Na to maseczka nie pomoże

Dym na pół osiedla. Jak truli, tak trują nas dalej. I gdzie jest straż miejska? Gdzie kontrole, drony, mandaty? – pyta Czytelniczka „Nowego Tygodnia”. Odpowiedź: ze względu na zagrożenie koronawirusem strażnicy miejscy z całego województwa dostali nakaz ograniczenia interwencji i podporządkowania policji.

Sezon grzewczy jeszcze się nie skończył, o czym w środę wieczorem (8 kwietnia) na własnej skórze przekonali się mieszkańcy osiedla Działki w Chełmie. Wydobywający się z jednego z kominów gęsty i duszący dym spowił niemal całą okolicę.

– Gdzie jest straż miejska? – pyta zdenerwowana mieszkanka osiedla, która wysłała do redakcji niepokojące zdjęcie kłębów dymu.

Jedyny sygnał o dymie unoszącym się tamtego wieczora nad „Działkami” dyżurny SM odebrał około godz. 18:25, a dotyczył on wypalania łąk między ul. Prusa i Świerkową. Po dojechaniu na miejsce patrol nie potwierdził jednak zgłoszenia. O „kopciuchu” służb nikt nie poinformował, a straż sama z siebie do domu nie wejdzie, szczególnie teraz.

Zgodnie z poleceniem wojewody lubelskiego, od kwietnia wszyscy strażnicy miejscy podlegają policji i zajmują się wyłącznie sprawami koronawirusa (m.in. pilnują, aby mieszkańcy nie korzystali z parków i skwerów czy w przypadku Chełma – terenu Glinianek; nie grupowali się i zachowywali odpowiedni odstęp, idąc ulicą; nie wychodzili z domów w sytuacjach innych niż określone w rozporządzeniu).

– W miarę możliwości staramy się również pomagać osobom starszym, a także udzielamy odpowiedzi na często zadawane przez mieszkańców pytania odnośnie możliwości przemieszczania się i istniejących w tym zakresie ograniczeń – mówi Zbigniew Grochmal, komendant Straży Miejskiej w Chełmie. – Ponieważ straż miejska nie ma dostępu do danych osób objętych kwarantanną, biorąc pod uwagę względy bezpieczeństwa strażników, zgłoszenia dotyczące zadymienia i wynikające z nich kontrole spalania w chwili obecnej są prowadzone w ograniczonym zakresie – wyjaśnia.

Jednocześnie komendant SM zwraca uwagę, że nadmierne zadymienie powietrza, które zazwyczaj jest kojarzone ze spalaniem śmieci, może być przyczyną czegoś zupełnie innego. – Nadmierne zadymienie może wynikać również ze spalania węgla i drewna w nieprawidłowy sposób.

Gęsty dym o nieprzyjemnym zapachu powstaje wtedy, kiedy dużą porcję paliwa wrzuca się na żar, przez co palenisko ulega gwałtownemu schłodzeniu, a paliwo uwalnia duże ilości lotnej smoły. Smoła ta nie może ulec spaleniu z powodu najpierw zbyt niskiej temperatury wewnątrz pieca, a później – zbyt małej ilości powietrza (smoły jest za dużo) – tłumaczy Grochmal.

Od początku marca dyżurny SM odebrał 37 zgłoszeń dotyczących prawdopodobnego spalania odpadów, a patrole przeprowadziły w sumie 87 kontroli, w wyniku których 3 osoby zostały ukarane mandatami, 9 pouczono, zaś w pozostałych przypadkach nie potwierdzono spalania niedozwolonych materiałów. (pc)