Ofiara w szpitalu, sprawca zwolniony

Brutalnie pobity na oczach kilkudziesięciu świadków wskazał policji tego, który zaatakował go niebezpiecznym narzędziem. Kilka godzin później dowiedział się, że napastnik został zwolniony z aresztu, bo „nie było podstaw do jego zatrzymania”.

Piątkowy wieczór (21 stycznia) Przemek Gilewicz (znany szerszej publiczności z zespołu Nokaut) spędzał razem z kolegą w klubie bilardowym nieopodal parku miejskiego.

– Po północy wpadła grupka kiboli, jeden z nich miał komin z emblematem Motoru Lublin. Zaczęli demolować lokal: wyrzucali kije do bilarda na zewnątrz. W knajpie było z 50-60 osób, ale nikt nie reagował. Zapytałem barmanek, bo to moje znajome, czy zadzwoniły po policję i podszedłem do tej grupki. Tak po ludzku powiedziałem im, żeby wyszli rozładowywać energię na zewnątrz, nie demolowali stołów i dali ludziom spokojnie posiedzieć. W odpowiedzi jeden mnie uderzył w twarz – opowiada Przemek.

Wywiązała się szarpanina, w trakcie której jeden z bandytów uderzył Przemka w głowę niebezpiecznym narzędziem. – Nie wiem, czy to był młotek czy jakiś toporek. Nie straciłem przytomności, ale zalała mnie krew. W międzyczasie wszyscy goście uciekli z lokalu, kibole również. Przyjechał patrol policji i karetka, która zabrała mnie do szpitala w Chełmie. Mundurowi nie zapytali, czy chcę złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, ale umówiliśmy się, że następnego dnia – o godzinie 14 w sobotę – stawię się w komendzie. Później, o godzinie 5 rano, zadzwonił do mnie dyżurny komendy, informując, że zatrzymali trzech podejrzanych odpowiadających rysopisowi.

Pytał, czy mogę przyjechać na rozpoznanie. Lekarz jednak kategorycznie zabronił mi opuścić szpital, dlatego dwaj inni policjanci przyjechali na oddział i pokazali mi w telefonie zdjęcia trzech zatrzymanych. Z całą pewnością wskazałem im tego, który zaatakował mnie młotkiem czy toporkiem. Co do dwóch pozostałych, powiedziałem, że na pewno brali udział w bójce. Potem, od rana próbowałem bezskutecznie dodzwonić się do dyżurnego miejskiej komendy. Miałem pękniętą kość ciemieniową i złamaną, zapadniętą zatokę. Chciałem im powiedzieć, że przenoszą mnie do szpitala w Zamościu ze względu na konieczność przeprowadzenia operacji zatok.

Mimo wszystko po nocnej wizycie i okazaniu zdjęć byłem przekonany, że sprawa już jest w toku i agresorzy cały czas siedzą w policyjnym areszcie. Doznałem szoku, kiedy o godzinie 14 w sobotę zadzwonił do mnie kolejny funkcjonariusz z chełmskiej komendy, oburzony, że nie stawiłem się na złożenie zeznań. Powiedziałem, że jestem w Zamościu i czekam na operację, a on odparł, że cała trójka została zwolniona z aresztu, bo nie było podstaw do zatrzymania. Podobno funkcjonariusz, który pokazywał mi zdjęcia zatrzymanych, miał zapisać, że nie byłem pewien, czy to sprawcy pobicia, a jedynie przyznałem, że te osoby były na miejscu w czasie zdarzenia.

Przecież to absurd! Dokładnie wskazałem im tego, który mnie zaatakował i mam na to świadków – dwóch lekarzy. Ręce mi opadły. Nie dość, że zostałem pobity, to w ciągu 12 godzin wykonano mi 8 testów covidowych – najpierw 4 w Chełmie, a potem 4 w Zamościu. Siedem z rzędu wyszło negatywnych, a ostatni – tuż przed operacją – pozytywny. Poprosiłem, by w takim razie wykonano mi dziewiąty test, bo to niemożliwe i nawet gdybym zaraził się w szpitalu, to wyszłoby na jaw znacznie później.

Lekarz z Zamościa odmówił i powiedział, że jeśli mi się nie podoba, to mogę się wypisać ze szpitala na własne życzenie… Trafiłem na oddział covidowy. Do chełmskiej policji mam ogromny żal, szczególnie do funkcjonariuszy, którzy przyjechali do mnie do szpitala, żeby mi pokazać zdjęcia zatrzymanych, których potem wypuścili, a także do tego, który zadzwonił następnego dnia i nie potrafił mi nic wyjaśnić, tłumacząc pokrętnie, że to nie jego sprawa i nawet nie wie, kto ją prowadzi, a on ma tylko przyjąć zeznanie – mówi z żalem poszkodowany.

Co na to chełmska policja? Dlaczego podejrzewani o udział w bójce i pobicie z udziałem niebezpiecznego narzędzia zostali wypuszczeni po tym, jak ofiara ich rozpoznała na fotografiach? Dlaczego nikt nie usłyszał zarzutów?

– Prowadzimy czynności w tej sprawie. Chełmscy policjanci bezpośrednio po otrzymaniu zgłoszenia podjęli działania zmierzające do ustalenia sprawców. Wytypowane zostały osoby, które mogą mieć związek z tym zdarzeniem. Tej samej nocy funkcjonariusze rozmawiali również z pokrzywdzonym w szpitalu, jednak z uwagi na to, że był nietrzeźwy, nie mogli wykonać czynności procesowych takich jak przesłuchanie i przyjęcie zawiadomienia na protokół. Trwa ustalanie okoliczności i świadków zdarzenia.

Pomocny w tej sprawie może okazać się również monitoring w lokalu, w którym doszło do pobicia. Na tym etapie nie możemy przekazać więcej informacji na temat prowadzonych działań – komentuje sprawę kom. Ewa Czyż, rzecznik prasowa Komendy Miejskiej Policji w Chełmie. (pc)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here