Miasto w pijanym widzie

Mijają cztery miesiące, odkąd w Lublinie wznowiono działalność izby wytrzeźwień. W tak krótkim czasie z „wytrzeźwiałki” przy ul. Północnej skorzystało już 1318 osób, w tym 174 kobiety i 7 nieletnich. Aż 51 „rekordzistów” trafiło tu już 4 razy.
Ponad 300 osób miesięcznie trafia do Ośrodka dla Osób z Problemem Alkoholowym i Ich Rodzin, bo tak nazywa się teraz izba wytrzeźwień. Głównie są to mężczyźni. W ciągu 4 miesięcy trafiło ich tu 1144, ale było też sporo pań, bo aż 174. Przeważają osoby starsze, powyżej 50. roku życia.
Przyjęcia na izbę odmówiono 51 osobom, głównie z powodu spożywania alkoholu niewiadomego pochodzenia i wątpliwości co do stanu ich zdrowia – My nie jesteśmy placówką medyczną, nie mamy tak specjalistycznego sprzętu, w tych uzasadnionych przypadkach odsyłaliśmy takie osoby na szpitalny oddział ratunkowy. Najczęściej na toksykologię na Aleję Kraśnicką – mówi Adam Mołdoch, dyrektor Centrum Interwencji Kryzysowej, któremu podlega lubelski Ośrodek Wczesnej Interwencji dla Osób z Problemem Alkoholowym i Ich Rodzin.

Jak wygląda procedura przyjęcia? Osobę nietrzeźwą przywozi patrol policji lub straży miejskiej. Na miejscu jej osobiste rzeczy trafiają do depozytu, potem przechodzi badanie przez lekarza dyżurnego i zostaje doprowadzona do sali. Osoby szczególnie agresywne trafiają do izolatki. – Każda osoba ma możliwość nawiązania kontaktu z osobą najbliższą i tak też robimy. Bezwzględnie jest to stosowane w przypadku osób małoletnich – nie muszą przebywać 24 godzin, wystarczy, żeby przybył ich opiekun – wyjaśnia Adam Mołdoch.
Ściągalność – zaledwie 14 proc.
– Na dzień 31 sierpnia br. wpłaty za pobyt w ośrodku wpłynęły na kwotę powyżej 51 tysięcy. Średnio miesięcznie jest to kwota około 12 tysięcy złotych, co procentowo daje nam około 14 procent ściągalności – wylicza dyrektor Mołdoch.
Ci, który nie uregulowali rachunku, mogą spodziewać się wezwania do zapłaty, a po upływie jej terminu wystawia się tytuły wykonawcze. We wrześniu wystawiono je na kwotę 108 tysięcy złotych. Dalszą ściągalnością zaległości finansowych dłużników zajmuje się Wydział Egzekucji Urzędu Miasta Lublin. Część osób pisze podania z prośbą o umorzenie albo rozłożenie tej kwoty na raty. Istnieje taka możliwość, oczywiście po dostarczeniu dokumentów świadczących o trudnej sytuacji materialnej.

Ale nietrzeźwi ciągle trafiają też na Szpitalne Oddziały Ratunkowe, chociaż powstanie izby wytrzeźwień miało uwolnić lubelskie placówki medyczne od tego rodzaju pacjentów. Jednak najczęściej do nietrzeźwego leżącego na ulicy wzywana jest karetka pogotowia. A taka osoba, jeśli trafia na SOR i nie wszczyna awantur, najczęściej zostaje w szpitalu. To sprawia, że sytuacja na SOR-ach niezbyt się poprawiła. – Liczba pijanych pacjentów jest porównywalna, bowiem lekarze Izby Wytrzeźwień wysyłają nietrzeźwych na SOR w celu poszerzonej diagnostyki (wielu nietrzeźwych jest z urazami) – wyjaśnia Marta Podgórska, pełnomocnik dyrektora ds. kontaktów z mediami w SPSK nr 4 przy ulicy Jaczewskiego. – Nie kwestionujemy takiej konieczności, ale nie rozwiązano problemu odsyłania z SOR-u nietrzeźwych pacjentów po zdiagnozowaniu i zaopatrzeniu w sytuacji nie stwarzającej zagrożenia dla życia – wyjaśnia Podgórska.
Problem nietrzeźwych pacjentów na SOR-ach istniał i nadal istnieje. Problemem jest również „odbiór” z SOR nietrzeźwych pacjentów i przywożenia ich do Ośrodka na Północnej. Często też sami nietrzeźwi, nie chcąc pozostawać w Izbie, symulują objawy duszności, bólu serca i podobne w celu przewiezienia ich do SOR.
Na Północnej pracuje jeden psycholog, jeden pracownik socjalny, 4 kierowników zmiany pracujących w systemie 12-godzinnym, trzech pielęgniarzy, ratownicy medyczni, 5 opiekunów zmiany oraz 3 osoby na stanowisku porządkowego.(EM.K.)