Piłkarze muszą na razie czekać

26 kwietnia upływa termin zawieszenia rozgrywek piłkarskich z uwagi na epidemię koronawirusa, który przed miesiącem ogłosiły PZPN i Ekstraklasa SA. Wiadomo już, że za tydzień piłkarze na boiska jednak nie powrócą.


W środę o wznowieniu rozgrywek z premierem Mateuszem Morawieckim i minister sportu Danutą Dmowską-Andrzejuk rozmawiał prezes PZPN Zbigniew Boniek. Po spotkaniu sternik piłkarskiej centrali przyznał, że „chęci są”, dodając jednak, że na przeszkodzie stoją między innymi kwestie logistyczne.

O datach powrotu piłkarzy na boiska, zaznaczając, że nie są to wiążące ustalenia, poinformowała 15 kwietnia za to w komunikacie Ekstraklasa SA. Futbol w wydaniu ligowym oraz pucharowym miałaby wrócić pod koniec przyszłego miesiąca. 25 maja mają zostać rozegrane dwa spotkania 1/4 finału Totolotek Pucharu Polski, a pięć dni później kolejka PKO Ekstraklasy.

Również w środę prezes Boniek uczestniczył przez ponad trzy godziny w wideokonferencji z prezesami wojewódzkich związków.

– Wnioskowałem, podobnie jak kilku innych kolegów, by szukać możliwości dokończenia rundy wiosennej. Oczywiście najpierw po decyzjach administracyjnych pozwalających na powrót do sportu, a następnie po spełnieniu wszystkich warunków bezpieczeństwa – mówi Zbigniew Bartnik, prezes Lubelskiego Związku Piłki Nożnej.

Żadne wiążące decyzje w środę nie zapadły. PZPN dało sobie czas do 11 maja. Podczas wideokonferencji prezesi byli jednak zgodni, że we wszystkich okręgach powinny obowiązywać te same zasady dokończenia rywalizacji. – Przy czym, jeśli nie uda się dograć rozgrywek do końca, to powinniśmy wrócić na minimum 10-11 kolejek – dodaje prezes Bartnik.

A co, jeśli epidemia koronawirusa nie pozwoli piłkarzom na powrót na boiska?

PZPN już 12 marca podjął stosowną uchwałę. W art. 2 czytamy „W sytuacji, gdy decyzja właściwych władz administracyjnych skutkować będzie brakiem możliwości rozgrywania oficjalnych meczów piłkarskich na terytorium Polski lub części jej terytorium, rozgrywki mogą zostać zakończone pomimo nierozegrania wszystkich zaplanowanych meczów”. Według uchwały kolejność drużyn w końcowej klasyfikacji będzie ustalona na podstawie tabeli po ostatniej pełnej rozegranej kolejce.

Kto w takiej sytuacji zostanie zwycięzcą grupy czwartej III ligi?

Hutnik Kraków i Motor Lublin po 19. kolejkach spotkań mają na koncie po 36 punktów. Lepszym bilansem bramkowym (+20) legitymują się lublinianie i to oni, (a nie zespół z Suchych Stawów, który wygrał mecz bezpośredni jesienią u siebie z motorowcami 1:0), zostaliby sklasyfikowani na pierwszym miejscu. Lubelski Związek Piłki Nożnej, prowadzący rozgrywki w grupie czwartej, zasięgnął w tej sprawie już opinii prawnej, opartej na przepisach zarówno UEFA jak i PZPN. Prezes Bartnik na razie jeszcze jej nie ujawnia, ale orzeczenie jest pomyślne dla klubu z Lublina. W przypadku, gdyby liga nie została dokończona, a pomiędzy zainteresowanymi zespołami o równej liczbie punktów rozegrane zostało tylko jedno spotkanie, do ustalenia kolejności należy brać pod uwagę ich bilans bramek – nie mają wątpliwości prawnicy.

Jeżeli rozgrywki w niższych ligach nie zostaną wznowione, nie będzie w nich spadków. To sprawia, że w sezonie 2020/2021 klasy rozgrywkowe zostaną na jakiś czas powiększone.

– Maksymalna liczba drużyn w lidze wynosić będzie 22. Podczas spotkania padły propozycje, jakim systemem grać przy tak dużej licznie zespołów. Jedną rundę, 21 kolejek, rozegrać można jesienią i wiosną. Następnie nastąpiłby podział drużyn na 10 i 12 zespołów i te grałyby rewanże. Mamy wówczas 30. kolejek, przy dzisiejszych 34. gdy w lidze mamy 18 drużyn. Jest też szybszy i łatwiejszy sposób dokończenia rozgrywek. Zespoły z miejsc 1-5 grają o awans, a 6 lub 8 z końca tabeli o utrzymanie. Oczywiście to tylko propozycje – kończy prezes Bartnik. BAS