Pani prezydent, pomocy!

– Tu obok mieszkają dzieci. Patrzą na ten cały syf. Na tych wszystkich zapitych, zawszonych. Nie chcemy tak żyć. Prosimy o pomoc – apelowali na spotkaniu z prezydent Agatą Fisz mieszkańcy lokali socjalnych z ulicy Fabrycznej 4.

8 maja na spotkaniu z prezydent zjawiła się trójka mieszkańców. Opowiadali o swoim koszmarze, który przeżywają w mieszkaniach socjalnych. Fakt, otrzymali je od miasta i powinni być wdzięczni za to, że mają gdzie żyć.

– Ale tak się żyć nie da – mówili. – O naszym bloku przyjęło się mówić wylęgarnia nurów. To tutaj złażą się pijacy, który urządzają sobie meliny z pustych lokali. Tu służby przywożą bezdomnych, gdy nie chcą się z nimi męczyć. W efekcie mamy tu wszy, prusaki, karaluchy. A do tego niewyobrażalny smród. Czy to się kiedyś skończy? – pytali zrozpaczeni mieszkańcy.

Podczas wizyty w magistracie otrzymali zapewnienie od prezydent Agaty Fisz, że zainterweniuje w ich sprawie. – Wystąpię do straży miejskiej o wzmożone kontrole w tym rejonie. Skontaktuję się z policją, aby nie dochodziło do sytuacji, w której przywozi się tam osoby niebędące lokatorami. Zwrócę się też do Przedsiębiorstwa Usług Mieszkaniowych, które zarządza tym budynkiem, aby na bieżąco monitorowało sytuację – wyliczała prezydent.

To jednak nie koniec problemów osób z ul. Fabrycznej. Bo oprócz „dochodzących” jest tam mnóstwo lokatorów, którzy lokum otrzymane od miasta doprowadzili do ruiny.

– Z mieszkań wynurzają się tylko wtedy, gdy skończy im się alkohol. Jak się dobrze zaopatrzą, potrafią nie wychodzić z pokoju przez kilka dni, nawet do łazienki. Robią pod siebie. Gdy są w lepszym stanie, potrzeby fizjologiczne załatwiają do wiadra, które stoi tam kilka dni. A potem jego zawartość potrafią wylać do wspólnego zlewu, w którym myjemy naczynia… – opowiadali nam kilka tygodni temu mieszkańcy.

Tutaj jednak nie ma prostego rozwiązania. Bo chociaż tych kilka mieszkań to siedlisko brudu i robactwa, ciężko wyegzekwować od lokatorów, aby o nie zadbali. Nie chcą pomocy od pracowników Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. Pisma od PUM wyrzucają do kosza.

– Często jedynym rozwiązaniem jest odebranie lokalu najemcom. To jednak trudna decyzja, aby człowieka wyrzucić na bruk. Wychodzę z założenia, że nikt na własne życzenie nie stacza się na samo dno – przyznała A. Fisz podczas spotkania z mieszkańcami.

Inna kwestia, że eksmisję można przeprowadzić tylko i wyłącznie na podstawie wyroku sądu. (mg)