Najważniejszy mecz w historii klubu z Wieniawy

Przed meczem z Górnikiem odbyło się pożegnanie Czesława Skrzypca, który zakończył karierę. Pamiątkowy puchar koledze z drużyny wręczył Jerzy Wasilewski, kapitan Lublinianki. Na zdjęciu z lewej strony Tadeusz Kosowski. Za Skrzypcem Andrzej Krawczyk, Zbigniew Wiedeński, Stanisław Cybulski, Marian Pietuchowski oraz Grzegorz Gronowski

2 czerwca 1970 roku zapisał się złotymi zgłoskami w dziejach lubelskiego futbolu i Wojskowego Klubu Sportowego Lublinianka. Dokładnie 50 lat temu o trzecioligowym zespole z Wieniawy usłyszał cały, piłkarski światek. Wszystko za sprawą świetnego występu lublinian w ćwierćfinale Pucharu Polski z broniącym trofeum Górnikiem Zabrze, który zaledwie miesiąc wcześniej rywalizował na Praterstadion w Wiedniu z Manchester City w finale Pucharu Zdobywców Pucharów! Drużyna trenera Waldemara Bielaka odniosła w spotkaniu z ekipą naszpikowaną wieloma znakomitymi reprezentantami Polski remis 1:1, a przy odrobinie szczęścia mogła pokusić się nawet o sensacyjną wygraną. Gości od porażki uratował gol zdobyty dopiero w 87. minucie przez Włodzimierza Lubańskiego, legendę polskiej piłki nożnej.

Trzecioligowa Lublinianka była rewelacją pucharowych zmagań w sezonie 1969/70. Po wygraniu rywalizacji w okręgu lubelskim (w finale pokonała Avię Świdnik) zespół przystąpił do gry na szczeblu centralnym.

W 1. rundzie, po golu Janusza Przybyły, ekipa z Lublina pokonała Unię Tarnów 1:0. W kolejnej uporała się z czołową drużyną ekstraklasy (na koniec sezonu 6. miejsce) Gwardią Warszawa, także wygrywając jedną bramką, a gola dającego awans w 81. minucie zdobył Stanisław Cybulski.

W 3. rundzie „wojskowi” rozprawili się z Olimpią Poznań (4:1), meldując się tym samym w ćwierćfinale Pucharu Polski! Tutaj czekali na nich już obrońcy trofeum, piłkarze Górnika Zabrze, którzy świetnie radzili sobie w europejskich pucharach. Po wyeliminowaniu kolejno: greckiego Olympiakosu SFP (2:2 i 0:5), szkockiego Glasgow Rangers (3:1 i 3:1), bułgarskiego Lewski Spartak Sofia (3:2 i 1:2) i włoskiej AS Roma (aż po trzech zremisowanych spotkaniach i szczęśliwym losowaniu) osiągnęli historyczny sukces, jako pierwszy w historii polski zespół awansując do finału Pucharu Zdobywców Pucharów!

Miesiąc i trzy dni po meczu z Manchesterem City, rozegranym na Praterstadion w Wiedniu, i przegranym 1:3, Włodzimierzowi Lubańskiemu i spółce przyszło zagrać na Wieniawie z trzecioligową Lublinianką!

Górnik do Lublina przyjechał dzień przed meczem, w poniedziałek (1 czerwca) prosto z Warszawy, gdzie 31 maja w mającym ogromne znaczenie dla losów walki o tytuł spotkaniu przegrał 1:2 z Legią (zespół ze stolicy na 4. kolejki przed końcem uzyskał pięć punktów przewagi nad Górnikiem, której już nie roztrwonił).

Po obiedzie i krótkim odpoczynku w hotelu Lublinianka piłkarze z Zabrza odbyli po południu na stadionie na Wieniawie lekki trening. Wieczorem wybrali się jeszcze do kina. We wtorek przed południem zwiedzili także miasto.

Już przed meczem było wiadomo ze względu na kontuzje w zespole Górnika zabraknie Stanisława Oślizły, Jerzego Gorgonia i Stefana Florenskiego, którzy po meczu w Warszawie od razu wrócili do Zabrza. Trenerzy mieli do dyspozycji 15 piłkarzy. Nikt nie miał wątpliwości, kto jest faworytem pucharowej potyczki. Przed spotkaniem Waldemar Bielak, szkoleniowiec Lublinianki, mówił, że Górnik „to przeszkoda nie do pokonania, łatwo jednak nie przegramy i tanio skóry nie sprzedamy” – zapowiadał.

Spotkanie wzbudziło ogromne zainteresowanie. Każdy chciał zobaczyć jeden z czołowych zespołów nie tylko w Polsce, ale i na Starym Kontynencie.

2 czerwca stadion na Wieniawie wypełnił nadkomplet publiczności, ponad 30 tysięcy kibiców! Zasiedli nie tylko na trybunach, kilka tysięcy oglądało mecz siedząc i stojąc na bieżni, a kilkaset wdrapując się na okoliczne drzewa!

Spotkanie dostarczyło kibicom nie lada emocji. Wojskowi grali jak z nut, z niesłychaną ambicją, werwą i animuszem.

„Taktyka na mecz, która okazała się skuteczna i przyniosła powodzenie? Każdy krył krótko i agresywnie (jak w koszykówce). Lubańskiego pilnował Rychcik, Banasia Jermakowicz” – relacjonował przebieg spotkania na drugi dzień na swoich łamach „Kurier Lubelski”.

