Połamał czaszkę bezbronnemu

Nałożył kominiarkę i drewnianą kolbą od wiatrówki okładał po głowie 18-latka, łamiąc mu czaszkę. Przed sądem skruszony nastolatek tłumaczył, że „był to tylko młodzieńczy wybryk i nie sądził, że to się tak skończy”. Liczył, że sprawa rozejdzie się po kościach i dostanie karę w zawieszeniu, ale oskarżenie się na to nie zgadza. Pawłowi Ch. grozi do 10 lat więzienia.

W Sądzie Okręgowym w Lublinie odbyła się pierwsza rozprawa w procesie przeciwko Pawłowi Ch. (18 l.) z Chełma, oskarżonemu o spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nastoletniego Andrzeja K.
Zaczęło się od tego, że w marcu ubiegłego roku kolega Ch. doprowadził do kolizji, w której ucierpiał skuter 18-letniego Andrzeja. Młodzi kierowcy umówili się w Horodyszczu-Kolonii, gdzie mieszkał pokrzywdzony, na „polubowne załatwienie sprawy”. Mieli omówić kwestię pokrycia szkody, ale sprawca (rzekomo w obawie przed pobiciem) poprosił Pawła Ch., by pojechał z nim jako ochroniarz i wziął ze sobą „jakieś narzędzie”. Ten wziął kominiarkę i drewnianą kolbę od wiatrówki. Zajechali na miejsce, a Ch. od razu rzucił się na Andrzeja. Chłopak dostał w głowę i upadł, a młody bandyta uderzał dalej kolbą i kopał w brzuch wołającego pomocy nastolatka. Gdy skończył, razem z młodszym kolegą wsiedli na skuter i odjechali.
Pobity Andrzej doczołgał się do domu, a przerażona matka chłopaka wezwała pomoc. Chłopak trafił do szpitala w ciężkim stanie. Jak się okazało, po pobiciu w jego głowie powstał śmiertelnie groźny krwiak. Lekarze musieli przeprowadzić trepanację czaszki, by uratować życie nastolatkowi.
Sprawa została zgłoszona policji. Kilka dni po zdarzeniu kryminalni zatrzymali młodocianych oprychów. Ch. przyznał się do napaści i został aresztowany, ale po wpłaceniu kaucji wyszedł z aresztu. Jest pod dozorem policji.
Oskarżony o spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu twierdził, że nie chciał poważnie zranić chłopaka, a jedynie stanąć w obronie młodszego kolegi i pokazać tamtemu, że ma z nimi nie zadzierać. Nie był jednak w stanie powstrzymać się od zadawania kolejnych ciosów… Przed sądem wyraził skruchę i przeprosił chłopaka, którego omal nie zabił, tłumacząc, że był to tylko młodzieńczy wybryk, którego żałuje. Jego obrońca zaproponował karę w zawieszeniu, ale na taki obrót sprawy nie zgodziło się oskarżenie. Ch. grozi do 10 lat więzienia, w marcu ponownie zasiądzie na ławie oskarżonych. (pc)