Miłuj bliźniego, ale nie kościelnego

O tym, że w relacjach pomiędzy proboszczem jednej z parafii w powiecie włodawskim a jego kościelnym dzieje się źle, wiedzieli wszyscy parafianie. Nikt nie przypuszczał jednak, że ksiądz swojego pracownika nie lubi aż tak, by nie zareagować, gdy ten – podczas mszy – dostał udaru. – Gdy kościelny zaczął bełkotać, a jego twarz wykrzywił paraliż, ksiądz tylko siedział i się uśmiechał, zamiast zadzwonić po karetkę – mówi oburzona parafianka.

 

Ksiądz Sz. w parafii urzęduje od kilku lat. Od czasu objęcia swojego stanowiska współpracuje z kościelnym, który do mszy w tym kościele służy od kilkudziesięciu już lat. Współpraca obu panów nie układała się od samego początku, co nie umknęło uwadze parafian. – Co jakiś czas dochodziły słuchy o kłótniach, które prowokował proboszcz – mówi jedna z parafianek. – Ksiądz jest osobą bardzo antypatyczną. Najlepszym tego dowodem jest to, że gdy obejmował parafię, zawsze miał kilku ministrantów. Dziś, nawet podczas uroczystych nabożeństw z okazji odpustu czy świąt, przy ołtarzu stoi tylko samotny kościelny, którego ksiądz wyraźnie nie lubi. Nie wiem, jak w tej sytuacji odnajduje się ten pan, ale myślę, że na pewno nie jest mu do śmiechu. Szczególnie, że jakiś czas temu parafię obiegła plotka, jakoby w jednej ze swoich poprzednich parafii ksiądz został prawomocnie skazany za pobicie kościelnego – opowiada nasza rozmówczyni.

Finał awersji obu panów miał miejsce niemal dwa tygodnie temu. Podczas mszy kościelny dostał udaru. Świadkowie mówią, że podczas śpiewu kościelny zaczął bełkotać, a jego twarz wykrzywił grymas paraliżu. Co bulwersujące, nietypowe objawy miał zauważyć i proboszcz, ale w ogóle na to nie zareagował. – Siedział tylko i z dziwnym uśmieszkiem przyglądał się sytuacji, zamiast wezwać pomoc – opowiadają parafianie. Po niedzielnej mszy proboszcz, jak gdyby nigdy nic, ogłosił, że kościelny nie będzie już pełnił dotychczasowych funkcji. Słowa te dotknęły obecną na nabożeństwie żonę kościelnego, która ruszyła za proboszczem i powiedziała mu, co sądzi o jego zachowaniu. Ksiądz nie miał sobie nic do zarzucenia. Mimo kilku prób skontaktowania się z duchownym, w jego telefonie odzywała się tylko automatyczna sekretarka. (red)