Nadmorskie szarże Jusiaka

W przedostatnich zawodach sezonu – 21. Grand Prix Sopot-Gdynia 2018 – Patryk Jusiak w debiucie na wymagającej, nadmorskiej trasie wywalczył upragnione, pierwsze w karierze „górala” zwycięstwo w klasyfikacji klasy A/PL-1600. Doczekaliśmy się także podium Mariusza Steca, który w niedzielnej części wyścigu był trzeci w klasyfikacji generalnej. To nie koniec dobrych wieści z polskiego Monte Carlo, bowiem jeszcze trzech naszych kierowców kończyło zawody na czołowych miejscach w klasach. Po stronie minusów z występu lublinian należy zapisać kraksy Jarosława Adamiaka i Alberto Azziniego.


Rywalizacja w Górskich Samochodowych Mistrzostwach Polski wkroczyła w decydującą fazę i jak na razie spośród grona lubelskich wyścigowców właśnie Patryk Jusiak (Automobil Kielecki, honda civic) ma największe szanse na odniesienie końcowego sukcesu. Kierowca z Nałęczowa walczy o mistrzowski tytuł z ubiegłorocznym czempionem w A/PL-1600 – Arkadiuszem Borczykiem i aktualnym liderem tabeli – Tomaszem Kozickim.

Nadmorskie rundy rozpoczęły się dla naszego zawodnika od drobnych problemów ze sprzęgłem na sobotnim podjeździe treningowym. Serwis szybko uporał się z usterką, co pozwoliło Jusiakowi na równi rywalizować w wyścigowych próbach. Pierwszą ukończył 1,7 sekundy za Kozickim, mając za sobą o 0,4 sek. Borczyka. W drugiej pojechał rewelacyjnie, zostawiając w tyle urzędującego mistrza klasy o 1,7 i lidera po pierwszym podjeździe aż o 2 sekundy. Zsumowanie czasów z dwóch prób dało wymarzoną kolejność: Jusiak-Kozicki-Borczyk!

Niedzielne zmagania lepiej zaczął Kozicki, o sekundę wyprzedzając Patryka. Pełna mobilizacja przed decydującą próbą przyniosła Jusiakowi najlepszy czas zawodów w klasie, co jednak nie wystarczyło do powtórzenia triumfu z poprzedniego dnia: Tomasz był tylko o 0,1 sek. wolniejszy i dzięki temu utrzymał przewagę z pierwszego podjazdu.

W punktacji klasy prowadzenie przejął Kozicki (63 pkt.), spychając Borczyka na drugą lokatę (60), Jusiak jest nadal trzeci (54).

Dużo działo się również w klasyfikacji generalnej, w której spore straty poniósł jeden z pretendentów do tytułu – Szymon Łukaszczyk. Tym samym znacznie wzrosły szanse Mariusza Steca na zdobycie najniższego stopnia podium w wynikach sezonu.

Stec (Automobilklub Wschodni, ford fiesta proto) od początku tegorocznych zmagań nie był w stanie nawiązać skutecznej rywalizacji z tercetem Łukaszczyk, Michał Ratajczyk i Waldemar Kluza, czego efektem były miejsca poza czołową trójką w „generalce”. Rajdowa specyfika trasy z Sopotu do Gdyni zawsze bardzo odpowiadała naszemu mistrzowi, więc gdzie, jeśli nie tutaj, mógł liczyć na znaczną poprawę punktowego dorobku? W sobotę Stec był czwarty, bowiem miejsce Łukaszczyka w drodze do podium zajął miejscowy as – Tomasz Myszkier, wyprzedzając Mariusza o 4,5 sekundy. Nasz multimistrz skoncentrował się w niedzielnej części imprezy: w pierwszej próbie stracił do drugiego Kluzy tylko 0,2 sek., pokonując Myszkiera o sekundę. Decydujący podjazd Mariusz ukończył ponownie na trzecim miejscu. Mistrz Polski co prawda oddalił się o kolejne 1,6 sek., ale jedyny rywal do „pudła” zakończył próbę dopiero na 24. miejscu.

