Pieniędzy za strajk nie będzie

Związek Nauczycielstwa Polskiego zaprzecza, jakoby miał obiecać nauczycielom, swoim członkom, rekompensaty za utracone wynagrodzenia podczas kwietniowego strajku.

– Nic takiego nikomu nie obiecywaliśmy – przekonuje Ewa Suchań, szefowa chełmskich struktur Związku Nauczycielstwa Polskiego. – Owszem, były zbierane pieniądze w trakcie strajku, dobrowolnych wpłat dokonywali m.in. popierający naszą akcję rodzice uczniów i inni nauczyciele, ale od początku zakładaliśmy, że te fundusze otrzymają pedagodzy, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji życiowej, materialnej, potrzebujący pieniędzy na przykład na leczenie. Takie wnioski składają również nauczyciele z Chełma i wiem, że kilku pieniądze dostało. Nie są to jednak wielkie sumy. Mówimy o kilkuset złotych – dodaje prezes Suchań.

Strajkujący w kwietniu nauczyciele są jednak innego zdania. Twierdzą, że ZNP zapewniał, że zbierane pieniądze będą stanowiły rekompensatę za utracone przez nich zarobki. – Tak mówiły władze związku, o tym też informowały media – mówi jedna z nauczycielek, należąca do ZNP. – Z tego, co wiem, pedagodzy mają opuszczać szeregi Związku, jeśli nie otrzymają odszkodowań.

Ewa Suchań podkreśla, że nikt nie dostanie rekompensat, bo Związek nie dość, że ich nie obiecywał, to jeszcze w dodatku nie byłby w stanie sprostać tak potężnemu wysiłkowi finansowemu. – Musiały gdzieś nastąpić przekłamania w przekazie informacji. Ktoś coś źle zrozumiał i stąd nieporozumienie. Musielibyśmy sprzedać cały majątek ZNP i to byłoby mało, żeby wszystkim strajkującym nauczycielom wypłacić odszkodowania. Gdy zaczynał się nasz protest, przypominałam wszystkim nauczycielom, którzy przystępowali do strajku, że za dni bez świadczenia pracy mogą nie dostać wynagrodzenia – wyjaśnia prezes chełmskiego ZNP.

Obecnie do chełmskiego ZNP należy ponad 500 osób, z nauczycielami emerytowanymi ponad 600. (s)