Policjant-zboczeniec skazany

Na zaledwie dwa lata bezwzględnego więzienia skazał właśnie gwałciciela Piotra S. lubelski sąd rejonowy. Komisarz policji, który niejedno zboczenie miał na sumieniu, w brutalny sposób wykorzystał seksualnie młodą dziewczynę z Rejowca.

Do gwałtu miało dojść 7 października 2018 roku w małej miejscowości pod Opolem Lubelskim, gdzie na jednej imprezie znaleźli się przypadkiem: Piotr S. (47 lat) – wówczas policjant oddziału prewencji z Lublina w stopniu komisarza, a także ponad dwukrotnie młodsza od niego dziewczyna z gminy Rejowiec. Młoda i ładna szybko wpadła w oko mężczyźnie.

Gdy towarzystwo się przerzedziło i oboje zostali sami w ustronnym miejscu, Piotr S. postanowił wykorzystać sprzyjające mu okoliczności i się zabawić. Policjant po służbie zaatakował mającą wówczas zaledwie 20 lat dziewczynę. Wykręcił jej ręce, uderzył w twarz, włożył palce do pochwy i zgwałcił.

Po wszystkim ofiara chciała milczeć, sądziła, że policjantowi upiecze się gwałt. Koleżanka namówiła ją jednak na zgłoszenie sprawy.

Doprowadzony najpierw do Prokuratury Rejonowej w Krasnymstawie Piotr S. nie przyznał się do gwałtu. Złożył za to obszerne wyjaśnienia na temat własnej wersji wydarzeń tamtego wieczoru. Trafił do aresztu tymczasowego, a postępowanie przejęła Prokuratura Okręgowa w Zamościu. W końcu sprawa trafiła na wokandę lubelskiego sądu rejonowego, a sędzia – ze względu na jej charakter i dobro pokrzywdzonej – postanowił, że proces Piotra S. będzie się toczyć za zamkniętymi drzwiami.

W ubiegłą środę (30 września) zapadł wyrok. Piotr S. (ostatecznie rok temu wydalony ze służby) został uznany winnym gwałtu i skazany na 2 lata pozbawienia wolności z zaliczeniem okresu aresztu. Do odsiadki został mu więc niewiele… Sąd nałożył na niego również 10-letni zakaz kontaktowania się z pokrzywdzoną (w jakikolwiek sposób) i zbliżania do niej na mniej niż 100 m. Wyrok nie jest jeszcze prawomocny.

Seksualny maniak

W przeszłości Piotr S. był oskarżony o nękanie i przekroczenie uprawnień, a także grożenie bronią kobiecie, ale sąd oczyścił go z wszelkich zarzutów. W 2009 roku, jako policjant drogówki, zatrzymywał na trasie panie za kółkiem pod pretekstem przekroczenia prędkości lub popełnienia innego wykroczenia, nagabywał je i żądał od nich numeru telefonu. Te, które ulegały, były potem nękane setkami SMS-ów (jednej wysłał ponad 400!), w których policjant składał „gorące propozycje”.

Jedna z kobiet zgłosiła sprawę, a zaraz potem namierzono 3 inne ofiary żigolaka w mundurze. Prokurator postawił mu zarzuty przekroczenia uprawnień i kierowania gróźb, uznając, że wykorzystywał mundur do zdobywania kolejnych partnerek seksualnych. Trzy lata później sąd uniewinnił S.

W opinii sędziego, spotykając się z kobietami, Piotr S. nie działał jako funkcjonariusz publiczny, poza tym nie można było mówić o zmuszaniu pań do udostępnienia mu własnego numeru telefonu – działo się to za obopólną zgodą. Za zasadne sąd uznał jedynie oskarżenie S. o groźby (jednej z kobiet policjant przystawił przedmiot przypominający broń, strasząc, że ją zabije, jeśli powie komukolwiek o ich „relacjach”) i skazał go na karę więzienia w zawieszeniu i grzywnę. Piotr S. odwołał się, a sąd apelacyjny oczyścił go z zarzutów. Prawomocnie uniewinniony po uprzednim wydaleniu ze służby, wrócił do pracy w KWP, trafiając z drogówki do prewencji. (pc)