Kwarantanna droższa niż Marriott

Podejrzenia mieszkańców Sawina potwierdziły się. Jeden z przebywających w budynku Środowiskowego Domu Samopomocy mężczyzn złamał warunki kwarantanny. Sprawa już trafiła do sądu i delikwent dotkliwie odczuje swoją głupotę. Zakup śmietany, którym tłumaczy policji swój durny wybryk, będzie go kosztował co najmniej 5 tys. zł. Ale ludzie widzieli, że siedział w parku i raczył się zupełnie czymś innym.

O obawach mieszkańców Sawina przed wskazaniem miejsca zbiorowej kwarantanny w budynku tzw. „popówki”, który stoi przy rynku, w samym centrum miejscowości, pisaliśmy przed tygodniem. Gmina utworzyła tam 10 miejsc dla osób, które poddane są kwarantannie z powodu koronawirusa. Wójt tłumaczył nam, że przeznaczając budynek Środowiskowego Domu Samopomocy i szkoły w Bukowie Wielkiej na miejsca zbiorowego odosobnienia, odpowiedział na wezwanie wojewody lubelskiego, który zwrócił się do samorządów o wskazanie obiektów, w których będzie można izolować chorych, zanim jeszcze doszło do pandemii koronawirusa.

– Nikt się wtedy nie spodziewał, że będą faktycznie potrzebne ani tym bardziej, że mogą tu trafić osoby spoza naszej gminy – tłumaczył nam wójt Dariusz Ćwir i zapewniał, że obiekty wskazywał wyłącznie z myślą o mieszkańcach gminy Sawin.

Ale miejsc izolacji nie wskazała większość pozostałych chełmskich gmin m.in. miasta Rejowiec i Rejowiec Fabryczny oraz gmina Rejowiec Fabryczny, z których właśnie do Sawina skierowano trzy osoby. I zaraz po tym, jak trafili oni do „popówki”, zaczęły się kłopoty. Po sąsiedzku jest kilka sklepów spożywczych i park. Pojawiły się donosy do policji, że osoby poddane kwarantannie wychodzą z budynku a nawet opuszczają posesję i chodzą do sklepu. Zdaniem innych proszą miejscowych o kupienie im alkoholu. Pierwszych pogłosek nie udało się potwierdzić, bo zapis z monitoringu, który jest przy budynku i przy sąsiednim ośrodku kultury niczego nie pokazał. Co prawda widać było, że mężczyźni stoją przed drzwiami „popówki”, ale nie dało się stwierdzić czy wychodzili poza obiekt czy posesję. Ale głosy o tym, że jednak łamią warunki kwarantanny, nie ustawały.

Po kilku dniach pobytu okazało się, że do jednego z mężczyzn przyjechał ktoś z rodziny. – Otworzył sobie bramę posesji, wjechał na parking i jak gdyby nigdy nic przekazywał torby z ubraniami i jedzeniem – dostaliśmy informację

– Rzeczywiście potwierdziły to nagrania monitoringu i zgłosiliśmy to odpowiednim organom m.in. zarządowi kryzysowemu w powiecie – mówi D. Ćwir. Po tym incydencie bramę i furtkę zamknięto na klucz, który gmina udostępniła tylko Wojskom Obrony Terytorialnej, dowożącym jedzenie osobom na kwarantannie.

Ale mężczyźni przebywający w budynku nie wzięli sobie do serca ostrzeżeń przed wysoką karą i w końcu wpadli. W sobotę, 4 kwietnia, policja dostała kolejną informację, że jeden z nich wyszedł poza posesję. Tym razem na kamerze monitoringu widać było, że któryś z nich wyskoczył przez ogrodzenie i pobiegł do sklepu.

– I będzie go to słono kosztować – mówi Ewa Czyż, rzecznik chełmskiej policji. – Prowadzimy postępowanie w sprawie o wykroczenie i złożymy wniosek o ukaranie do sądu. Jednocześnie powiadomiliśmy o tym zdarzeniu sanepid, który swoją drogą może nałożyć na osobę przebywającą na kwarantannie karę w ramach postępowania administracyjnego.

A kary mogą wynieść od 5 do nawet 30 tys. zł. I nikt nie spodziewa się, że mogłoby być inaczej. Bo kiedy pojawiły się pierwsze sygnały o tym, że mężczyźni opuszczają budynek, ci zarzekali się i bili w piersi, że to pomówienia. Nawet złapany niemal na gorącym uczynku głupio tłumaczył się, że wyszedł tylko po śmietanę. Mieszańcy twierdzą, że widzieli jak ktoś bardzo podobny siedział w parku i raczył się zupełnie czymś innym. (bf)