Napoił, nie pytając o zgodę

Zwykłe, ogólnodostępne suplementy czy groźna dla małoletnich substancja? Co podał do picia nastoletnim zapaśniczkom ich trener i dlaczego dziewczynki pochorowały się do tego stopnia, że jedna z nich trafiła do szpitala? Sprawę próbuje rozstrzygnąć sąd.

W piątek (10 stycznia) Sąd Rejonowy w Chełmie miał po raz kolejny rozpatrywać sprawę Andrzeja G., trenera chełmskich zapaśniczek. Prokuratura oskarżyła mężczyznę o to, że 4 listopada 2016 roku, podczas zgrupowania sekcji zapaśniczej przed zawodami sportowymi, będąc zobowiązanym do sprawowania opieki nad małoletnimi K.P. i K.K. (11 i 12 lat), naraził je na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w ten sposób, że bez zgody i wiedzy opiekunów małoletnich wsypał bliżej nieustaloną sproszkowaną substancję do napoju jabłkowego, po czym polecił im jego wypicie.

W efekcie starsza dziewczynka doznała zawrotów głowy i zasłabła, a 11-latkę rozbolał brzuch i dostała ostrej biegunki, przez co trafiła do szpitala.

Śledczym nie udało się jednoznacznie stwierdzić, jaki był skład substancji podanej małoletnim zapaśniczkom. Mimo to G. został oskarżony o przestępstwo z art. 160 par. 2 kodeksu karnego, za co grozi od 3 miesięcy do nawet 5 lat pozbawienia wolności. Dotychczas w sprawie odbyło się 10 rozpraw.

Przesłuchane zostały zarówno pokrzywdzone, jak i inne młode zapaśniczki, przebywające pod opieką trenera, a także ich rodzice. Z tego, co udało nam się ustalić, nastolatki stoją murem za oskarżonym, twierdząc, że mężczyzna nigdy nie podałby im żadnych niebezpiecznych substancji, a jedynie ogólnodostępne suplementy na wzmocnienie i preparaty nawadniające. (pc)