„Nora” po lubelsku

Scena ze spektaklu „Nora”, który po premierowym przedstawieniu 19 marca, wróci na deski Teatru Osterwy 24-27 czerwca

Ta premiera ledwo zdążyła się odbyć 19 marca 2021. Trzy godziny po niej wszedł w życie wiosenny lockdown w kulturze. Lubelska „Nora” (na podst. sztuki Henrika Ibsena) zaskoczyła wszystkich rolą tytułową i interpretacją reżysera, a także manifestem reżysera i części aktorów, którzy po spektaklu wyszli na scenę z czarnymi plakatami z czerwoną błyskawicą w geście solidarności z protestami Strajku Kobiet. – Teatr jest domem widza – tłumaczył dyplomatycznie po spektaklu dyrektor Teatru im. J. Osterwy Redbad Klynstra-Komarnicki.

Eleonora Helmer jest piękną, zjawiskową kobietą. Znudzona nieco pani domu prowadzi typowo mieszczańskie życie. Jej mąż Torvald objął właśnie intratną posadę dyrektora banku i jest przeciwny pracy zarobkowej żony. Chce uzależnić ją od siebie? Nora musi czymś żyć, wydaje dużo pieniędzy na rzeczy zbędne. Jednak mąż toleruje tę rozrzutność swej „wiewióreczki”. I trudno uznać, że jest to przejaw miłości. Nie widzi, że zakupoholizm załatwia jej jakiś problem.

Eleonora u boku takiego mężczyzny zajmuje się wyłącznie domem. Pozornie tylko wydaje się szczęśliwa. To maska pogodzenia się z losem oczekiwana ze strony otoczenia, zwłaszcza przez przyjaciół domu. Ci wzmacniają ów konformizm Nory. Wymaga tego obyczajowość, stereotypy rodzinne i społeczne mieszczan przełomu XIX i XX wieku.

Nora nie godzi się z wyznaczoną rolą. Jej ekspresyjne zachowanie, frywolne pozy w rozmowach, jej zalotność pokazują, że „kura domowa” czuje się kobietą niespełnioną. Mąż jest właściwie tylko dostarczycielem pieniędzy, nie próbuje rozumieć skomplikowanej natury swej żony. Na tym tle dochodzi do scysji, później do awantur. Potulna dotąd kobieta reaguje erupcją gniewu. Wówczas słyszymy znaną skądinąd eksklamację: „Wypier….”!

Prawdziwy stan jej ducha w sztuce oddaje taniec. Nora pokazuje go domownikom w ramach próby przed świąteczną imprezą u sąsiadów. Ten taniec, w sztuce Ibsena pełniący rolę ornamentu, dla lubelskiej Nory stał się nośnikiem buntu, emanacją jej potrzeb. Oglądamy wyzwolony, bachancki, wręcz dziki pląs, który odkrywa jej intymność i jakąś pierwotną energię. Fasada wzorowej pani domu legła tu w gruzach.

Smutek i przygnębienie

Taką aurę niesie sztuka Ibsena. Wzmaga to oszczędna, ascetyczna scenografia. Jakiś sygnał, metafora? Pewnie tak widzi swoje życie niewiasta w kręgu rodziny, która nie była jej marzeniem. Eleonora siedząca w kucki w ciasnym narożniku swego salonu przyprawia widza o współczucie. Jest kobietą nieszczęśliwą, wtłoczoną w ramy, które uwierają. Tkwi w domowej matni.

Niepowodzenie Nory w rolach matki, żony etc., których nie akceptuje, wzmaga ponura intryga. Polega na zadłużeniu pożyczką, jaką kobieta zaciągnęła przed laty u przyjaciela domu. Pokaźna kwota pieniędzy pozwoliła Torvaldowi wyjść z tarapatów. Jednak owo poświęcenie się jej dla ukochanego męża skutkuje teraz kaskadą napięć w życiu rodziny. Nora rozładowuje ten stan kokieterią wobec dawnych kumpli Tornvalda, bynajmniej nie szukając wrażeń. Jednak w jej zachowaniu przebija ukryte pragnienie wolności.

Nora niezbyt długo potrafi maskować fakt bycia „lalką w swym domu”. Konsekwencje zadłużenia sprzed lat zdołała jakoś zażegnać, teraz zmaga się z presją własnych potrzeb. Jej wewnętrzny konflikt zmierza do erupcji, kobieta jest bliska obłędu. Bez zbędnych więc tłumaczeń pakuje walizkę i odchodzi z rodzinnego domu. Czyni to podczas świąt Bożego Narodzenia – wówczas odgrywa się akcja sztuki. „Nora, jak możesz mi to uczynić? Jesteś żoną i matką!” – błagał przed rozstaniem Torvald. „Przede wszystkim jestem człowiekiem” – rzekła kobieta odchodząc.

Ale to nie wszystko. W Lublinie Nora odchodzi mając na ustach głośne: „Wypier….!” I to słowo-symbol unosi się nad inscenizacją. Po spektaklu zostaje osobliwie zwizualizowane.

„Postscriptum” tej sztuki

Nastąpił długotrwały aplauz widowni – pierwsza „recenzja” przedstawienia. Cóż, zawsze można tłumaczyć, iż tylko w połowie – druga była pusta z przyczyn epidemicznych. Wraz z owacją publiczności na scenie zjawili się wykonawcy oraz realizatorzy spektaklu.

