NIK krytykuje LUW

Lubelski Urząd Wojewódzki w latach 2017-19 owszem, zwiększył nadzór nad stanowieniem prawa miejscowego, ale ilość nie szła w parze z jakością – wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli.


Ostatnie lata przyniosły znaczny wzrost aktywności administracji rządowej w terenie, w tym także w zakresie nadzoru nad stanowieniem prawa lokalnego przez samorządy. Nie był to jednak jedynie wynik wzmożonej pracowitości wojewodów i ich urzędników, ale po pierwsze element planu politycznego PiS, który programowo dąży do centralizacji i zmniejszenia roli samorządów, a po drugie, np. na Lubelszczyźnie, mieliśmy do czynienia z nadzwyczajną aktywnością medialną poprzedniego wojewody, Przemysława Czarnka. Wojewoda, wchodząc w kolejne spory czy to z poprzednim Zarządem Województwa, czy z prezydentem Lublina, budował, jak się później okazało, bardzo skutecznie, własną popularność wśród elektoratu PiS, która przełożyła się na doskonały wynik w wyborach do sejmu. Zdaniem NIK wszystko to jednak niewiele miało wspólnego z właściwie realizowanym nadzorem prawnym.

Rozgrywki rządu z samorządami

Cały zresztą tryb nadzoru to skutek niedokończonej, a następnie w wielu aspektach cofniętej reformy samorządowej, w ramach której teoretycznie tylko na chwilę zachowano dwoistość administracji, z jednej strony tej podległej wojewodom albo wprost urzędom centralnym z drugiej samorządowym województwom, powiatom i gminom/miastom. Niestety, prowizorki zawsze w Polsce okazują się najtrwalsze, a w polskim prawie zabrakło nawet dostatecznie jasnych kryteriów kwalifikujących dane uchwały rad i sejmików do kategorii stanowienia prawa miejscowego. Tzn. definicja taka oczywiście istnieje ale i tak w rzeczywistości to wojewodowie sami sobie wybierają, co też mają ochotę uchylić, a potem to już niech sądy administracyjne się martwią. Zamienia to politykę lokalną w jakiś dziwaczny ping-pong no i samo prawodawstwo czyni polityką, a to nigdy nie wpływa dobrze na jakość stanowionego prawa…

Najważniejszy efekt propagandowy?

Oczywiście, samorządy też nie były w tym zakresie bez winy, np. przesyłając do Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego uchwały w… innym brzmieniu niż faktycznie uchwalono. Z kolei wojewoda Czarnek miał to do siebie, że lubił hucznie ogłosić wszczęcie jakiegoś postępowania nadzorczego, a potem się już nim nie interesował, w związku z czym albo nie było ono ostatecznie rozstrzygnięte, albo nie publikowano jego rozstrzygnięcia (co jest obowiązkiem ustawowym ciążącym na wojewodach), albo wreszcie pozwalał, by rady same korygowały błędny stan prawny, który jednak przez ileś miesięcy obowiązywał, co również w prawie jest uznawane za niedopuszczalne (wojewoda zaś każdorazowo mógł kwestionowany akt prawny wstrzymywać).

Generalnie, LUW brał na siebie za dużo. W efekcie postępowania nadzorcze prowadził niedbale, a efekt propagandowy wszystkich tych widowisk okazywał się być ważniejszy od praworządności, jak wynika z wystąpienia pokontrolnego NIK. TA