Nerwy wokół kostnicy

Po tym jak gminni urzędnicy z Woli Uhruskiej dali zielone światło dla kostnicy w Bytyniu, do naszej redakcji dochodzą głosy o rzekomych nieprawidłowościach przy procesie wydawania zgody na tę inwestycję. Dowiadujemy się np., że nie wszystkich poinformowano o wciągnięciu ich posesji do strefy ochronnej, choć okazuje się, że taka w ogóle nie została wyznaczona.

– Kostnica jest gotowa od kilku miesięcy i ma niekorzystny wpływ na sąsiednie nieruchomości – twierdzą mieszkańcy Bytynia, których domostwa przylegają do posesji właściciela firmy pogrzebowej z Bytynia (gm. Wola Uhruska). Do naszej redakcji dotarł list podpisany przez kilkanaście osób, z którego wynika, że władze gminy wyznaczyły strefę ochronno-sanitarną o promieniu 100 metrów od obiektu, przy czym części mieszkańców nią objętych nawet o tym nie poinformowano. Nic też nie powiedziano o ograniczeniach prawnych i o tym, że okoliczne działki stracą na wartości. „Takie inwestycje powinno się lokować przy cmentarzach czy szpitalach, a nie w gęstej zabudowie jednorodzinnej niszcząc życie nam i przyszłym pokoleniom” – czytamy w liście.

Decyzja o warunkach zabudowy dla kostnicy w Bytyniu wkrótce ma zostać wydana dla inwestora. – Dotarło do nas pismo przeciwników tej inwestycji – mówi wójt Jan Łukasik. – Otrzymali oni już odpowiedź, w której wyjaśniamy, że według nas nie ma przeciwskazań, by takiego dokumentu nie wydać. Oczywiście tym państwu przysługuje złożenie skargi do Samorządowego Kolegium Odwołowaczego i zapewne z tej możliwości skorzystają. Jednocześnie muszę wyjaśnić, że żadnej strefy ochronnej wokół tej kostnicy nie ma.

To, co niektórzy mieszkańcy wzięli za ten obszar, było jedynie kółkiem narysowanym na mapie, które miało zobrazować inwestorowi, że w tym promieniu znajdują się zabudowania mieszkalne, gdyż on sam wcześniej twierdził, że takich w promieniu 100 metrów nie ma. Przy tej sprawie poszliśmy nawet krok dalej z informowaniem mieszkańców nie tylko tych bezpośrednio przylegających do posesji przedsiębiorcy, ale zawiadomiliśmy o jego planach dalszych sąsiadów, choć takiego obowiązku nie mieliśmy – tłumaczy Łukasik. (bm)