Od samego początku mecz prowadzony był w szalonym tempie. Lublinianie nie speszyli się tym, że do Koziego Grodu przyjechał „Wielki Górnik” i raz po raz sunęli atakami na bramkę gości.

Z niesłychaną pasją – jak pisał „Kurier” – szarżował świetnie grający Marian Pietuchowski. Dobrze strzelał i ładnie centrował piłkę do środka.

Nie tylko on zresztą wygrywał często pojedynki z piłkarzami Górnika. Udawało się to obrońcom Lublinianki oraz Stanisławowi Cybulskiemu i Grzegorz Gronowskiemu.

Górnik atakował raczej sporadycznie, ale niebezpiecznie. Silnie strzelali Zygfryd Szołtysik, Rainer Kuchta i Jan Banaś, po którego uderzeniu piłka otarła się o słupek i wyszła na aut bramkowy.

W 40. minucie stadion oszalał z radości. Po rzucie rożnym do piłki dopadł Janusz Przybyła i niezbyt silnie strzelił na bramkę. Mimo rozpaczliwej obrony Huberta Kostki futbolówka ugrzęzła w siatce!

Po przewie górnicy zabrali się ostro do pracy. Szybkimi rajdami kolegów do walki próbował nakłonić Alfred Olek. Goście atakowali, ale Lublinianka dzielnie broniła się.

Im bliżej końca, tym przewaga Górnika rosła coraz bardziej. Wyczerpani fizycznie „wojskowi” już tylko bronili dostępu do swojej bramki.

Gdy wydawało się, że lublinainie dowiozą sensacyjną wygraną do końca, Górnik w 87. minucie wyrównał. Dwóch zawodników gospodarzy z powodu kontuzji znajdowało się poza boiskiem. Szczególnie dotkliwy był brak Andrzeja Krawczaka, którego nieobecność wykorzystał mający więcej swobody Włodzimierz Lubański.

Szkoda, że wcześniej Jerzy Wasilewski, kapitan Lublinianki nie zasygnalizował sędziemu zmiany zawodnika. Po stracie bramki za Krawczaka wszedł Stanisław Iwanek, ale ta zmiana była już spóźniona.

Po meczu, już w Klubie Olimpijczyka, gdzie odbyło się spotkanie z piłkarzami Górnika, trener Mieczysław Matyas kompletował naszą drużynę.

– Jestem bardzo mile zaskoczony postawą Lublinianki. Sądziłem, że to będzie raczej jednostronna gra, tymczasem Lublinianka zademonstrowała całkiem dobry poziom. Nie wiem czy tak zawsze gra, ale w meczu z Górnikiem zademonstrowała nowoczesną piłkę nożną. Wasi piłkarze bronili się bardzo mądrze, nie wybijali piłki byle gdzie i atakowali z głębi pola w sposób prawidłowy. Sądziłem też, że Lublinianka rozpocznie grę wyraźnie speszona, a jednak wcale tak nie było. Mnie najbardziej podobali się trzej zawodnicy: Cybulski, Gronowski i Pietuchowski – mówił Matyas.

Ciepłe słowa pod adresem gospodarzy popłynęły też od obecnego na spotkaniu szkoleniowca reprezentacji młodzieżowej Kazimierza Górskiego, który w 1963 roku pracował na Wieniawie i wywalczył z Lublinianką awans do II ligi.

Zdaniem Górskiego w zespole gospodarzy najlepiej wypadli Janusz Przybyła i Grzegorz Gronowski.

– Ponadto – dodał Górski – cały zespół był wyrównany, bez słabych punktów. Warto się tą drużyną bliżej zaopiekować, trzymać ją w tym samym składzie, bo na pewno ma szanse awansu do II ligi. (od red. ten zespół wywalczył dwa lata później, w 1972 roku).

Na zakończenie spotkania trener Matyas dodał, że chętnie w kolejnym roku widziałby Lubliniankę w meczu pucharowym z Górnikiem. Ktoś z sali dorzucił: Ale w meczu finałowym!

Rewanż rozegrany dwa dni później w Zabrzu był już formalnością dla Górnika.

Gospodarze mimo, że wystąpili w meczu bez Lubańskiego i Oślizły od początku posiadali zdecydowaną przewagę. Wygrali 5:2, prowadząc do przerwy 4:0 po golach Banasia w 7. i 29. minucie z rzutu karnego, samobóju Janusza Rychcika w 26. minucie i trafieniu Zygfryda Szołtysika tuż przed przerwą.

Na początku drugiej połowy na 5:0 podwyższył Jan Szewczuk. Lublinianka, której piłkarze po raz pierwszy w historii grali przy świetle jupiterów, odpowiedzieli z kolei trafieniami Pietuchowskiego (61) i Przybyły (67).

Górnik awansował do półfinału Pucharu Polski, w którym rozprawił się z Zagłębiem Sosnowiec (2:0 i 0:1). Zespół z Zabrza obronił następnie trofeum, wygrywając rozegrany 5 sierpnia 1970 roku na Stadionie Śląskim finał z Ruchem Chorzów 3:1.

W kolejnym wydaniu „Nowego Tygodnia” zamieścimy rozmowę ze Stanisławem Cybulskim, czołowym piłkarzem Lublinianki na przełomie lat 60-tych i 70-tych, jednym z bohaterów pucharowej potyczki z Górnikiem Zabrze, a także równie interesującego starcia w 1/8 finału Pucharu Polski w sezonie 1972/73 z Legią Warszawa, które rozpoczęło się 11 kwietnia 1973 w Lublinie, a zakończyło… siedem dni później w Radomiu. MAG