Ktoś szyje buty?

– Nie zachowałem się nieodpowiedzialnie – tak radny gminy Sawin Wojciech Adamowicz odpiera zarzuty, jakoby miał kontakt z przebywającą na kwarantannie matką. – Zwykłe pomówienie, o co w Sawinie nie trudno.

O tym, że w Sawinie wrze, pisaliśmy w ostatnich wydaniach „Nowego Tygodnia”. Konflikt między grupą radnych, w której prym wiedzie Wojciech Adamowicz, a wójtem Dariuszem Ćwirem i pozostałymi radnymi z każdym tygodniem przybiera na sile. W takiej atmosferze nie trudno o plotki, a nawet pomówienia.

W ubiegłym tygodniu informacja, jakoby radny Adamowicz miał zachować się nieodpowiedzialnie i przebywać w bezpośrednim kontakcie z przebywającą na kwarantannie matką, lotem błyskawicy rozeszła się po całej gminie. Dotarła również do mediów.

– Słyszałem o niej, ale nie mam nic wspólnego z rozsiewaniem tej plotki – mówi wójt Dariusz Ćwir. – Nie zajmuję się tym, nie wiem, czy pan Adamowicz, rzeczywiście miał kontakt z rodzicami, ale liczę, że jako radny gminy sprawę traktuje poważnie. Wiem tylko tyle, że jego matka przez dwa tygodnie miała się poddać kwarantannie, bo przebywała za granicą.

Wojciech Adamowicz przyznaje, że 1 maja br. jego matka wróciła z Niemiec. – Od razu, zgodnie z obowiązującym, prawem poddała się kwarantannie – mówi. – Przeszła test na koronawirusa z wynikiem negatywnym. Od kiedy moja matka przyjechała do Sawina, przez dwa tygodnie nie miałem z nią żadnego bezpośredniego kontaktu. Kwarantanna dobiegła końca w piątek 15 maja.

Radnemu zarzuca się natomiast, że w czasie kwarantanny wielokrotnie widywał się z ojcem, który z kolei miał być w stałym kontakcie ze swoją żoną. Wojciech Adamowicz wyjaśnia, że raz pożyczył ojcu auto. – Wziął ode mnie samochód, nawet nie rozmawialiśmy, bo kluczyki zostawiłem mu w stacyjce i podjechał pod swój dom – opowiada radny. – Być może ludzie, skoro zobaczyli mój pojazd, sądzili, że to ja kierowałem. Jestem odpowiedzialny, mam małe dzieci i nie naraziłbym ich na niebezpieczeństwo.

Poza tym po powrocie matki z Niemiec mój ojciec zamieszkał w oddzielnym budynku, w tzw. letniej kuchni. Rozmawialiśmy z policją, czy w trakcie kwarantanny może przebywać na tej samej posesji i ojciec dostał na to zgodę. Przez dwa tygodnie nie miał jednak bezpośredniego kontaktu z moją matką. Dwa razy dziennie u moich rodziców była policja i sprawdzała, czy wszystko jest w porządku, czy mama cały czas siedzi w domu. Żadnych uwag ze strony funkcjonariuszy nie było. Ktoś mi szyje buty i rozsiewa niepotrzebne plotki. To wszystko są pomówienia – broni się Adamowicz. (s)