Nie oddamy naszej klasy

Konflikt w SP nr 5. Rodzice dzieci z klasy VIa protestują przeciwko planom jej rozwiązania i przeniesienia uczniów do czterech innych, równoległych klas. – W tej klasie są wyłącznie dzieci, które z obowiązku poszły do szkoły w wieku sześciu lat. Dyrektor wówczas zapewniła nas, że ten oddział będzie funkcjonować aż do zakończenia nauki w szkole – mówią zdenerwowani rodzice, którzy o pomoc zwrócili się nie tylko do władz miasta, ale nawet europosłanki i wicepremiera.

O tym, że dyrektor SP nr 5 Ewa Jakubowicz-Machajska zamierza po wakacjach zlikwidować obecną klasę VIa, a uczące się w niej dzieci rozdzielić po innych klasach, rodzice uczniów dowiedzieli się pocztą pantoflową.

– Zaniepokojeni tymi pogłoskami oficjalnie zapytaliśmy panią dyrektor czy to prawda. Dostaliśmy odpowiedź, że w nowym roku szkolnym 2020/2021 zamiast pięciu siódmych klas będą cztery. Jesteśmy tym rozczarowani i nie wyobrażamy sobie, by po sześciu latach nasze dzieci musiały zostać rozparcelowane po innych klasach i przeżywać stres czy zostaną zaakceptowane przez nowych kolegów – mówi mama jednego z uczniów.

Rodzice przypominają, że nie tak umawiali się z dyrektor Jakubowicz-Machajską, zapisując dzieci do szkoły. Klasa VIa w SP nr 5 liczy zaledwie 15 uczniów. Wszystkie uczące się w niej dzieci poszły do szkoły w wieku sześciu lat, bo tak wówczas stanowiło prawo. – Wtedy to pani dyrektor zapewniła nas, że ta klasa dotrwa do zakończenia nauki w szkole. To był również jeden z argumentów, dla którego zapisałam dziecko do „Piątki”, bo jesteśmy spoza obwodu. W innych szkołach powstawały klasy mieszane z 6-latkami i 7-latkami. Dziś dyrektor zmienia zdanie. To jest niesprawiedliwe potraktowanie naszych dzieci – mówi mama jednego z uczniów.

Rodzice są zdeterminowani. – Poruszymy niebo i ziemię, żeby ta klasa nadal funkcjonowała – zapowiadają. – Skoro kilka miesięcy temu rodzice dzieci obronili Szkołę Podstawową nr 2 przed likwidacją, to mam nadzieję, że i my damy radę. O pomoc poprosiliśmy prezydenta Jakuba Banaszka, wiceprezydent Dorotę Cieślik, europosłankę Beatę Mazurek, posłankę Annę Dąbrowską-Banaszek, a nawet wicepremiera Jacka Sasina, posła z chełmskiego okręgu. Petycję, podpisaną przez wszystkich rodziców, wysłaliśmy też do Kuratorium Oświaty w Lublinie Delegatury w Chełmie.

Dyrektor Jakubowicz-Machajska podkreśla, że w Szkole Podstawowej nr 5 funkcjonuje aż pięć oddziałów klas szóstych, do których uczęszcza w sumie 105 uczniów. Cztery pozostałe liczą 22-23 dzieci. Klasa VIa jest najmniejsza. – Dwadzieścia sześć osób w klasie daje możliwość podziału na grupy językowe i wyboru drugiego języka obcego przez uczniów, co przy mniejszej liczebności nie jest możliwe. Bon oświatowy, jaki obowiązuje od obecnego roku szkolnego, określa standardy, w których ta klasa niestety się nie mieści. Względy finansowe mają również znaczenie – argumentuje Jakubowicz-Machajska.

Dyrektor „Piątki” przyznaje, że zapewniała rodziców, iż klasa przetrwa do zakończenia nauki w szkole, ale przypomina jednocześnie, że gdy dzieci szły do pierwszej klasy, funkcjonowały sześcioletnie szkoły podstawowe, a nie ośmioletnie. – Dzieci bardzo szybko adaptują się do zmian. Zapewniam rodziców, że zrobimy wszystko, by to przejście dzieci do innych klas było bardzo łagodne. Zaopiekujemy się nimi najlepiej jak potrafimy. Zapewnimy im pomoc psychologa, pedagoga szkolnego i całej kadry. Nikt nie zazna krzywdy – twierdzi dyrektor Jakubowicz-Machajska.

Rodzice zdania nie zmieniają. Swoje argumenty przedstawili w petycji do władz miasta i parlamentarzystów. Napisali w niej m.in.: „…pani dyrektor nie kieruje się dobrem naszych dzieci. Po cichu, kuchennymi drzwiami, chce zlikwidować klasę, nie prowadząc żadnych rozmów ani konsultacji z rodzicami. Gdyby nie przypadek, my, rodzice, nie dowiedzielibyśmy się o takim zamiarze…”.

Dyrektor Jakubowicz-Machajska odpiera jednak te zarzuty. – Z minuty na minutę znaleźliśmy się wszyscy w sytuacji, która sprawiła, że organizacja jakiegokolwiek spotkania była niemożliwa, bo szkoła normalnie nie funkcjonowała. Nie mamy też wpływu na politykę państwa. Zapewniam, że stworzymy dla tych dzieci jak najlepsze warunki do nauki i pobytu w szkole – mówi.

Rodzice z kolei uważają, że przejście do innych klas siódmych, w których uczą się dzieci o rok starsze, może mieć traumatyczny wpływ na rozwój emocjonalny ich pociech i negatywnie odbić się na wynikach w nauce. – Zbyt dużo negatywnych czynników wiąże się z połączeniem klas, przede wszystkim dla naszych dzieci, które wśród rówieśników mogą spotkać się z krytyką i odrzuceniem, czego skutkiem będą problemy emocjonalne i adaptacyjne. Dodatkowo w trosce o nasze dzieci, które zdążyły się już ze sobą zżyć, zaprzyjaźnić, nauczyć siebie i współpracować ze sobą, uważamy, że rozwiązanie tej klasy, w momencie gdy dochodzą nowe przedmioty i będzie więcej materiału, może okazać się dla dzieci bardzo krzywdzące i odbić się negatywnie na ich psychice oraz wynikach nauczania. Uważamy, że nasze dzieci od samego początku są poszkodowane przez system, a rozbicie w tym momencie klasy, na dwa ostatnie lata, może źle wpłynąć na każde dziecko. Nie naszą winą jest, że dzieci zostały zmuszone do rozpoczęcia nauki rok wcześniej – podkreślają rodzice.

Ewa Jakubowicz-Machajska zapewnia rodziców, że dzieci trafią do innych klas na pewno nie na zasadzie przypadku. – Jeśli Wojtuś i Kubuś, bądź Zosia i Kasia, siedzą w jednej ławce i przyjaźnią się, to na pewno ich nie rozdzielimy – podkreśla dyrektor „Piątki”.

– Nam zależy, by dzieci dalej funkcjonowały w swojej klasie, bo tak umawialiśmy się z panią dyrektor. Czekamy na spotkanie i reakcję władz miasta. Sprawy nie odpuścimy! – zapowiadają rodzice. (s)