Kuszenie pielęgniarek

Dwadzieścia pielęgniarek od zaraz przyjmie do pracy chełmski szpital. Ale chętne wcale nie ustawiają się w kolejce, bo rąk do pracy w tym zawodzie brakuje. Pielęgniarki od dawna przestrzegały przed luką pokoleniową, która się właśnie zaczęła.

W szpitalu w Chełmie pracuje kilkaset pielęgniarek i położnych. Wiele z nich zbliża się do wieku emerytalnego. Odchodzących na emerytury, zwolnienia lekarskie a nawet zaplanowane urlopy nie ma kto zastępować. Na ten problem związki zawodowe i same pielęgniarki zwracały uwagę od lat, ale nikt nie pokusił się o jego rozwiązanie. Efekt?
– Od ręki przyjmiemy dwadzieścia pielęgniarek na oddziały: kardiologiczny, chirurgiczny, neurologiczny i blok operacyjny – mówi Michał Jedliński, p.o. dyrektora chełmskiego szpitala. – W ciągu kolejnego roku-dwóch wakatów będzie jeszcze więcej, bo panie na bieżąco przechodzą na emerytury. A nie ma ich kto zastępować.

O luce pokoleniowej w tym zawodzie mówiło się od dawna. – Teraz jej doczekaliśmy – mówią pielęgniarki. – Średnia wieku w naszym zawodzie jest wysoka. Młode pielęgniarki wolały szukać pracy za granicą albo w innych, dużych miastach. Praca jest ciężka, odpowiedzialna i słabo płatna, więc młodzi ludzie nie garną się do tego zawodu.

Zarobki początkujących pielęgniarek może nie powalają, ale już nie należą do najniższych. Co prawda pensja podstawowa to na początek minimalna płaca krajowa, ale dochodzą do tego dodatki za pracę w nocy i święta i podwyżki tzw. „zembalowie” (wzrost wynagrodzenia o 400 zł brutto rocznie). Co roku też związki zawodowe negocjują z dyrekcją porozumienia płacowe. (bf)