W punktacji sezonu pierwsze w karierze zwycięstwa w klasyfikacji generalnej GSMP dały Ratajczykowi (135) jednopunktowe prowadzenie nad Kluzą. Drugą parę w walce o tytuł II wicemistrza tworzą Łukaszczyk (89) i Stec (72).

Michał Sowa, ostatnio tylko okazyjnie widziany w górach, wypożyczył ze Stec RallyRent forda fiestę proto używanego niegdyś w rajdach przez Briana Bouffiera by na ulubionej trasie porównać swoją aktualną formę z czołówką mistrzostw. Rajdowa specyfikacja auta – mniejsza moc i większa waga w porównaniu z górskimi potworami – jak się okazało, nie była przeszkodą dla kierowcy Automobilklubu Lubelskiego, by na równi walczyć z najlepszymi. Jak sam podkreślał, właśnie w Sopocie ktoś, kto regularnie nie trenuje, ma największe szanse, by zredukować różnice czasowe. Sobota upłynęła jednak pod znakiem kłopotów technicznych z potencjometrem pedału gazu, czego efektem było dalekie miejsce w klasyfikacjach generalnej i ostatnie, czwarte, w klasie E-I+45. Wraz z wymianą wadliwego podzespołu wróciła moc Michała. W drugim niedzielnym treningu postraszył czołówkę zawodów trzecim czasem, w pierwszym podjeździe wyścigowym był siódmy, a w kolejnym szósty i na tym miejscu zakończył zmagania w „generalce”. Dobre tempo przełożyło się również na lepszy rezultat w klasie, w której Sowa był drugi, nieco ponad 6 sekund za zwycięzcą i liderem punktacji Tomaszem Terlikowskim.

W tej samej klasie co Sowa w nadmorskiej rywalizacji uczestniczył Hubert Maj (A. Wschodni). Nasz kierowca darzy dużym sentymentem zawody w Sopocie, bowiem właśnie tutaj, 5 lat temu, w debiucie w wyścigach górskich był najszybszy w klasie i trzeci w grupie. Stąd też powstał pomysł gościnnego startu, przy okazji wieńczącego kończący się urlop Huberta. Mitsubishi lancer to auto, w którym ostatnio można oglądać Maja w roli otwierającego trasę w krajowych rajdach, czyli zupełnie nie przygotowane do walki w górach. Mimo to osiągnięte wyniki: druga dziesiątka zawodów oraz trzecie i czwarte miejsce w klasie nie przyniosły wstydu, szczególnie mając na uwadze to, że występ był wybitnie treningowy i bardziej przy okazji skończył się na „pudle” sobotniej rundy.

Hubert zapowiedział powrót do regularnych startów, jednak nie w górach, a rajdach. Ponadto fani wkrótce będą mogli zobaczyć go… na dużym ekranie, bowiem Maj realizuje jedno ze swoich marzeń – aktorstwo – i aktualnie uczestniczy w nagrywaniu scen do filmu Patryka Vegi pt. „Plagi Breslau”.

Niewiele, bowiem niespełna 0,3 sekundy, zabrakło Pawłowi Wójtowiczowi (Automobilklub Wschodni, porsche 944), by dołączyć do grona lubelskich laureatów. Drugi start odbudowanym po ubiegłorocznej kraksie autem nasz zawodnik rozpoczął spokojnie, poznając tajniki nieznanej sobie trasy, ale wyniki świadczyły, że wcale nie była to wolna jazda. Na sobotnich podjazdach wyścigowych był czwarty i trzeci: w pierwszej próbie, dysponując nie najlepszymi oponami na deszcz, zanotował sporą stratę do czołowej trójki klasy E-I-2.0/4×2, w drugiej, mimo że ostro walczył z Adamem Bougsia i Ryszardem Żyszczyńskim, to jednak po zsumowaniu czasów zabrakło mu 1,6 sekundy, by ukończyć zmagania na podium.

