Nasz kapłan w Abchazji

ks. Jerzy Piluś

– Dlaczego wróciłem na Kaukaz? Bo tu łatwo się przyjeżdża, ale ciężko to miejsce porzucić… – opowiada ks. Jerzy Piluś, absolwent filozofii i teologii w Wyższym Seminarium Teologicznym w Lublinie, w latach 2006-2011 i znów od 2016 r. proboszcz parafii rzymskokatolickiej pw. Szymona Apostoła z Kany w Suchum, stolicy suwerennej Abchazji.


Abchazja to małe, liczące zaledwie 240 tys. mieszkańców państwo, które na początku lat 90-tych, w trakcie rozpadu Związku Sowieckiego, ogłosiło niepodległość, uznawaną jednak jedynie przez kilka państw świata. W kraju wciąż widać zniszczenia będące wynikiem wojny z większym zaborczym sąsiadem, Gruzją, choć od jej zakończenia minęło już blisko ćwierć wieku.

Jednocześnie jednak w okresie tym państewko poddane było wyniszczającej blokadzie ekonomicznej, przez co wygląda nieco jak zatrzymane w czasie w końcówce epoki sowieckiej. A przecież był czas, gdy czarnomorskie kurorty, takie jak Suchum – przyciągały tysiące turystów, także z Polski. Dziś jednak ubóstwo i trudne warunki życia są głównymi problemami, którymi musi zajmować się także polski kapłan.

– Jestem tutaj, żeby zagwarantować opiekę duszpasterską dla tych ludzi, którzy są katolikami, choć to mała, obecnie zaledwie 40-osobowa wspólnota. Jednocześnie też pracuję tu, bo Kościół katolicki zawsze chce dawać jakieś znaki tego, że los ludzi biednych nie jest nam obojętny – opowiada zawsze pogodny, łagodnie uśmiechnięty ks. Jerzy Piluś. Jego wspólnota prowadzi akcję pomocy, organizuje obiady dla ponad 30 ubogich rodzin, a także półkolonie dla miejscowych dzieci.

– Nie zamykamy się na nikogo. Ludzie różnych wyznań przychodzą do nas po prostu porozmawiać, znaleźć zrozumienie i poczucie bycia potrzebnym – mówi ks. Jerzy. Po małym, ale bardzo czystym i zadbanym kościółku krzątają się starsze panie, korzystające z pomocy bardzo przejętych dzieci.

Polski duch nad Kaukazem

Znaczna część pozostałej w Abchazji grupki katolików ma polskie korzenie, do których z wielką dumą się przyznaje. To nie tylko potomkowie zesłańców, ale i polskich żołnierzy w carskiej służbie, walczących jeszcze w XIX wieku na Kaukazie. Rodziny przechowują nieliczne ocalałe pamiątki, listy, zdjęcia. Niektórzy byli w Polsce szukać śladów rodzinnych, większości jednak uniemożliwiła to wojna i długotrwała izolacja kraju.

Na szczęście drogę na Kaukaz odnajdują… polscy wolontariusze, także z Lubelszczyzny, docierający do parafii św. Szymona zwłaszcza wiosną i latem, pomagając w niesieniu pomocy i chłonąc niepowtarzalną atmosferę tego jedynego miejsca na świecie. Być może w przyszłości uda się choć trochę rozszerzyć tak potrzebą akcję charytatywną. Swoje zaangażowanie obiecuje także odradzające się właśnie Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Abchaskiej. Polski duch zawsze unosił się wśród majestatycznych szczytów Kaukazu, traktowany przez miejscowych z szacunkiem i poważaniem, tak jak dziś dzieło lubelsko-zamojskiego księdza w dalekim, a tak przecież bliskim Suchumie.

TAK