PiS weźmie się za lekarzy?

Słowa prezesa Jarosława Kaczyńskiego na temat wysokich zarobków lekarzy odczytano jako zapowiedź „brania się” za tę grupę zawodową przez rządzącą partię. I nawet wśród przeciwników PiS są głosy, że zarobki medyków dawno wymknęły się z racjonalnych ram. Zwłaszcza w publicznej służbie zdrowia. Bo jak obronić fakturę na 50 a podobno nawet 70 tys. zł za miesiąc pracy lekarza w chełmskim szpitalu, który jest jednym z najbardziej zadłużonych w województwie?


Jarosław Kaczyński na spotkaniu z mieszkańcami Nowej Soli mówił o problemach służby zdrowia i zarobkach wśród lekarzy. – Są lekarze, którzy zarabiają całkiem przeciętnie, ale jest i tak, że niektórzy zarabiają bardzo, bardzo dużo. Nie miałbym z tego powodu pretensji, gdyby służba zdrowia działała tak, jak powinna działać – mówił prezes PiS. Zdaniem prezesa PiS „pogoń za pieniądzem” w środowisku lekarskim jest przesadna i stwierdził, że „trzeba coś z tym zrobić”.

– Najważniejsza jest przysięga Hipokratesa, służenie ludziom, misja – dobrze, żeby wszyscy o tym pamiętali – komentował słowa Kaczyńskiego premier Mateusz Morawiecki.

Te słowa odczytano jako zapowiedź „brania się” za kolejną, po sędziach, grupę zawodową i szukania nowego wroga przez rządzącą patię. Ale nawet wśród przeciwników PiS da się usłyszeć, że zarobki medyków wymknęły się spod jakiejkolwiek kontroli. Bo wszystkim ciążą gigantyczne stawki za prywatne wizyty. 200 czy 300 zł za kilka minut w prywatnym gabinecie to już norma. Tak jak dwa, trzy albo i więcej tysięcy złotych za jeden 24-godzinny dyżur w publicznym szpitalu. Doszło do tego, że lekarz w jeden dzień potrafi zarobić więcej niż pracownik na minimalnej krajowej przez cały miesiąc. Czy to normalne?

Na łamach „Nowego Tygodnia” pisaliśmy wielokrotnie o zarobkach medyków z chełmskiego szpitala. I o tym, że również tutaj są pewne dysproporcje. Medycy na etatach zarabiają podstawę, do której mogą dorobić dyżurami, a lekarze na kontraktach, których stawki ustalane są od godziny, a w niektórych przypadkach także procentowo od wykonanych procedur, potrafią „wyciągnąć” dzięki temu po kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. Na szpitalnych korytarzach niedawno plotkowano o jednym lekarzu, który miał wystawić fakturę na około 70 tys. zł za miesiąc pracy w szpitalu w Chełmie, który jest jednym z najbardziej zadłużonych w województwie. – Widać ewidentnie jakąś nagonkę na lekarzy, ale to prawda, że zarabiają tak dużo. Szpital w Chełmie cały czas szuka specjalistów, ale nowi lekarze zaczynają rozmowę od 150 zł za godzinę na oddziałach albo 50 proc. stawki za dyżury w poradni – mówi się w chełmskiej lecznicy. – Niektórzy podobno wzrost stawek uzasadniają przykładem rosnących cen chleba. Tak jakby kiedykolwiek im go brakowało.

– Lekarze na umowach zarabiają ok. 8200 zł brutto zgodnie z ostatnimi ustawowymi zapisami. Natomiast stawki kontraktowe są ustalane indywidualnie w zależności od specjalizacji, możliwości i potrzeb szpitala – mówi Kamila Ćwik, dyrektor chełmskiego szpitala, ale przyznaje, że deficyt jest w zasadzie we wszystkich specjalnościach.

– W naszym mieście i naszym szpitalu stawki zawsze były niższe niż w innych rejonach kraju – twierdzi Lech Litwin, zastępca dyrektora ds. lecznictwa. – Ostatnie regulacje podniosły trochę płace lekarzy etatowych, ale w szpitalu np. w Zamościu czy w Lublinie medycy już dawno zarabiali takie pieniądze. Odstajemy od reszty i żeby przyciągnąć od nas specjalistów, zachęcamy możliwością dorobienia na dyżurach.

Dla szpitala nie jest problemem to, ile jaki lekarz zarabia, bo to jest uzależnione od liczby wypracowanych godzin w miesiącu. – Za zapewnienie dyżurowania na oddziałach szpital musi zapłacić określoną kwotę w ciągu miesiąca. Czy tą kwotą podzieli się trzech czy siedmiu lekarzy, to dla szpitala bez znaczenia – mówi dyrekcja.

W chełmskim szpitalu są jeszcze oddziały, na których płaci się 85 zł za godzinę dyżurowania lekarzom kontraktowym (te kontrakty lada moment wygasają). Średnia to około 120-130 zł za godzinę. Są doktorzy, którzy potrafią dyżurować po 300 godzin w miesiącu, więc łatwo wyliczyć, że mogą wystawić fakturę na ok 40 tys. zł. Żadne „normy” nie obowiązują anestezjologów. W każdym szpitalu jest ich za mało i to oni dyktują warunki.

– Stawki w szpitalach w Lublinie czy Warszawie są oczywiście wyższe, ale tam są mniejsze możliwości brania takich dyżurów, co jest dla nas pewną kartą przetargową – mówi L. Litwin. – No bo co z tego, że szpital w Warszawie zapłaci więcej, skoro można tam wziąć maksymalnie trzy dyżury w miesiącu, a u nas np. dziewięć? To właśnie ci, którzy pracują na okrągło, potrafią wyciągnąć te najwyższe kwoty. Ale to nie jest norma.

O zarobkach medyków w szpitalach podległych marszałkowi województwa podobno wiele razy dyskutowano w Urzędzie Marszałkowskim. Urzędnicy doskonale wiedzą, że lekarze zarabiają znacznie więcej niż dyrektorzy szpitali czy marszałek. Ale kwestia zarobków była zawsze ucinana stwierdzeniem, że „kwestie związane z wynagradzaniem personelu lekarskiego leżą w kompetencji dyrektorów, którzy ponoszą wyłączną odpowiedzialność za regulacje płacowe podległego personelu a Samorząd Województwa nie ingeruje w sprawy związane z wynagradzaniem personelu lekarskiego zatrudnionego w podległych jednostkach”. Będzie ingerował dopiero gdy rządząca partia nakaże? (bf)