Kwarantanna jak melina

Dwie młode kobiety trafiły na kwarantannę do internatu dawnego liceum w Rejowcu. To, co zastały na miejscu, nie mieści się w głowie. Brud, zniszczone meble, brudna pościel i fekalia na podłodze. – Niestety, różni ludzie trafiają na izolację i różnie się zachowują – przyznaje Marek Kaczmarski z zarządzania kryzysowego w Starostwie Powiatowym w Chełmie.

Dwa tygodnie temu Kinga Jaglewicz wróciła z koleżanką do Polski z Holandii. Przed przyjazdem skontaktowała się z sanepidem, żeby ustalić miejsce odbywania obowiązkowej kwarantanny. – Pani z sanepidu pytała nas, dlaczego chcemy odbyć kwarantannę instytucjonalną a nie zatrzymać się w domu – opowiada pani Kinga. – Wyjaśniłyśmy, że w domach są osoby chore, więc nie chcemy ich narażać.

W sanepidzie otrzymały informację o dwóch dostępnych miejscach – internacie dawnego liceum w Rejowcu i budynku Środowiskowego Domu Samopomocy w Sawinie. – Skierowano nas do Rejowca – mówi.

W sobotę, 9 maja, kobiety przyjechały do Lublina. Stamtąd znajoma zawiozła je do Rejowca. – Budynek wyglądał jak opuszczony a gdy weszłyśmy do środka, to opadły nam ręce – mówi K. Jaglewicz. – Wiedziałyśmy, że w budynku przebywają dwie kobiety, ale nie uprzedzono nas, że są tam także dwaj mężczyźni.

Okazało się, że najwyższe piętro przeznaczono dla mężczyzn, a niższe kondygnacje dla kobiet. Ale pojawiły się znacznie gorsze problemy. – Bałagan, brud, zniszczone meble i pościel. W jednym z pokoi na podłodze leżały fekalia – opowiada. – Nikt nie liczył na pięciogwiazdkowy hotel, ale w takich warunkach nie da się mieszkać.

Kobiety skontaktowały się z sanepidem, ale usłyszały, że mogą posprzątać same. W końcu, na własną rękę, starały się przenieść do ŚDS w Sawinie.

– Spędziłyśmy trzy godziny, dzwoniąc do sanepidu, do policji, do pana od zarządzania kryzysowego w Starostwie Powiatowym, ale każdy rozkładał ręce i mówił, że w sobotę nic się nie da zrobić – mówi K. Jaglewicz.

Dopiero gdy urzędnicy sami przekonali się, jakie warunki panują w internacie i że w jednym z pokoi na podłodze leżą fekalia, zmienili zdanie. Skontaktowali się z wójtem Sawina. – Obie panie pochodzą z terenu naszej gminy, więc nie mieliśmy nic przeciwko temu, żeby trafiały do nas na kwarantannę – mówi Ćwir. – Właśnie na wypadek takich sytuacji i pomocy mieszkańcom naszej gminy wskazaliśmy miejsce odbywania kwarantanny w budynku ŚDS.

– W Sawinie warunki są o niebo lepsze – mówi pani Kinga. – Pokoje czyste, nowa pościel, do dyspozycji kuchnia z lodówką, której w Rejowcu nie było.

Marek Kaczmarski, który odpowiada za zarządzenie kryzysowe w powiecie, przyznaje, że bałaganu musiał narobić jeden z mężczyzn, który wcześniej przebywał w budynku. – Został przyłapany na wychodzeniu po alkohol i może zrobił to ze złośliwości – mówi. – Ale kłopot w tym, że pokoje nie mają zamków i każdy może do nich wejść, więc nie da się dzisiaj ustalić, kto jest winny – mówi – Nie mamy wpływu na to, jacy ludzie trafiają na izolację, ale jak widać są różni.

Nie było też możliwości sprawdzenia i sprzątnięcia bałaganu, bo nikt z zewnątrz nie powinien wchodzić do budynku, w którym przebywają osoby na kwarantannie.

Chociaż w internacie w Rejowcu jest kuchnia, to mieszkańcy rzeczywiście nie mają możliwości korzystania z lodówki. – Według zaleceń sanepidu taka liczba osób nie może korzystać ze wspólnej lodówki, a my nie jesteśmy w stanie zapewnić lodówki każdemu z przebywających na kwarantannie. Dlatego wojsko dowozi im jedzenie dwa razy dziennie. Dla każdego ta sytuacja związana z pandemią jest wyjątkowa – tłumaczy niedogodności urzędnik. (bf)