(Nie)kulturalne maliny

Kiedy politycy się na czymś nie znają i czymś nie interesują, zaczynają to reformować. Poprzednia ekipa rządząca Lubelszczyzną w ten sposób wyżywała się na służbie zdrowia, obecnej podsuwa się podobnie dziwne  pomysły związane z kulturą. Na szczęście marszałek Jarosław Stawiarski ma za dużo zdrowego rozsądku, by projekty takie realizować.

Takim pomysłem wydaje się koncepcja zgłoszona przez wiceprzewodniczącego sejmiku – Zdzisława Podkańskiego (PiS, lider kanapowego Stronnictwa „Piast”) połączenia Filharmonii Lubelskiej i Teatru Muzycznego w Lublinie.

Pomysł fuzji nie jest nowy i wielokrotnie był odrzucany jako z gruntu absurdalny ze względu na specyfikę obu jednostek. W końcu i grabarz, i ogrodnik grzebią się w ziemi, niemniej i cel, i metody pozostają zasadniczo odmienne… Przeciw połączeniu zawsze konsekwentnie były obie załogi, w tym głównie filharmoniczna „Solidarność”. Przede wszystkim zaś ku zjednoczeniu nie ma żadnych merytorycznych powodów, może poza oszczędzaniem marszałkom zawracania głowy przez jednostki, dopominające się o finansowanie zapewniające choć jako takie funkcjonowanie.

Likwidacja przez jedność ma jednak swoich zwolenników – oprócz Podkańskiego ma do nich należeć także nowa wicedyrektor FL, Zuzanna Dziedzic. Pierwsze narady w sprawie połączenia FL i TM, z udziałem kierowników obu instytucji i marszałka województwa, już miały się odbyć, jednak sami zainteresowani nie wyrażają entuzjazmu. – Jesteśmy konsekwentnie przeciw! – podkreśla Dariusz Dąbrowski, przewodniczący filharmonicznej „Solidarności”.

Na szczęście marszałek Jarosław Stawiarski nie daje się wpuścić w (nie)kulturalne maliny i póki co twierdzi, że w sprawie fuzji „nie ma tematu na ten moment”. Melomani i pracownicy Teatru oraz Filharmonii pytają jednak: a co, jeśli „ten moment” się skończy? TAK