Platforma wytyka nagrody

„Konwój wstydu” pojawił się w ubiegłym tygodniu w Chełmie. Na pl. Łuczkowskiego przyjechał billboard z wizerunkiem Małgorzaty Sadurskiej i kwotą, jaką zarobiła w PZU. Nie zabrakło także zdjęcia Beaty Szydło oraz hasła „te pieniądze się im po prostu należały”. Platforma Obywatelska, jak mówią jej posłowie, w ten sposób chce pokazać, że PiS doszedł do władzy po to, by się obłowić.


W minioną środę w całym kraju ruszyła akcja Platformy Obywatelskiej pt. „Konwój wstydu”. Do wszystkich okręgów wyborczych trafiły mobilne billboardy z wizerunkami ministrów oraz prezesów spółek skarbu państwa, którzy otrzymali wysokie nagrody finansowe i wynagrodzenia. W czwartek „Konwój wstydu” dotarł do Chełma. – Przywieźliśmy na lawecie Małgorzatę Sadurską, która jako członek zarządu PZU S.A. w ciągu niespełna pół roku zarobiła aż 421 tys. zł – mówił na specjalnie zwołanej konferencji prasowej Stanisław Żmijan, poseł PO. – Pani Sadurska, była minister w kancelarii prezydenta, mówiła, że opuszcza kancelarię i idzie pracować w obrocie gospodarczym, by uczyć się biznesu. Nie jest to dobre, gdy nauki pobiera się za publiczne pieniądze i to tak wysokie.
W konferencji, oprócz Żmijana, uczestniczył również chełmski poseł Platformy, Grzegorz Raniewicz. Parlamentarzysta przypomniał, że za rządów PO nagrody otrzymywali głównie zwykli pracownicy. – Ministrowie natomiast dostawali je sporadycznie – podkreślał Raniewicz. – W ciągu ośmiu lat wypłacono je w trzech przypadkach, a łączna kwota tych nagród jest mniejsza niż pojedyncza nagroda przyznana ministrowi PiS-u. Opinia społeczna jest taka, że nagrody są przesadzone i powinno dojść do ich zwrotu. O to walczymy. Pieniądze muszą być dzielone w sposób sprawiedliwy. Polska to nie Dubaj. Jak chcą być ministrami w Dubaju, to niech tam jadą.
Posłowie starali się podkreślić, że ministrowie PiS nagrody dostali też za 2016 rok. Ich zdaniem, rząd przede wszystkim skupił się na pobieraniu wysokich wynagrodzeń z publicznej kasy.
– Jarosław Kaczyński zapowiedział, że PiS pojedzie w teren rozmawiać z mieszkańcami. Nie mam wątpliwości, że na temat wyborów samorządowych – mówił poseł Żmijan. – Będą to rozmowy typu: mobilizujcie się, wygrywajcie te wybory, a też będziecie brać wysokie wynagrodzenia i nikt wam nic złego nie zrobi. Musimy pokazać, po co tak naprawdę PiS doszedł do władzy, że zagrożone są samorządowe pieniądze. Ci, którzy mówili o umiarze oraz przyzwoitości, rozminęli się ze swoimi deklaracjami sprzed wyborów parlamentarnych. Naszą akcją chcemy pokazać, jak PiS rozjechało się z tym, co głosiło w kampanii wyborczej. Dziś była już pani premier wchodzi na mównicę sejmową i przekonuje, że „to nam się należało”. Obaj z posłem Raniewiczem przez lata występowaliśmy w obrocie gospodarczym. Kierowałem dużą firmą i do głowy mi nie przyszło, żeby samemu sobie wziąć jakiekolwiek pieniądze. A premier Szydło wzięła nagrodę nielegalnie. Niezgodnie z regulaminem przyznała je też swoim ministrom. Nikt w Polsce nie powinien samemu sobie przyznawać wynagrodzeń. Chyba, że taka osoba prowadzi działalność gospodarczą. Chcemy to ludziom uświadamiać, żeby wzięli te kwestie pod uwagę – powiedział poseł Żmijan.
Poseł Raniewicz podkreślił, że PO będzie dążyła, by ministrowie PiS oddali pobrane nagrody. – Jeżeli nie zwrócą ich teraz, to do sprawy wrócimy, gdy PiS przegra wybory. Kiedyś mówiło się, że ktoś jest skąpy jak Szkot, w tej chwili mówi się, że ktoś jest chciwy jak minister z PiS – stwierdził Raniewicz.
Reakcja prezesa PiS na akcję Platformy była bardzo szybka. Już w czwartek Kaczyński stwierdził, że wszyscy ministrowie i wiceministrowie otrzymane nagrody w całości przekażą na „Caritas”. Zapowiedział też zmniejszenie wynagrodzeń posłów o 20 procent. Mają też być ustalone mniejsze limity dla wójtów, burmistrzów i prezydentów. (s)

UDOSTĘPNIJ