Miliony dla zarządzających i nadzorujących spółkę?

Rafał Stachura – hodowca z Kulczyna (gm. Hańsk), prezes Lubelskiego Związku Hodowców Bydła i Producentów Mleka oraz członek zarządu Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka – walczy z budzącymi kontrowersje decyzjami finansowymi w najwyższych strukturach ogólnopolskiej organizacji zrzeszającej związki regionalne i rasowe hodowców.

– Województwo lubelskie jest jednym z większych producentów mleka w Polsce – mówi Rafał Stachura. – Dziesięć tysięcy hodowców łącznie produkuje około 1,6 mln litrów mleka dziennie, które przetwarzane jest na smaczne i zdrowe produkty w naszych mleczarniach. Tak liczna grupa zawodowo-społeczna powinna mieć swoją branżową organizację. Dlatego z inicjatywy nas, hodowców, w 2006 roku założyliśmy Lubelski Związek Hodowców Bydła i Producentów Mleka, którego zadaniem jest dbanie o nasze interesy i ich reprezentowanie na szczeblu wojewódzkim i krajowym.

Od 2011 roku pełnię funkcję Prezesa Lubelskiego Związku. Na co dzień prowadzę gospodarstwo rolne w gminie Hańsk. Specjalizujemy się w produkcji mleka. Dziennie produkujemy 29 tys. litrów mleka, które trafia do OSM w Krasnymstawie i SM „Bieluch” w Chełmie. Nasz lubelski związek przystąpił do Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka, która zrzesza wszystkie związki regionalne i rasowe, które są w Polsce. Od 2011 roku jestem również członkiem zarządu federacji i reprezentuję hodowców naszego województwa.

Aktualnie, ale nieprawomocnie, jestem zawieszony w prawach i obowiązkach członka federacji dlatego, że z kilkoma kolegami z zarządu miałem odwagę głośno mówić o budzącej kontrowersje wśród nas sytuacji finansowo-organizacyjnej naszej ogólnopolskiej organizacji i jej wpływu dla nas, hodowców.

Wszystko zaczęło się w grudniu 2016 roku, kiedy na posiedzeniu zarządu federacji, dowiedzieliśmy się, że w roku 2015 na 4,6 mln zł. przychodu spółki będącej własnością nas hodowców, ponad 1,7 mln zł przeznaczono na koszty ogólne zarządu. Zapytaliśmy prezesa i rady nadzorczej spółki czy mogą nam przybliżyć, co składa się na te koszty? Nikt nie zabrał głosu. Później dowiedzieliśmy się, że na wynagrodzenie prezesa przeznaczono 746 tys. zł, a siedmioosobowej rady nadzorczej – 307 tysięcy.

Wszyscy ze ścisłych władz, wraz z prezydentem naszej organizacji, zapewnili, że w najbliższym czasie wszystkie niejasności zostaną przedstawione i wytłumaczone zarządowi. Mijały miesiące, żadnej odpowiedzi nie było. W międzyczasie z dokumentów działalności spółki składanych do KRS i dostępnych do wiadomości publicznej, zgodnie z prawem pozyskaliśmy informację o sumach wypłacanych dla jednoosobowego zarządu spółki, który od założenia w 2008 do końca 2015 roku otrzymał wynagrodzenie w wysokości 2,27 mln zł. Dodatkowo w tym samym okresie prezes spółki pełnił również funkcję dyrektora biura federacji, gdzie również pobierał wynagrodzenie.

Z kolei w latach 2008-2015 dla 7-osobowej rady nadzorczej spółki wypłacono 937 tys. zł. W tym samym czasie sześć z tych osób zasiadało w prezydium, a jedna osoba była przewodniczącym komisji rewizyjnej federacji. Przez te niespełna 8 lat na 16,6 mln zł przychodów spółka wypracowała jedynie 688 tys. zł. zysku, co stanowi 4,14 % od sumy przychodu. Tylko raz w przeciągu tego okresu została wypłacona dywidenda dla właściciela, czyli federacji w wysokości około 160 tys. zł.

