Nie ma chętnych do komisji

Jeśli nie dojdzie do zmiany przepisów, wybory prezydenckie mają odbyć się 10 maja. Przeważają opinie, że to nierealne, chociażby ze względu na powszechny problem ze skompletowaniem obwodowych komisji wyborczych. Przykład? We Włodawie i powiecie włodawskim zgłoszono tylko ok. 30% wymaganej liczby osób.

Jeszcze dwa miesiące temu wydawało się, że we wszystkich gminach trzeba będzie przeprowadzić losowanie kandydatów do komisji, bo tylu będzie chętnych. Wszak 350 zł na rękę (a nawet 500 zł w przypadku przewodniczącego) piechotą nie chodzi. Gdyby była druga tura, to ta suma podwoiłaby się. Gra warta świeczki, zwłaszcza że podczas wyborów prezydenckich jest zdecydowanie mniej pracy niż podczas wyborów parlamentarnych czy tym bardziej samorządowych. Bo jest mniej kandydatów.

Pandemia koronawirusa zmieniła jednak wszystko. Okazało się szybko, że nie ma takich pieniędzy, które rekompensowałyby narażanie zdrowia i życia. Gremialnie do komisji wyborczych idą w powiecie włodawskim tylko członkowie PiS. W mieście Włodawa na 67 miejsc w 7 komisjach obwodowych brakuje 46 osób. W gminach wiejskich powiatu jest proporcjonalnie jeszcze gorzej. Ludzie nie tylko obawiają się wirusa, ale także zupełnie się już pogubili czy i kiedy będą wybory oraz w jakim trybie.

Do piątku, 17 kwietnia do południa można było dodatkowo zgłaszać chętnych. Zbyt wielu nie przybyło. Jeśli nie będzie minimalnej liczby 6 członków komisji, to wtedy uzupełni ją komisarz wyborczy.

Może to wszystko być jednak bezcelowe – parlament może przegłosować wybory wyłącznie korespondencyjne. Te zaś zakładają brak komisji obwodowych, a tylko jedną kilkuosobową komisję gminną. Ta komisja będzie się składać z osób wskazanych przez pełnomocników wyborczych spośród tych, których zgłoszono do teraz powstających komisji obwodowych. Wiele wskazuje też na to, że nawet termin samych wyborów ulegnie zmianie i odbędą się one tydzień później – w niedzielę 17 maja. A wszystko po to, by zdążyć przygotować wybory korespondencyjne. (gd)