Mościcki zły na prezydenta

Były wiceprezydent Stanisław Mościcki na czwartkowej komisji rady miasta zrugał prezydenta Chełma Jakuba Banaszka. Najpierw miał mu za złe, że nie wysłał żadnego z urzędników do zreferowania projektu uchwały dotyczącej zmian w budżecie. Na koniec obrad zaś po raz kolejny zapytał, że skoro mamy w mieście „dobrą zmianę”, to dlaczego jeszcze nie zostały zakupione nowe mikrofony, bez których nie da się sprawnie prowadzić sesji.

Czwartkowa sesja rady miasta została zwołana na wniosek prezydenta Jakuba Banaszka. Radni musieli dokonać zmian w budżecie, by zabezpieczyć udziały własne na drogowe inwestycje. Przed plenarnym posiedzeniem odbyła się połączona komisja porządku publicznego i inwentaryzacji mienia komunalnego oraz budżetu i rozwoju gospodarczego. Prowadził ją radny Stanisław Mościcki, były wiceprezydent Chełma.

Gdy stanęło na punkcie dotyczącym zmian w budżecie, na sali nie było żadnego z urzędników, reprezentujących prezydenta. Dlatego też Mościcki zarządził przerwę, aż któryś z urzędników przyjdzie i zreferuje radnym cały materiał. – Przypominam, że sesja została zwołana na wniosek prezydenta, a tymczasem na sali nie ma ani jednego z przedstawicieli urzędu. To jest brak poszanowania radnych! – grzmiał Mościcki.

Po kwadransie przerwy do sali konferencyjnej przyszła skarbnik miasta Emilia Ignatowicz-Steć i komisja mogła kontynuować swoje prace. Na koniec posiedzenia Mościcki raz jeszcze nawiązał do braku urzędników na komisji. – Taka sytuacja nie może mieć miejsca. Skoro prezydent chce, by odbyła się sesja rady miasta, musi wysłać na nią swoich reprezentantów. Mieliśmy przykład totalnego ignorowania radnych. Wszystkich należy traktować poważnie – mówił Stanisław Mościcki.

Wcześniej jednak były wiceprezydent po raz kolejny nawiązał do poruszanej już kilkakrotnie sprawy zakupu nowych mikrofonów do sali konferencyjnej, w której odbywają się komisje rady miasta i posiedzenia plenarne. – Mamy cztery mikrofony – mówił. – Prosiłem przewodniczącego rady, prezydenta, by dokonując zmian w budżecie zabezpieczyli pieniądze na nowe mikrofony. Miała być „dobra zmiana”, ale w tej kwestii jest „gorsza zmiana”. Dziś, gdyby pani skarbnik nie użyczyła radnemu Markowi Sikorze mikrofonu, nie zadałby żadnego pytania – dodał radny Mościcki.

Przewodniczący Longin Bożeński i radny Kamil Błaszczuk próbowali zasugerować Mościckiemu, że miał możliwość, jako wiceprezydent, wymienić mikrofony, ale tego nie uczynił. Błaszczuk dodał, że są one od 15 lat i można było dawno kupić nowe, ale nikomu to wcześniej nie przeszkadzało. Na obronę prezydenta dodał, że w ubiegłym roku miasto znalazło pieniądze na zakup tabletów dla radnych, bo ten wydatek był konieczny, a zmiany na lepsze są już widoczne w samej sali konferencyjnej. W końcu jednak obaj przyznali, że zakup dodatkowych mikrofonów jest niezbędny. (jar)