Pocisk w cementowni, granat na drodze

O tej porze roku saperzy mają mnóstwo pracy. Ostatnio wzywano ich do pocisku artyleryjskiego znalezionego w kopalni kredy, granatów wygrabionych na posesji lub wykopanych na poboczu i podczas wycinki drzew. „Znaleziska” są detonowane na poligonie. Lepiej trzymać się z daleka, bo strefa rażenia może przekraczać kilometr.

Lato. Czas prac rolniczych na polach, w ogrodach, robót drogowych, grzybobrania, wycinki drzew w lasach, wymiany instalacji elektrycznych, kanalizacji… To właśnie wtedy najczęściej znajdowane są granaty moździerzowe, pociski artyleryjskie czy lotnicze. Mogą stanowić śmiercionośne zagrożenie. Interwencje w takich przypadkach podejmują specjaliści z Patrolu Rozminowania nr 35 1 Warszawskiej Brygady Pancernej w Chełmie, nadzorujący południowo-wschodnią część województwa lubelskiego. Saperzy, zwłaszcza w sezonie letnim, mają mnóstwo pracy. Wzywani są codziennie. Zdarza się, że jednego dnia mieli po sześć interwencji. Od początku roku było ich ponad sto. W czwartkowe popołudnie saperzy jechali do Adampola (powiat włodawski), gdzie podczas prac drogowych znaleziono granat moździerzowy.

Leżał w pasie drogowym. Robotnicy zachowali się wzorcowo – nie dotykali znaleziska, tylko zadzwonili po policjantów. To właśnie policję, ale też straż graniczną, czy też centrum zarządzania kryzysowego powinien zawiadomić ktoś, kto znajdzie niebezpieczny przedmiot. Między innymi te instytucje są uprawnione do przekazania sprawy saperom. Pod żadnym pozorem nie można dotykać przedmiotu, który wzbudza nasze podejrzenia, bo może dojść do wybuchu. Ale są osoby, które to lekceważą. Jakiś czas temu pisaliśmy w „Nowym Tygodniu” o mieszkance gminy Kamień, która kopiąc w ogródku motyką natrafiła na granat moździerzowy z czasów drugiej wojny światowej. Zaniosła go do domu, aby pokazać mężowi. Chor. Grzegorz Kloc z Patrolu Rozminowania nr 35 1 Warszawskiej Brygady Pancernej w Chełmie ostrzega, że tak nie wolno.

– Zdarza się, że ktoś bierze takie znalezisko do ręki, przenosi w inne miejsce, przewozi na przykład ciągnikiem, ale to zabronione – mówi chor. G. Kloc. – Na szczęście świadomość ludzi w tym zakresie jest coraz większa. Trzeba wiedzieć, że takie przedmioty stanowią zagrożenie i nie można zachować się wobec nich lekkomyślnie. W przeciwnym razie komuś może stać się krzywda.

Pocisk w cementowni

Na nietypowe znaleziska ludzie natrafiają w różnych okolicznościach. Parę tygodni temu przekonali się o tym pracownicy chełmskiej cementowni. Na terenie odkrywkowej kopalni kredy odnaleźli pocisk artyleryjski 152 mm. Chwile grozy przeżyły też osoby, które na początku lipca porządkowały jedną z posesji w Chełmie. Była zarośnięta, więc karczowano krzaki, grabiono gałęzie. Podczas tych prac ludzie natknęli się na kawał żelastwa. Nikt go nie dotykał, tylko natychmiast zawiadomiono policjantów, którzy wezwali saperów. Okazało się, że żelastwo to granat 50 mm. Interwencją saperów zakończyły się też przed kilkoma tygodniami prace przy instalacjach elektrycznych w Sobiborze na terenie byłego obozu zagłady. Pod przewodem elektrycznym pracownicy odnaleźli granat moździerzowy 82 mm. Chor. Kloc mówi, że najwięcej wezwań saperzy mają obecnie właśnie w sprawach niebezpiecznych przedmiotów znalezionych podczas prac ziemnych przy kanalizacjach, światłowodach i innych tego typu instalacjach. Niedawno interweniowali, gdy odnaleziono niewybuch podczas przebudowy linii kolejowej. Ale zdarza się też, że ludzie trzymają niebezpieczne przedmioty w domach. W poniedziałek, 24 lipca, w jednym z mieszkań we Włodawie policjanci ujawnili pocisk artyleryjski, dwa granaty ręczne i amunicję karabinową. Jak zawsze w tego typu sytuacjach wdrażana jest standardowa procedura. Saperzy po zabezpieczeniu terenu, zabierają niebezpieczny przedmiot na poligon wojskowy i tam go niszczą, poddając detonacji. Oficjalnie nie chcą zdradzać, gdzie znajduje się poligon, na którym przeprowadzana jest taka operacja. To do nich należy zabezpieczenie terenu przed osobami postronnymi, a ciekawscy mogą się zawsze zdarzyć i utrudnić saperom pracę. Ci, którzy mieszkają w okolicy poligonu zdążyli się już przyzwyczaić do obecności wojskowych i dobrze zdają sobie sprawę z zagrożenia.

– Strefa rażenia wynosi od kilkunastu metrów nawet do ponad kilometra – mówi chor. Kloc. – To my odpowiadamy za zabezpieczenie terenu przed osobami postronnymi i podczas niszczenia takich przedmiotów musimy zadbać o bezpieczeństwo. Poligon wojskowy jest oznakowany, są tablice ostrzegające o strefie niebezpiecznej. W latach wcześniejszych zdarzało się jednak, że ktoś, kto wybrał się na przykład na grzyby z innej strony lasu i zbliżył się do poligonu. To niebezpieczne.

Grzybobranie z „niespodzianką”

Rozpoczyna się sezon grzybobrania. Saperzy apelują do osób, które natkną się w lesie na przedmioty wyglądające na niebezpieczne, aby tego nie lekceważyli. W takich okolicznościach zawsze należy zawiadomić policję, poczekać na odpowiednie służby i wskazać im miejsce znaleziska. W przeciwnym razie komuś może stać się krzywda. Chor. Kloc wspomina o sytuacji sprzed wielu lat, gdy mieszkaniec Chełma został poparzony, bo zrobił sobie popielniczkę z granatu, który eksplodował. To skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie. Saperzy przypominają, że nigdy nie wolno manipulować przy tego typu przedmiotach. Oni również – choć fachowcy – nigdy w ten sposób nie ryzykują. Zabierają dane znalezisko, pochodzące najczęściej z czasów pierwszej czy drugiej wojny światowej, na poligon i wysadzają w powietrze. Chodzi o to, aby już nigdy więcej nie zrobiło ono nikomu krzywdy. (mo, fot. arch.)