Nadmiar aptek?

Wydawałoby się, że są na każdym rogu. Czy aby na pewno? Prześwietlamy rynek aptekarski w Chełmie i sprawdzamy, czy namiesza w nim nowe prawo farmaceutyczne.

Tam, gdzie jest nadmiar aptek, kolejne powstać nie mogą. Zezwolenia na otwarcie nowej placówki można wydawać tylko w gminach, w których liczba mieszkańców przypadających na jedną aptekę jest większa niż 3 tys. To jedno z założeń tzw. ustawy „apteka dla aptekarza”, wprowadzonej w tym roku.
W Chełmie na koniec ubiegłego roku było 31 aptek – wynika z danych Urzędu Statystycznego w Lublinie. Na jedną przypadło 2 056 mieszkańców. A to oznacza, że kolejnych otwierać już nie można. I pewnie długo to się nie zmieni, bo te, które w mieście są, to i tak grubo powyżej średniej.
Czy te apteki, które mamy, wystarczą, aby zaspokoić potrzeby wszystkich mieszkańców? Właściciele chełmskich aptek przekonują, że nie będzie z tym problemów. – Tym bardziej, że liczba aptek w Chełmie od lat utrzymuje się na podobnym poziomie – tłumaczą. A potwierdzają to statystyki. W ciągu ostatnich dziesięciu lat liczba aptek w mieście oscylowała około 30. Najmniej było ich w 2009 roku – 26, najwięcej w 2015 – 33.
To jednak nie koniec obostrzeń na rynku aptekarskim. Kolejny warunek na uzyskanie zezwolenia – odległość do najbliższej funkcjonującej apteki nie może być mniejsza w linii prostej niż 500 m. W Chełmie są miejsca, gdzie apteki ustawione są gęściej, ale wobec ogólnego „nasycenia” placówkami warunek odległości i tak jest bez znaczenia.
Nowelizacja zakłada też, że nową aptekę może otworzyć tylko farmaceuta, musi być przynajmniej współwłaścicielem firmy. Farmaceutów w Chełmie nie brakuje. Na koniec minionego roku, w 31 aptekach pracowało ich 82.
Jeszcze inny przepis zakłada, że jeden właściciel może otworzyć maksymalnie cztery apteki. To z kolei uderzenie w placówki działające w sieci. Ustawodawca przekonuje, że takie apteki są nastawione wyłącznie na zysk i nie oferują pacjentom usług na najwyższym poziomie. (mg)