Wojskowe śmigłowce, które od miesięcy latały codziennie nad głowami mieszkańców Depułtycz, Uhra, Weremowic, Żółtaniec, a od tygodni również chełmian, kończą swoją misję – dowiedzieliśmy się w MON.
Dla przyjezdnych możliwość zobaczenie nisko przelatujących nad głowami wojskowych śmigłowców była pewnie atrakcją, ale dla ludzi mieszkających w pobliżu lotniska w Depułtyczach Królewskich i jednostki wojskowej w Chełmie, już niekoniecznie. Stacjonujące w Depułtyczach od wielu miesięcy, a w Chełmie od kilku tygodni, maszyny, kilka razy dziennie odpalały silniki i odbywały loty wywołując, początkowo niepokój, a kiedy już do przelotów ludzie przywykli, denerwujący hałas. Mieszkańcy ze zrozumieniem podchodzili do obecności u nas wojskowych maszyn w czasach toczonej na Ukrainie wojny, ale pytali, czy śmigłowce muszą grzać silniki, czy latać tak często? Jak zapewniono nas w MON odpalanie silników śmigłowców, czy przeloty nigdy nie odbywają się bez potrzeby. Śmigłowce stacjonowały u nas w związku z prowadzonymi szkoleniami i zgodnie z regulaminem i wymogami technicznymi każda maszyna musiała codziennie odbywać loty testowe. Dla mieszkańców wystraszonych czy poirytowanych odgłosami latających śmigłowców mamy dobrą wiadomość. – Wydzielone pododdziały Sił Zbrojnych RP realizujące w tym rejonie zadania szkoleniowe z wykorzystaniem statków powietrznych, właśnie kończą szkolenie – przekazał nam w ubiegłym tygodniu Departament Komunikacji i Promocji MON. – Szkolenie powinno się zakończyć w dniu 21 listopada.
Na początku tego tygodnia, czyli po 21 listopada i w Chełmie i na lotnisku w Depułtyczach, śmigłowce wciąż jednak było słychać. Ale, od środy w Chełmie, a od dziś rana w Depułtyczach faktycznie jest cisza. Czy na stałe? Jak ustaliliśmy maszyny miały się przenieść do Zamościa. (reb)






























