Lepiej rozdać, niż sprzedać

Rolnicy podejrzewają skupy i przetwórców owoców miękkich o zmowę cenową – pisze Lubelska Izba Rolnicza w liście do ministra rolnictwa i rozwoju wsi. Chodzi o drastycznie niskie ceny skupu owoców, które drenują kieszenie sadowników. – Nie opłaca się zbierać owoców. Lepiej zostawić je na krzaku albo rozdać – mówią plantatorzy.

Gdy sadownicy z powiatu chełmskiego widzą ceny owoców w supermarketach, załamują ręce. Są kilkakrotnie wyższe od tych, które proponują im skupy. Niektórzy plantatorzy w ogóle nie zamierzają zbierać plonów, bo – jak mówią – nie opłaca im się to. W jednej z gmin województwa lubelskiego ktoś wpadł na pomysł, aby zaprosić na plantację wiśni wszystkich chętnych. Ludzie – za symboliczną opłatą – mogli zebrać tyle wiśni, ile chcieli. Tylko po to, aby się nie zmarnowały. Ze względu na cenę nie opłacało się wieźć owoców do skupu. W powiecie chełmskim większość rolników utrzymuje się z uprawy zbóż, a sady traktowane są przeważnie jako źródło dodatkowego, a nie głównego dochodu. Nie zmienia to faktu, że żal im patrzeć na opadające z krzaków owoce, z których mógłby być pożytek.

– Najgorzej jest z malinami – mówi jeden z naszych rozmówców. – W ubiegłym roku cena była jeszcze w miarę dobra, więc miałem nadzieję, że tak będzie i w tym roku. Miałem trzydzieści arów malin. Zebranie trzydziestu kilogramów tych owoców w upale zajmuje pół dnia. To ciężka praca. Maliny zbiera się trudno, tym bardziej, że po tych deszczach nie są najlepszej jakości, gniją. Za kilogram malin w naszych skupach płacą w granicach złoty sześćdziesiąt – złoty osiemdziesiąt. Za trzydzieści kilogramów dostałbym niecałe pięćdziesiąt złotych. A przecież poniosłem koszt założenia uprawy, podlewałem ją, gdy były susze. Do tego dochodzi koszt paliwa, bo maliny trzeba dowieźć do skupu. To się po prostu nie opłaca. Jeśli, ktoś nie zrobi z tym porządku, dojdzie do upadku polskiego sadownictwa.

Pracownicy Lubelskiej Izby Rolniczej wysłali pismo w tej sprawie do Jana Ardanowskiego, ministra rolnictwa i rozwoju wsi. Napisali w nim o drastycznym spadku cen skupu, które są rażąco niskie w porównaniu do kosztów produkcji owoców. W piśmie czytamy o powszechnie stosowanej zasadzie umowy jednodniowej, co zdaniem LIR jest niezgodne z przepisami. Zasada ta polega na tym, że rolnik dowiaduje się o cenie surowca dopiero w chwili dostarczenia owoców do skupu, co z góry stawia go w gorszej pozycji, jako kontrahenta.

W piśmie LIR czytamy: „…Niskie stawki wynikają z kilku czynników i nie da się ich rozwiązać jednym działaniem. Rolnicy podejrzewają o zmowę cenową zarówno skupy, jak i przetwórców owoców miękkich. Z drugiej strony przetwórcy bronią się, że mimo swojej wielkości nie mają możliwości spekulacji ceną… Sygnalizowane przez przedstawicieli przetwórstwa owoców i warzyw stany magazynowe owoców miękkich oraz konkurencja z krajów UE, Ukrainy budzą wielki niepokój… Jednym z rozwiązań proponowanych zarówno przez producentów jak i przetwórców jest podpisywanie umów kontraktacyjnych, najlepiej kilkuletnich, które ustabilizują rynek…”.

W dziesięciostronicowej odpowiedzi ministerstwo zapowiada szereg przedsięwzięć, mających poprawić sytuację. Chodzi m.in. o uszczelnienie kontroli produktów napływających z zagranicy, promocję polskich produktów, ułatwienia w rolniczym handlu detalicznym. Piotr Burek, prezes Lubelskiej Izby Rolniczej, szans na poprawę sytuacji upatruje m.in. w zapowiadanej przez ministerstwo krajowej grupie spożywczej.

– Chodzi o to, aby skrócić łańcuch powiązań od wyprodukowania owoców do konsumenta, bo im mniej pośredników, tym lepsza cena dla rolnika – mówi prezes Burek. – Teraz nie sztuką jest wyprodukować, sztuką jest sprzedać z zyskiem. W skupach tłumaczą, że mają kontrakty na bardzo małych marżach i nie mogą zapłacić sadownikom więcej. Rolnicy powinni mieć możliwość sprzedaży towaru bezpośrednio konsumentom. Ważne jest też współdziałanie państwa wobec sklepów wielkopowierzchniowych. Polski towar powinien być dobrze oznakowany, wraz ze wskazaniem o składzie, dokładnym miejscu pochodzenia. Słyszałem o sytuacjach, w których plantatorzy pozwalają zbierać ludziom swoje plony po to, aby się on nie zmarnowały. Niestety, wielu sadowników w tym roku musi zapomnieć o zarobku. (mo)