Natomiast wynagrodzenie prezesa i rady nadzorczej spółki kosztowało 3,2 mln zł, czyli 19% od sumy przychodu. Od 2016 roku nic nie wiemy o wynagrodzeniach prezesa i rady nadzorczej spółki, ponieważ przestano podawać te informacje do obowiązkowych sprawozdań finansowych do KRS. Zgodnie z założeniami zyski z prowadzenia działalności gospodarczej spółki w formie dywidendy miały być przekazywane federacji i miały służyć lepszemu finansowaniu jej statutowej działalności, czyli reprezentowaniu hodowców i ich interesów. Jednak stało się zupełnie inaczej.

Zamiast do federacji miliony poszły na konta bankowe najwyższych władz pełniących stosowne funkcje w spółce. Sytuacja o tyle budzi oburzenie wśród hodowców, że prawie wszystkie przychody spółki pochodzą od nas, od hodowców i ze środków federacji, czyli też naszych. Oczywiście żadnych szczegółowych informacji nam nie przekazano, mimo że w statucie federacji jest zapis, że wszystkie sprawy finansowe są jawne dla każdego jej członka.

W związku z tym zgłosiliśmy wniosek na zarządzie o powołanie celowej komisji finansowej do spraw wyjaśnienia przepływów finansowych pomiędzy federacją, a spółką. Przed głosowaniem mecenas federacji zasugerował, że nie ma potrzeby powoływania takiej komisji celowej, ponieważ mamy już komisję rewizyjną i to w zasadzie jest jej rola. Szczegół w tym, że ówczesny przewodniczący komisji rewizyjnej zasiadał w radzie nadzorczej spółki.

Czyli sam siebie miałby kontrolować. W głosowaniu jawnym zabrakło trzech głosów do powołania komisji celowej. Gdyby taka komisja powstała, na pewno wyjaśniono by wiele wątpliwych kwestii i nie trzeba by było uciekać się do angażowania innych organów. Dlatego w wyniku całkowitego odcięcia nas od wiedzy co do szczegółowych informacji o finansach federacji i spółki postanowiliśmy w kilku członków zarządu złożyć do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Po trzech latach śledztwa postępowanie jednak umorzono. Biegły między innymi stwierdził, że: „(…)sposób wynagrodzenia i wysokości wynagrodzeń wypłacanych członkom Rady Nadzorczej i Prezesowi Zarządu Polskiej Federacji Sp. z o.o. były adekwatne do możliwości finansowych i gospodarczych w/w podmiotu. (…) Biegły stwierdził, że wysokość wynagrodzeń nie obciąża w nieuzasadniony sposób spółki, nie stanowi zagrożenia dla jej bieżącego funkcjonowania”.

Mam nadzieję, że informacja o umorzeniu tego śledztwa dla wielu członków zarządu, delegatów na walne oraz hodowców z innych związków regionalnych i rasowych skłoni do refleksji, że skoro w świetle prawa można robić co się chce, to trzeba zmienić statut federacji, aby zapobiegać takim sytuacjom. Otóż z postanowienia o umorzeniu śledztwa wynika, że przy aktualnym statucie federacji i umowie spółki najwyższe władze tych podmiotów bez żadnych konsekwencji, łamania prawa oraz bez jakiejkolwiek kontroli właścicielskiej nas hodowców, mogą dysponować finansami jak chcą.

Dlatego jedyną możliwością do poprawy naszej ogólnopolskiej organizacji jest zmiana statutu, a przede wszystkim przeniesienie decyzyjności finansowej i decyzyjnej z prezydium do zarządu, tak by był większy nadzór nas hodowców. Musimy uwolnić się od dotychczasowego sposobu i mentalności zarządzania, gdzie problemem nie jest wypłacanie sobie przez najwyższe władze federacji i spółki milionowych wynagrodzeń, tylko problemem jest Rafał Stachura i inni hodowcy pracujący na rzecz transparentności finansowej i decyzyjnej.

Z uwagi na to, że postanowienie prokuratury jest nieprawomocne, podjąłem kroki prawne w celu zweryfikowania jego poprawności przez sąd. Dlatego poprosiłem hodowców w całej Polsce, również na łamach ogólnopolskiego Tygodnika Poradnika Rolniczego, o wsparcie w terenie naszych postulatów i działań przez hodowców w całej Polsce – kończy Stachura.

Na ten moment nie jest wiadome, czy sąd przychyli się do racji przedstawianych przez hodowcę z Kulczyna i jego kolegów. Oni sami zpowiadają, że nie złożą broni i będą walczyć o transparentność we własnej organizacji nawet na drodze postępowania cywilnego. (bm)