Ostatnia deska ratunku…

Sprzedaż większości udziałów, a może nawet całości, Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej i przeprowadzenie postępowania sanacyjnego w Przedsiębiorstwie Usług Mieszkaniowych wydają się najlepszym wyjściem na uratowanie obu chełmskich spółek. Taki wniosek nasuwa się po piątkowej sesji rady miasta, zwołanej nagle przez prezydenta Chełma, Jakuba Banaszka.

O fatalnej sytuacji zarówno w MPEC, jak i PUM pisaliśmy wielokrotnie. Obie spółki nie mają szans, by wyjść na prostą, jeśli nie zostaną podjęte odważne decyzje. W pierwszym półroczu zanotowały niemałe straty, MPEC – 1 022 000 zł, zaś PUM – 413 000 zł. I choć niespełna 10 dni wcześniej radni zapoznali się ze stanem wszystkich miejskich spółek, prezydent Chełma Jakub Banaszek zdecydował, że już teraz rada miasta musi dowiedzieć się o wynikach MPEC i PUM za pierwsze półrocze oraz poznać plany dotyczące przyszłości obu miejskich spółek.

Kosztowne uprawnienia…

– Robimy wszystko, by obniżyć koszty funkcjonowania, zwiększyć przychody i nie utracić płynności finansowej – mówił do chełmskich radnych prezes MPEC, Artur Jędruszczuk.

Od 11 kwietnia br. spółka nalicza opłaty za dostawę ciepła po nowych stawkach, wyższych o 15 proc. Mimo to, 90 proc. wyprodukowanej w pierwszym półroczu br. energii cieplnej sprzedała jeszcze po starych cenach. – Renegocjujemy umowy na zakup węgla. Już z tego tytułu mamy oszczędności w kwocie 540 tys. zł. Rozwiązaliśmy umowy zlecenia, co spowoduje, że w kasie spółki pozostanie 38 tys. zł.

Zmniejszamy zatrudnienie, już kilkanaście osób przeszło na emeryturę. Z 206 etatów pozostanie 180, co przyniesie 800 tys. zł oszczędności w skali roku. Chcę podkreślić, że aż 50 pracowników zatrudnionych w MPEC jest chronionych albo ze względu na wiek, albo z powodu przynależności do związków zawodowych – wyjaśniał Jędruszczuk.

Dla MPEC największym kosztem jest jednak zakup uprawnień do emisji dwutlenku węgla, czyli tzw. podatek węglowy. Tylko za pierwsze półrocze spółka musi ich kupić prawie 50 tys. jednostek, czyli wydać ponad 5 mln zł. W tym roku na ten cel MPEC będzie musiał przeznaczyć nawet 11 mln zł. Biorąc pod uwagę, że planowane na br. przychody mają wynieść 37 mln zł, aż 30 proc. tej kwoty spółka wyda na tzw. podatek węglowy.

W tarapaty MPEC popadło w ubiegłym roku. Za jedno uprawnienie do emisji dwutlenku węgla spółka musiała zapłacić 24 euro, choć na początku roku mogła je kupić za 4 euro. W budżecie na ten cel przewidziano około 2 mln zł, a ostatecznie wydano ponad 7 mln zł, o czym na sesji mówił przewodniczący rady nadzorczej MPEC, Piotr Woźny.

By MPEC mogło funkcjonować, musi zmodernizować ciepłownię centralną i dostosować ją do unijnych wymogów. Na wykonanie wszystkich inwestycji ma czas do 31 grudnia 2022 roku. Po tym terminie nie będzie mogła wykorzystywać węgla do wytwarzania ciepła. Planowane inwestycje władze spółki szacują na 80-90 mln zł. Sęk w tym, że ani MPEC, ani miasto które jest jedynym jej właścicielem, takich pieniędzy nie mają. Jedynym rozwiązaniem, o czym mówili także chełmscy radni, wydaje się być sprzedaż większości udziałów spółki, lub całości zewnętrznemu inwestorowi.

Zainteresowanie MPEC-em wyraża PGE Energia Ciepła, spółka której stuprocentowym udziałowcem jest PGE, choć chętnych może być więcej. Jak zapowiedział prezydent Jakub Banaszek, to rada miasta ostatecznie zadecyduje o losach MPEC. Co istotne, władze miasta zapewniły, że przy ewentualnej sprzedaży spółki zadbają o zatrudnionych w niej pracowników.

PUM na krawędzi…

W jeszcze gorszej sytuacji niż MPEC znajduje się PUM. Spółka ma zobowiązań na kwotę 7,4 mln zł, a jej majątek jest warty około 5,5 mln zł. W terminie płaci jedynie ZUS-owi, Urzędowi Skarbowemu, PFRON, PGE i w części wynagrodzenia pracowników. Większość zobowiązań jest przeterminowana. PUM zalega innym miejskim spółkom, MPEC 330 tys. zł i MPGK – 403 tys. zł. Nie zwrócił 160 tys. zł pożyczki, jakiej przedsiębiorstwu udzieliła inna komunalna spółka – PGO.

Ma również niespłacane w terminie kredyty, zaciągane w parabankach. PUM ma też należności i choć działania windykacyjne przynoszą efekty, to jak stwierdziła nowa prezes Katarzyna Hapońska-Gajewska, powstają nowe. Spółka o dziesięć zredukowała liczbę etatów. Osiem osób przeszło na emeryturę. 23 pracowników zatrudnionych w PUM znajduje się w okresie ochronnym.

– Sytuacja w spółce jest trudna, wymaga podjęcia skutecznych działań. Do niedzieli 4 sierpnia mamy czas na złożenie wniosku o restrukturyzację spółki lub o upadłość – mówiła prezes PUM.

Prezydent Banaszek przypomniał, że analizowano trzy opcje. Pierwsza to dokapitalizowanie spółki z budżetu miasta. – Od razu ją odrzuciliśmy, bo musielibyśmy przeznaczyć na ten cel około 5 mln zł. Takich pieniędzy miasto nie ma, a poza tym według nas problem wróciłby za kilka lat – mówił prezydent. – Drugi wariant to wniosek o upadłość, tyle że po jego złożeniu, nie można już go wycofać. Dlatego zdecydowaliśmy się na trzecie wyjście, postępowanie sanacyjne. Jesteśmy gotowi na przeprowadzenie restrukturyzacji spółki, jeśli to nie pomoże, to dopiero wtedy zgłosimy wniosek o jej upadłość – mówił J. Banaszek. (s)