Na koniec powiedziała, że dyrektor powinna starać się rozwiązywać spory, a nie je zaostrzać, a nauczyciele powinni znaleźć pomoc w szkole, a nie szukać jej w sądach.

Już po głosowaniu nad skargą głos zabrała także Małgorzata Maruszczak, nauczycielka języka angielskiego, która była jej autorką. Żaliła się, że została posądzona o sfałszowanie pieczęci na karcie rozwoju zawodowego. Mówiła, że za sprawą dyrektor stawała przed rzecznikiem dyscyplinarnym, który jednak umorzył postępowanie w jej sprawie, a także prokuraturą, która odmówiła wszczęcia postępowania. I pomimo tego dyrektor, mimo wcześniejszych zapewnień, nadal nie chce jej wydać dokumentów potrzebnych do zdobycia awansu. Mówiła, że dyrektor wręcz wątpi, że taki staż odbywała i nie wie jakich argumentów ma użyć, skoro rzecznik i prokurator nie dopatrzyli się nieprawidłowości, bo poprzednia dyrektor zeznała, że sama stawiała pieczątkę i podpisywała się na dokumencie.

E. Suchań mówiła, że sprawa dotyczy mieszkanki ich gminy, która uczy w ich szkole a mimo to przed głosowaniem nie zapoznali się z jej wyjaśnieniami. Pytała też czy to dobrze, że skargą na dyrektor zajmuje się jej podwładny. A przez to, że rada jej nie rozpatrzyła, na długi czas odwlekła rozwiązanie sporu. – Jest pandemia, sprawy sądowe są wstrzymywane, przekładane, to może potrwać nawet trzy lata – mówiła. – Czy pomyśleliście państwo, jak czuje się ta osoba, idąc do pracy, gdzie jest poniżana i deptana jej godność? W waszej gminie, w waszej szkole. To samo mówiła zresztą przecież wasza koleżanka z rady.

Chociaż racja nauczycielki wydaje się bezdyskusyjna, to nie znalazła zrozumienia u wójt Deniszczuk. Ta najpierw zaczęła wyliczać, ilu gmina ma mieszkańców i że jej najliczniejszą grupę stanowią rolnicy, a potem w niezbyt kulturalny sposób stwierdziła, że wystąpienie E. Suchań to była „epidemia umysłu”. Próbowała przekonywać, że problem ze szkołą mają tylko dwie osoby, które – jeśli czują dyskomfort – powinny poszukać sobie innej pracy. I stwierdziła, że ani rolnicy, ani firmy i przedsiębiorcy, mimo ponoszonych w związku z pandemią strat, nie pojawiają się z żalami na sesji. (bf)