Nagła śmierć lubelskiego naukowca

Środowisko akademickie jest wstrząśnięte wielką tragedią.
Nagły wypadek przerwał życie i karierę wybitnego naukowca związanego z KUL – dr hab. Tomasza Wacha (55 l.).
Do wypadku doszło w święta. Jak ustalił „Nowy Tydzień” naukowiec źle się poczuł w domu, stracił równowagę na schodach i się przewrócił, uderzając głową o schody. Trafił do szpitala, gdzie przeszedł operację usunięcia krwiaka mózgu, ale obrażenia okazały się na tyle poważne, że lekarze nie byli w stanie uratować życia pacjenta. Profesor zmarł 28 grudnia. 4 stycznia w parafii pod wezwaniem św. Agnieszki na Kalinowszczyźnie w Lublinie odbyła się msza żałobna.
Nagła śmierć naukowca poruszyła lubelskie środowisko akademickie. – To był świetny wykładowca, którego zajęć nigdy się opuszczało. Umiał je prowadzić w ciekawy sposób, a do tego tryskał humorem. Był wspaniałym człowiekiem i autorytetem jakich mało – mówi studentka profesora.

Naukowiec był adiunktem w Instytucie Pedagogiki KUL. Zaledwie tydzień przed śmiercią nadano mu tytuł naukowy doktora habilitowanego. Wcześniej obronił dwa doktoraty z dziedziny nauk humanistycznych. Jeszcze wiele miał do osiągnięcia.
Wykładowcę ceniono też jako wybitnego znawcę problemów przestępczości nieletnich, przemocy i uzależnień, dlatego powierzano mu znaczące funkcje. W przeszłości był dwukrotnie pełnomocnikiem wojewody lubelskiego ds. profilaktyki i rozwiązywania problemów alkoholowych. Od 1992 r. pracował też w schronisku dla nieletnich w Dominowie. Był tam wychowawcą, kierownikiem internatu, a potem dyrektorem.
Zmarły profesor zostawił żonę i córkę. LL