Spontanicznie wyszedł dziękować im dyrektor „Osterwy”. Redbad Klynstra-Komarnicki musiał być mocno zaskoczony ściskając dłonie, w których widniały… czarne plakaty z czerwoną błyskawicą. Symbolika jesiennych akcji Strajku Kobiet na scenie? W ten sposób pięcioro warszawskich autorów inscenizacji, w tym reżyser, przybiło własny „stempel” na swe dzieło. Lubelscy aktorzy nie dali namówić się na udział w tym happeningu.

– Teatr jest domem widza. Gdy ktoś czuje, że jedynym miejscem jego ekspresji jest ulica, to tym bardziej musimy otwierać się i zapraszać tematy do środka – brzmiały słowa dyrektora. Spokojne przełknął sporą konsternację i nie odniósł się do incydentu bezpośrednio. Przypomniał, że teatr musi podnosić kwestie ważne społecznie, uwzględniać ich aspekty polityczne. Reakcja prawdziwego dyplomaty. Dyrektor Klynstra-Komarnicki doceniał kunszt twórców zebranych na scenie, ich zaangażowaną pracę. I to całego zespołu teatru, w którym pracuje ponad 100 osób. – Tak więc sukces spektaklu jest zasługą ludzi o różnych poglądach, których łączy tu Juliusz Osterwa. A on jasno dowiódł, że teatr dla Polaków to miejsce, gdzie mogą zrozumieć samych siebie – zaznaczył dyrektor. Wspomniał też ciepło swą poprzedniczkę, Dorotę Ignatiew, która budowała obecny kształt teatru. – To dzięki jej pracy spektakl na tak wysokim poziomie jest dziś możliwy.

Dyrektor podkreślał wartość interpretacji, gratulował reżyserowi inscenizacji. Wywołany Kuba Kowalski nie odniósł się do plakatów-symboli trzymanych w dłoniach kolegów. Warszawskim współtwórcom dziękował bardziej emocjonalnie, aktorom i lubelskim twórcom spektaklu profesjonalnie. Za kunszt zawodowy komplementował cały zespół „Osterwy”: – Ja tutaj po prostu dobrze się czuję, jak w domu – wyznał twórca lubelskiej „Nory”. I widać było, że chętnie by tutaj powrócił…

To jakby drugi teatr

– tak swoją zadumę wyraził w naszej rozmowie Redbad Klynstra-Komarnicki po zaskakującym zakończeniu tej premiery. Wyjaśnia, że nie popadł w konflikt z Kubą Kowalskim. Nie zamierza też cenzurować lubelskiej „Nory”, nie wadzą mu drobne modyfikacje tekstu dramatu. Natomiast „oflagowanie” spektaklu ideą Strajku Kobiet przyjął jako wyzwanie do debaty: Jak wyplątać teatr z wpływów politycznych?

Dyrektor „Osterwy” podkreśla, że nie unika w teatrze tematów kontrowersyjnych, jest gorącym zwolennikiem samorządowego i lokalnego podejścia do repertuaru. I widać jego zakłopotanie – obecne w naszej rozmowie już długo po owym zdarzeniu. Ale i dużą klasę. Wobec śmiałej manifestacji widzianej po premierze zajęcie salomonowej postawy jest trudne. Tym bardziej, gdy recenzja w ogólnopolskiej gazecie podpuszcza: że to był teatralny strzał w stopę, ktoś tu skrzywdził sceniczne dzieło, aktorów i sam teatr – bo plakaty z błyskawicą „nurzają go” w ideologicznym sporze, a nawet wpisują teatr w wojnę totalnej opozycji z władzą. I że nie ma to nic wspólnego z kulturą wyższą.

Ktoś dalej posunięty wskaże na bunt kobiety w świętym ognisku domowym, ktoś inny na egoizm „matki-Norweżki” w decyzji o opuszczeniu rodziny. Teatrolog spyta celnie: Dlaczego Ibsen jest tak modyfikowany genetycznie w ten trudny, przełomowy dla społeczeństwa czas? A polityk lewicy: Dlaczego nie mówi się tu jasno o dziejowym uciemiężeniu kobiet? Dość. To był jedynie „happening” po finezyjnie wystawionym spektaklu. To był autorski komentarz doń – wyrazisty, realistyczny. I w pewnym sensie unikatowa promocja tej inscenizacji. Nie mylić z propagandą.

O lubelskim spektaklu

Premierę przedstawienia planowano 20 marca, a kolejne pokazy miały się odbywać do końca miesiąca. Jednak restrykcje sanitarne skutkujące właśnie tego dnia sprawiły, że teatr sprytnie przełożył wydarzenie na 19 marca. Pozostałe planowane spektakle odwołano – ku wielkiemu rozczarowaniu widzów, którym nie udało się dostać na premierę.

Pierwotny tytuł sztuki Ibsena brzmi „Dom lalki” i właściwie trafniej oddaje istotę jego dzieła niż inscenizacje pod późniejszym tytułem „Nora”. To opowieść, która może dziać się wszędzie i każdym czasie. I podjęło ją kilka teatrów w Polsce, jednak ta lubelska jest szczególna… Przedstawienie godne superlatywów. Występują: Edyta Ostojak (Eleonora Helmer), Daniel Dobosz (Torvald Helmer), Marta Ledwoń (Kristine Linde), Wojciech Rusin (Rank), Daniel Salman (Krogstad), Magdalena Sztejman (Pani Maria) oraz troje dzieci Helmer: Ignacy Bigelmajer, Lilianna Bigelmajer, Marcelina Nowacka.

Reżyserował Kuba Kowalski, scenografia i kostiumy Kornelia Dzikowska, muzyka Lubomir Grzelak, choreografia Szymon Dobosik.

Marek Rybołowicz

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here