Niedziela zaczęła się pechowo dla Pawła – puściła szpera, co było równoznaczne ze znacznymi stratami w osiąganych czasach. Jakby na przekór temu Wójtowicz w próbach wyścigowych zdołał poprawić swoje sobotnie tempo, kończąc je na trzecim i czwartym miejscu, ale w ostatecznym rozrachunku minimalnie przegrał „pudło” wspominaną na wstępie różnicą. Nasz kierowca podkreślił, że tym startem odzyskał formę i wyczucie auta sprzed roku i z optymizmem oczekuje kolejnych wyścigów.

Czwarte miejsca w klasie E-I-2000 były dalekie od planów Sławomira Kaźmieraka (A. Lubelski, honda civic) związanych ze startem w polskim Monte Carlo. Jak widać ruletka tym razem nie była przychylna dla wicelidera punktacji, który po wyścigach w Sopocie spadł w klasyfikacji na czwarte miejsce. Pod nieobecność Konrada Bieli właśnie w Kaźmieraku, po bardzo dobrym występie na Słowacji, upatrywano faworyta do zwycięstwa. Jednak to Gabriel Kubit dwukrotnie został najszybszym kierowcą klasy, wygrywając 3 z 4 podjazdów. Sławek, dzielnie walczył o podium z Bartoszem Herbanem i Michałem Tochowiczem, szczególnie w sobotę, kiedy do drugiego miejsca zabrakło mu tylko 0,6 sekundy. Ogólnie jednak nie był to jego weekend – przez liczne uślizgi na zdradliwej trasie nie mógł znaleźć właściwego tempa, uderzając m. in. po drodze w szykanę. Dodatkowo zastosowanie węższych opon chyba nie było dobrym pomysłem na tym etapie rywalizacji, kiedy zgranie kierowcy z autem odgrywa kluczową rolę. Kaźmierak jednak wciąż liczy się w grze – przed decydującymi o losach wicemistrzowskich tytułów wrześniowymi rundami w Korczynie notuje niewielką, ośmiopunktową stratę do drugiego w punktacji Kubita (40) i dwupunktową do Tochowicza.

Pechowo zakończył zmagania Alberto Azzini (A. Lubelski, subaru impreza). W drugim tegorocznym starcie i debiucie w nadmorskim wyścigu nasz zawodnik w zaledwie dwuosobowym składzie klasy A/PL+2.0/4×4 stracił w sobotę do zwycięzcy ponad 16 sekund. Gorzej rezultat Azziniego wyglądał w wynikach rywalizacji grupowej, w której w mocnym autcie z napędem na 4 koła był ostatni w gronie 10 sklasyfikowanych, za hondami civic i renault clio. Próba poprawy wyniku w niedzielnej części zawodów zakończyła się podczas pierwszego podjazdu wyścigowego – hamowanie w szybkim, prawym zakręcie spowodowało uślizg tylnej osi subaru i obrót auta zakończony niebezpiecznym uderzeniem w drzewo drzwiami od strony kierowcy; Alberto wyszedł z opresji bez szwanku.

Sopot nie okazał się szczęśliwym miejscem także dla Jarosława Adamiaka (A. Kielecki, honda civic). Ostatnią szansę na włączenie się do rywalizacji o laury sezonu w klasie E-I-2000 stracił na drugim, sobotnim podjeździe wyścigowym. Po niezbyt udanej pierwszej próbie (5. miejsce na 6 rywalizujących i 3,7-sekundowy dystans do lidera) Jarek chyba za bardzo chciał poprawić wynik: w lewym szybkim zakręcie nie opanował auta po uślizgu, zdemolował zawieszenie o krawężnik, rozbił tabliczkę PO-3, zmuszając sędziów do ucieczki i zakończył próbę między bandą a drzewem. Spore uszkodzenia, brak części do naprawy, a chyba najbardziej wiary w przełamanie złej passy sprawiły, że Adamiak wycofał się z rywalizacji w nadmorskich zawodach.

Łukasz Głowacki